Czy protest i krytyka jest nienawiścią?

Coraz częściej słychać dziwne tony w narodowej dyskusji po zamachu na prezydenta Gdańska. Nieco to przypomina pewne, bardzo podobne, odcienie tonów w rozmowach po tragicznym samospaleniu Piotra Szczęsnego ale tym razem wydaje mi się, że te tony są wyraźniejsze, bardziej głośne. I to podobne po obu stronach ‘polskiej barykady’ ideologiczno-filozoficznej. Bo ‘polska barykada’ w swej istocie nie jest polityczna a dużo głębsza: ideologicznie-filozoficzna. Nie chodzi  tu ani o PiS ani o PO.  Chodzi o dwie, bardzo od siebie różne Polski. A tego zwykłe wybory parlamentarne rozstrzygnąć nie potrafią. Ale nie o tym dylemacie moralnym będę tu pisać. Tematem, mimo dywagacji pobocznych, jest jednak ten dzisiejszy, specyficznie dziwny ton rozmowy narodowej. Zanim wyjaśnię o jakim ‘tonie’ mówię, pewne wprowadzenie zrobić jednak muszę.

Tak wówczas (samospalenie Piotra S.), jak w obecnym czasie, głównym tematem/tonem była chęć ostrzeżenia społeczeństwa i władz przed wzrastającą niechęcią powoli przepoczwarzającą się w nienawiść między tymi, którzy popierali rządy PiSu i Kukizu, a pozostałą częścią społeczeństwa. Tak wówczas, jak i dziś ważne jest zaznaczenie, że te skrajne emocje dotyczyły w zasadzie tylko aktywnej politycznie części społeczeństwa (skupionej wówczas głównie wokół Komitetu Obrony Demokracji a dziś w bardzo licznych innych grupach, organizacjach i fundacjach związanych z szeroko rozumianą ochroną swobód demokratycznych) z jednej strony, a władzy politycznej  (rządu i Prezydenta RP oraz głównego decydenta politycznego – Jarosława Kaczyńskiego)  i jej niebyt licznego ale ‘żelaznego’ elektoratu z drugiej.  Szerokie masy aktywnie nie włączały się w spór polityczno-narodowy. Owszem, sympatie nie były ukrywane ale nie przelewały się na obszar publiczny.

Ponieważ władza ma jednak zawsze po swej stronie zwykłą brutalną przewagę  (‘brutalna’ w tym wypadku nie oznacza przemocy fizycznej – ani wojsko ani policja jawnych akcji pacyfikacyjno-bojowych nie przeprowadzały wobec tzw. obozu demokratycznego) w postaci stanowionych praw, przepisów i obowiązków – ta przewaga stwarzała i dla władzy i dla szerokich mas pewien miraż wyższości i bezkarności.

W dodatku po niebezpiecznie dla władzy wykazanej sile i popularności masowego wówczas KOD – zwłaszcza w obronie konstytucyjnego filaru trójpodziału władzy, Trybunału Konstytucyjnego – te centrum demokratycznego oporu pękło, a przez to pękł drugi miraż polityczny: miraż potęgi ruchu demokratycznego. Oba miraże stwarzały wrażenie pewnego balansu. Na zasadzie: władzy nikt zagrozić śmiertelnie (tj. utratą władzy) nie może ale i władza zawsze była gotowa cofnąć się przed pełną konfrontacją brutalno-fizyczną (np. włamaniem się do budynku Trybunału i aresztowaniem sędziów a zwłaszcza niezłomnego prezesa Trybunału). Skutkiem błędów strategicznych czy personalnych KOD lub wyjątkowo perfidnie ale i skutecznie przeprowadzonej akcji wywiadowczej ‘od wewnątrz’ – KOD będąc u szczytu swej siły uległ wewnętrznemu rozłamowi. To wyraźne osłabienie centrum społecznego oporu PiS zrozumiał błędnie, jako zachętę do totalnej przebudowy systemu prawnego państwa ale i też mniej skodyfikowanego formalnie systemu norm postepowania i umów społecznych w ramach których społeczeństwo-naród funkcjonuje.

Załamanie się KOD, jako potężnej organizacji masowej, było też tylko chwilowym, a może nawet pyrrusowym zwycięstwem władzy. Ostatecznie pojedyncze organizacje można łatwiej pacyfikować i inwigilować. Tak Sanacja  zrobiła z polskimi komunistami i z ultrakatolickimi faszystami Falangi narodowców w latach 30. ubiegłego wieku, a po 1945 tak zrobili z PSL i socjalistami z PPS nowi właściciele Polski. Dla łatwiejszego kontrolowania środowisk chadecko-kościelnych dali glejt falangiście Piaseckiemu do założenia PAXu.

Gdzie był błąd mirażu PiSowskiego? Nie przewidzieli, że w krótkim czasie, opuszczony przez rozbicie KODu, plac walki politycznej zajmą dziesiątki nowych grup i organizacji pro-demokratycznych. Formalnych i luźnych. Klasyczny przykład z Sienkiewicza: złapał Kozak Tatarzyna a Tatarzyn za łeb trzyma.

Tak powstała istniejąca do dziś mapa stałego, otwartego i bez szansy na zwycięstwo kogokolwiek, konfliktu, który trwa w Polsce nieprzerwanie od pozornej klęski KOD. Który zresztą też częściowo się odbudował i odnalazł swoje mniejsze ale istotne miejsce. Co gorsza – pozostał mit koderowski. Coś na kształt legendy Legionów, AK czy Solidarności. Nie mówię o dokonaniach czy osiągnięciach, a o micie, legendzie. Ma PiS i KUKIZ ‘żołnierzy wyklętych’, ma współczesna opozycja społeczna mit KODu. Jeden i drugi przetrwają obecnych polityków u szczytu władzy i polityków opozycji politycznej  PO, Nowoczesnej i PSL. 

Dwa moralne, etyczne wydarzenia w tym gorącym okresie walki ideologiczno-politycznej miały miejsce. Nie były ani zaplanowane ani przeprowadzone przez władze ani przez jej przeciwników. Były jednostkowe i tragiczne. Zginęły dwie osoby: jedna znana i głośna (Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska, znany polityk PO) i druga, nikomu nieznany, prywatny człowiek (Piotr Szczęsny, Szary Obywatel).

„Apelujemy jednocześnie do obu stron konfliktu ściśle politycznego: do partii rządzącej z koalicjantami i partii opozycyjnych w polskim Parlamencie; do polskich grup społecznych w Kraju i poza jego granicami:

domagamy się rozpoczęcia bezzwłocznie autentycznego dialogu społecznego i politycznego nad stanem Kraju. Polska to nie kawałek sukna wyrywany przez wszystkich dla siebie. Polska nie należy tylko do jednej, obojętnie jak licznej lub jak zamożnej czy silnej, grupy. Należy do wszystkich Polek i Polaków. Jest faktem niemożliwym do ukrycia, że jesteśmy skłóceni i podzieleni, jak nigdy dotąd w naszej ponad 25-letniej historii III Republiki. I że przekroczyło to już dawno ramy zwykłej i naturalnej różnicy opcji politycznych. Polska nie jest i być nie może zakładnikiem czyichkolwiek ambicji, politycznego rewanżu. Nie jest nagrodą w zawodach politycznych określanych powszechnymi wyborami. Nie stać nas, jako państwo i jako społeczeństwo, na zwycięzców i na przegranych. Rozpocznijcie te rozmowy natychmiast i bez wstępnych warunków .Aby nigdy już w wolnej Polsce jakikolwiek Obywatel czy Obywatelka (dobro najwyższe każdego państwa) nie czuł się tak poniżony, tak odosobniony, tak bez cienia nadziei, by wybrał tak tragiczny akt protestu, jako jedyną możliwość apelu do naszych sumień. Tego wymaga dobro Kraju od każdego z nas.”  Powyższy cytat był zredagowanym wówczas przeze mnie i podpisanym przez większość organizacji i działaczy demokratycznych emigracji polskiej w Ameryce Północnej, Europie i Australii apelem. który ogłosiliśmy w swoich krajach ale przede wszystkim w Polsce. Apel od nas – Polaków spoza Kraju do rodaków w Kraju. Odzew był bardzo pozytywny i liczony w tysiącach. Wszystkich ten akt niby bezsilnej a jednocześnie heroicznej ofiary poruszył do głębi. Pierwszy raz społeczeństwo zrozumiało, że to nie są tylko przepychanki polityczne, wyrównywanie starych rachunków między byłymi koalicjantami (ostatecznie korzenie tak PiS, jak i PO są bardzo zbliżone, by nie powiedzieć identyczne: z  narodowo-centroprawicowej koalicji AWS) ani nawet jakieś chorobliwe objawy Jarosława Kaczyńskiego, które łączono z jego domniemanym załamaniem psychicznym po wypadku lotniczym pod Katyniem i tworzeniem jakiejś makabrycznej ‘religii smoleńskiej’ (popularne w Polsce określenie wywodzące się z organizowanych w Warszawie tzw. miesięcznic smoleńskich). Podczas gdy jest najbardziej prawdopodobne, że budowa tej ‘religii’ była po prostu jego cyniczną ale skuteczną grą polityczną wobec tzw. twardego elektoratu dewocyjno-szowinistycznego.

Pośrednio też, ten Apel był skierowany do aktywistów KOD, którzy po wewnętrznym kryzysie ulegli poważnemu podzieleniu, a zwolennicy dwóch przeciwnych obozów prowadzili wobec siebie równie bezpardonową walkę, jak ta miedzy obozem PiS a siłami prodemokratycznymi. Domagania się wyciszenia i ucywilizowania sporu, skutkiem refleksji po samospaleniu w Warszawie Piotra S, załagodziły ostrość tego sporu i dały szansę na tworzenie się nowych struktur nie zwalczających się wzajem a wręcz wspomagających w pracach demokratycznych. 

Niestety, podobnego efektu nie udało się uzyskać ze strony władzy politycznej Polski. Śmierć Piotra Szczęsnego była szansą i dla tej władzy, by włączyć się w nurt łagodzenia języka i działań politycznych.  Szansą niezauważoną lub świadomie odrzuconą.

Jest oczywiście możliwe, że kolejne, bezpardonowe i udowodnione sądownie, świadome łamanie zapisów konstytucyjnych, było częścią jakiegoś międzynarodowego spisku, konspiracji (Putinowska Rosja)  przeprowadzonej przez szarą eminencje PiS, Antoniego Macierewicza. Czy to możliwe? Wątpię by do tego stopnia. Nawet jeśli Macierewicz był (jest?) faktycznie jednym z czołowych agentów Moskwy w grze o Polskę.  Wbrew popularnym mniemaniom nie sądzę by międzynarodowe konspiracje miały aż tak wielki wpływ na faktyczne losy państw. Chyba, że szybko doprowadzają do konfliktu zbrojnego. A na to się raczej nie zanosi – ani w formie agresji zewnętrznej ani w formie wojny domowej.  Polska nie jest na Zadnieprzu (nie w czasach współczesnych, w każdym razie) ani na Krymie. Jest sporym państwem Europy, wieloletnim członkiem NATO i UE. To gwarancje i sposoby myślenia o wiele skuteczniejsze niż ewentualne spiski agenturalne.

Wracajmy jednak do ‘dziwnych tonów’ w narodowej dyskusji po zamachu na Adamowicza. Ten ton, to natychmiastowe (a spowodowane bez wątpienia szokiem w reakcji na te publiczne morderstwo) zrozumienie, że na naszych oczach zobaczyliśmy i doświadczyliśmy efektów ‘mowy nienawiści’ tak perfidnie zadomowionej w Polsce od kilku lat. Więc i szybko, przerażeni możliwością dalszych efektów tego szatańskiego i zręcznie sterowanego przez władze państwowe fenomenu, apel o usunięcie mowy nienawiści rozszerzyliśmy na wszystko i wszystkich. Również wobec siebie. Wydawała się ten apel podjąć także władza, np. w wystąpieniu publicznym prezydenta Dudy. Niektórzy, w tym i w szeregach demokratycznych obywateli, wręcz starali się unikać krytykowania bezpośredniego władzy i szukania bezpośrednich lub nawet tylko pośrednich przyczyn takiego zamachu. Wskazywanie zbyt jasno palcem krajowych władz politycznych widziano, jako też przykład ‘nienawiści’ wobec PiSu. Tak, jakby autentycznie i kompletnie naiwnie uwierzono, że PiS i jego władza nagle się zmieni, potępi a nawet zacznie aktywnie ścigać akty przemocy słownej i czynnej środowisk skrajnie szowinistycznych. Oczywiście nic takiego nie nastąpiło. Pewien szok (chyba szczery i autentyczny) władz rządowych, że do takiej zbrodni dojść mogło – nie zaowocował zmianą polityki osiągania celów za każdą cenę. Nie mógł. PiS zdaje sobie doskonale sprawę, że wycofać się już nie może. To by zagrażało celowi zmiany struktur systemowych państwa, które miały, w założeniu oryginalnym PiS, uniemożliwić powrót demokracji liberalno-demokratycznej do ponownego powrotu do władzy. Zagrażałoby też zabezpieczeniu się obecnej władzy przed bardzo realną i  wyraźnie głoszoną zapowiedzią, że tym razem PiS za przestępstwa  polityczne ale też indywidualnie za przestępstwa kryminalne (oszustwa o charakterze finansowym) będzie po ewentualnych wyborach odpowiadać. A zabezpieczeniu przed takim obrotem sprawy ma właśnie służyć cała rewolucja systemu sądownictwa w Polsce. Obok umożliwienia zablokowania autentycznej kontroli wyborów.

Należy wystrzegać się więc ze wszech miar stawiania znaku równania miedzy ‘mową nienawiści’ a ostrą krytyką rządu i władz. Ja na przykład PiSu nie nienawidzę. Natomiast jestem gorącym orędownikiem odsunięcia go od władzy i pociągnięcia do pełnej odpowiedzialności karnej i politycznej o ile będą ku temu podstawy prawne i wiarygodnie przeprowadzone procesy. Przez niezależne od rządu i prokuratury sądy powszechne. Uważam, że polityka PiS szkodzi Polsce i Polakom niewspółmiernie do jakichkolwiek ewentualnych korzyści, jakie ona może przynosić.

Oczywiście, na portalach społecznościowych (jak Facebook i temu podobne) można było spotkać ludzi piszących, że to co spotkało Prezydenta Gdańska winno spotkać takiego czy innego członka władz PiS. I to jest nie tylko naganne. To jest niedopuszczalna mowa nienawiści. Tej samej, która bardzo możliwe włożyła pośrednio nóż do ręki zamachowca w Gdańsku. Takie wypowiedzi należy tępić i nie dopuszczać do politycznego dyskursu. Podejrzewam, że w wielu wypadkach były to zresztą wypowiedzi trollów spoza autentycznych środowisk pro-demokratycznych. Nawet jednak jeśli mówił tak ktoś, kogo znamy – należy to potępić.  Ale np. kogoś opinia, że za mord gdański i wzrastającą wrogość różnych środowisk wobec siebie pośrednią winę ponosi propaganda środowisk rządowych – nie jest w żadnej mierze mową nienawiści. To opinia i ocena. Może mylna, może prawdziwa.  Ale do opinii mamy prawo. Tak, jak do obywatelskiej krytyki władzy. Do tego ostatniego mamy wręcz obowiązek obywatelski.

Niemiecki filozof poprzedniego stulecia Max Scheler określił wydarzenie tragiczne i następującą po nim ‘winę tragiczną’, jako niemożliwą do określenia, a przez to do wydania wyroku. Ale nie oznacza to, że wina taka nie istnieje. Po głębszym wywodzie i rozpatrzeniu tego zagadnienia dochodzi wszak do wniosku, że prawdziwie tragiczna jest sytuacja jednostki, której ostry zmysł etyki i moralności nie pozwala na przemilczenie i niezauważenie odpowiedzialności etycznej za ‘winę tragiczną’. Takie jednostki są niezbędne dla społeczeństwa. Nie zatykajmy im ust dla własnej wygody moralnej i środowiskowej. Czasami trzeba i należy głośno powiedzieć to, co normalnie może nie wypadałoby.

Bo sytuacje tragiczne, wydarzenia tragiczne nie są sytuacjami normalnymi.

Zdarzało mi się wielokroć usłyszeć od skądinąd zacnych działaczy tradycyjnych organizacji polonijnych tłumaczenie, że nie powinniśmy jednak rządu tak ostro krytykować ani o pewnych rzeczach (wzrastające znaczenie i bezkarność grup faszystowskich i rasistowskich w Polsce) poza granicami Polski. Że to wpływa na zły obraz naszego kraju.  Nawet przy założeniu (i tak zakładałem i zakładam) dobrej woli i zbożnej chęci – pogodzić się takim stanowiskiem absolutnie nie można. To dosłowne przestawienie konia i furmana na tył wozu. Kompletnie nie logiczne i w konsekwencji szkodliwe dla Polski i dla samej Polonii. Szkodzą Polsce władze, gdy uprawiają politykę pełzającej dyktatury i kiedy umożliwiają grupom szowinistycznym i faszystowskim na publiczne manifestowanie swojej złowrogiej ideologii. Ci którzy protestują i o tym głośno mówią – Polsce i Jej imieniu służą. Milczenie jest prawie zawsze postrzegane, jako wyraz zgody. A to by było tragiczne.

Dlatego zgadzając się z generalnym apelem o wyraźne NIE wobec języka nienawiści, o tępienie jego w jakichkolwiek publicznych i prywatnych rozmowach, o nieużywanie tego języka w argumentacji politycznej wobec jakiejkolwiek strony konfliktu polskiego – apeluję jednocześnie o nie milczenie w krytykowaniu szkodliwej działalności władz, o bezpardonową obronę wartości demokratycznych, praworządność, o wolność prasy i zgromadzeń. Nie bójmy się mieć własnego zdania. Czas jednakowych mundurków odszedł w przeszłość.  Współczesny obywatel musi być jednostką samodzielnie myślącą i krytyczną. W Kanadzie i w Polsce. Inaczej to pracować nie może.

Lata temu, gdy ukazała się głośna książka Vittorio Messori spisująca wywody Jana Pawła II na zbliżający się koniec tysiąclecia, zatytułowana „Przekroczyć próg nadziei”, z dużym zainteresowaniem zająłem się lekturą tego ciekawego dzieła myśli pastoralno-etycznej ,naszego papieża’.  Ciekawiło mnie jaki testament chce zostawić światu nie z oficjalnych encyklik pontyfikalnych a z przemyśleń filozofa-etyka Jana Pawła II, który powstał z Karola Wojtyły.

Dawno już na ten temat gdzieś coś pisałem. I nie chodzi mi tu rozprawkę na temat tej książki-wywiadu. Ale przed zakończeniem tego artykułu, sięgnąłem po tą książkę ponownie do jej ostatnich rozdziałów. Co de facto jest tej książki przekazem najistotniejszym dla czytelnika? Niekoniecznie katolika czy nawet osoby religijnej. Dla człowieka. Co, przy pominięciu zagadnień opisujących etykę i moralność ścisłe z Kościołem związaną, umiejscowioną w Kościele najpierw a dopiero potem w świecie zewnętrznym, jest dla zbliżającego się Człowieka XXI wieku przekazem najistotniejszym, uniwersalnym?

Ostatni paragraf jest powtórzeniem słynnego z Biblii i ze Starego Testamentu nakazu/przyzwolenia powtarzanego od Boga przez archanioła Gabriela, Ducha Świętego i Jezusa z Nazaretu. Jest też powtórzeniem przez Jana Pawła tego samego nakazu użytego już w pierwszym, otwierającym książkę wywodzie.  W paragrafie otwierającym papież opisuje go z perspektywy pontifexa, przywódcy Kościoła Rzymskiego. Ale, po kilku miesiącach dalszych rozmów, wraca do tego samego biblijnego zwrotu w kontekście dużo szerszym. W kontekście Człowieka uniwersalnego. I przeczytanie tegoż paragrafu ponownie ( a minęło już chyba 20 lat, jak ostatni raz to czytałem z uwagą) jaśniej zrozumiałem sens jego słów. Właśnie do tego, teraz przeze mnie pisanego tekstu.   I do tej refleksji zamkniętej w moim zdaniu: ‘nie bójmy się mieć własnego zdania’. Do konieczności bycia jednostką samodzielnie myślącą i krytyczną. Jakiegoż zwrotu biblijnego użył więc Karol Wojtyła-papież, jako temat końcowego paragrafu swego indywidualnego, nie pontyfikalnego, przekazu do człowieka uniwersalnego? Nie lękaj się.  

Advertisements

Przemówienie Biedronia 3 lutego, 2019 w Warszawie

3 lutego, na warszawskim Torwarze, miał miejsce kongres załozycielski nowej partii politycznej Roberta Biedronia o nazwie “Wiosna”. Poniżej, bez komentarza, publikujemy całość wystapienia nowego lidera. Na pewno może ono wywołac silne emocje pro i contra. Dlatego warto je samemu znać, aby w rozmowach wiedziec o czym de facto mówił.

Dziękuję, że przyjechaliście, że jesteście, że uwierzyliście, że zmiana jest możliwa! A najbardziej za to, że przywieźliście ze sobą tyle pozytywnej energii.

Bo teraz… potrzebujemy jej bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

20 dni temu, w Gdańsku, stała się wielka tragedia. Dla milionów z nas świat na chwilę się zatrzymał. Nie żyje zasłużony samorządowiec, który nie bał się iść pod prąd. Który ostatnie lata poświęcił budowaniu mostów, tworzeniu wspólnoty.

Ale jako były prezydent miasta, samorządowiec, wiem, że testament Pawła Adamowicza trzeba zrealizować. Bo wartości, których bronił Paweł, są wartościami, które przywiodły nas dzisiaj tutaj.

Naszą najważniejszą wartością jest wspólnota. Nie chcemy wojny polsko-polskiej! Chcemy wzajemnego szacunku i dialogu!

Ostatnie lata były zimne i ponure. Zamiast rozmowy – nieustający konflikt. Zamiast dobra wspólnego – interes partyjny. Zamiast empatii – rosnąca wrogość.

Niech w końcu to się zmieni! Potrzebujemy wiosny, która odnowi ten ponury zimowy krajobraz.

Kiedy patrzę na Polskę, po której jeździłem przez ostatnie kilkanaście miesięcy, wiecie co widzę? Widzę wielu fantastycznych ludzi. Miasta i miasteczka, pełne werwy i pomysłów, na północy, na południu, na wschodzie i na zachodzie. A w środku – zabarykadowany, zamarznięty budynek Sejmu.

Czy są tu regiony z północy? Czy jest Pomorze i Słupsk? Pomorze Zachodnie? Suwałki? Warmia i Mazury? Ja też się zaliczam, bo studiowałem w Olsztynie. Czy są regiony z Południa? Oprócz mnie, bo pochodzę z Krosna. Jest Podkarpacie, Małopolska? Czy są regiony ze Wschodu? Podlasie? Lubelskie? Czy są regiony z Zachodu? Śląsk? Wielkopolska? Czy jest centrum? Warszawa, Łódź? Wy akurat mieliście bardzo blisko!

Jest cała Polska, tylko jednej grupy tu nie ma. Z Wiejskiej.

Tam gdzie cały czas trwa zima stulecia, gdzie posłowie i posłanki myślą, że świat zatrzymał się w poprzednich wiekach. Ale są niedaleko. Niecały kilometr stąd. Niech dowiedzą się, że idą roztopy, że nadchodzi zmiana.

Przyjechaliśmy tu, by im przypomnieć, że w Konstytucji, której bronimy i bronić zawsze będziemy, zapisaliśmy w artykule 1., że “Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli”. Wszystkich obywateli! Bez wyjątku.

Przyjechaliśmy tu dziś, by im przypomnieć, że Polska to piękne i dumne metropolie – Warszawa, Kraków, Poznań i Wrocław. Ale też równie piękne i równie dumne mniejsze miasta i miasteczka – takie jak Konin, Mielec i Ostrołęka.

Przyjechaliśmy tu dziś, by im przypomnieć, że Polska jest każdej i każdego, bez względu na płeć, wiek, wyznanie, orientację czy zasobność portfela.

Od kilkunastu lat dwie partie polityczne próbują podzielić nas na dwa wrogie obozy.

Mnie też wiele razy pytano, czy dołączę do jednej, czy drugiej strony. Wmawiano nam, że – jak na wojnie – “trzeba wybrać front”. “Trzeba walczyć o Polskę bez PO lub Polskę bez PIS”. A my nie chcemy wojny. Chcemy wspólnie zbudować Polskę naszych marzeń.

Przez ostatnie miesiące dużo rozmawialiśmy podczas naszych spotkań, Burz Mózgów w całym kraju. Mówiliście mi jak nasza Polska ma wyglądać. Zapisaliście swoje pomysły i marzenia na tysiącach takich kartoników. [Biedroń pokazuje kartonik].

Te tysiące marzeń stworzyły wspólnie ogromny żagiel, który zawisł przy wejściu. Żagiel, pod którym w końcu wypłyniemy na błękitne oceany. Daleko od tych krwawych oceanów, w których zagryzają się rekiny.

Gdy politycy walczą tylko o swój kawałek tortu zamiast o dobro wspólne – państwo się degeneruje. Liczy się to, kto będzie miał więcej – więcej ministerstw, więcej sądów, więcej państwowych spółek, więcej programów w telewizji.

Chociaż to my wybieramy polityków, nie mamy nad nimi dzisiaj żadnej kontroli.

Nie wiemy jak to możliwe, że szeregowy poseł może mieć spółkę obracającą miliardami, za które buduje sobie wieżowce, bo nie ma nikogo, kto odważy się prześwietlić jego interesów, choć pogłoski słyszymy od dawna.

Nie wiemy ile zarabia asystentka prezesa NBP, bo politycy ukrywają swoje pensje przed nami.

Legitymacja partyjna, jest dzisiaj złotą kartą kredytową, a Polska to zwykły bankomat.

Żadna partia – przez 30 lat tego nie zmieniła.

W Słupsku to zrobiliśmy.

A oni? Oni, żyją konfliktem. Nie widzą Pani Ludmiły, którą spotkałem na dworcu w Łodzi. Od pięciu miesięcy czeka na wizytę u lekarza. Jeszcze 2-3 tygodnie. Uśmiecha się mówiąc, że nie ma siły oglądać telewizji, bo zbiera siły na inną walkę. Tą najważniejszą, o swoje zdrowie. O niej politycy zapomnieli, bo ich wojna jest dla nich najważniejsza.

Im większy konflikt, tym częściej zapominają o takich osobach, które miesiącami, a nawet latami czekają na lekarza.

Im dłużej trwa wojenna retoryka, tym dłużej ignoruje się prawa kobiet, bo “to jeszcze nie ten czas”, “poczekajmy, aż odsuniemy tych czy tamtych od władzy”.

Czy 16-letnia córka pani Barbary z Rzeszowa powinna urodzić, nawet jeśli została zgwałcona?

Usłyszałem od pani Barbary tylko jedną prośbę. Pełna żalu i nadziei powiedziała: Robert, zrób coś, proszę, żeby żadna inna matka i żadna inna córka nie stały przed ścianą, jaką jest dla nas dzisiaj Polska.

Kobiety muszą mieć wybór – to jest ich prawo, ich ciała i ich życie.

Im dłużej trwa wojenna retoryka, tym łatwiej ignorować głos osób z niepełnosprawnościami. Bo one nie są potrzebne politykom na wojennej ścieżce.

Marek z Sanoka poprosił żonę, żeby przywiozła go na naszą burzę mózgów. Przyjechał, był aktywny. Po spotkaniu podjechał do mnie na swoim wózku i powiedział, że on miał szczęście, znalazł pracę, założył rodzinę. Ale inni, ci którzy protestowali w Sejmie, nie mieli takiej możliwości. Trafili na mur. Politycy ich upokorzyli. Powiedział mi: ”Robert, proszę, zmieńmy to. My po prostu chcemy pracować i mieć normalne życie. Przeniesiemy góry, tylko ktoś musi w nas uwierzyć”.

Przez ostatnie kilkanaście lat mieliśmy naprawdę ciężki wybór. Z jednej strony dostawaliśmy politykę wykresów i wskaźników ekonomicznych. Nie było ważne, czy zarabiamy godnie, czy oddychamy czystym powietrzem, czy nasze dzieci chodzą do dobrych szkół.

A prawa kobiet i mniejszości musiały czekać, bo “były ważniejsze sprawy do załatwienia”.

Miliony ludzi pozostawały w tyle. Władza mówiła: “Zmień pracę, weź kredyt”. [Głos z sali: wyjedź za granicę]

Z drugiej strony dostaliśmy karykaturę demokracji, z łamaniem Konstytucji, z odbieraniem praw kobiet, z tubą propagandową zamiast mediów publicznych, z upartyjnioną administracją zamiast profesjonalnej służby cywilnej, z Rydzykiem na tronie zamiast świeckiego państwa.

Ani jedna, ani druga strona nie rozwiązywała naszych problemów. A konflikt, który tworzą, jest dla nich najważniejszym paliwem. Wszyscy mamy dosyć tej wojny. Nie damy im już więcej za nas urządzać nam Polski. Oni nas wszyscy zawiedli.

Dzisiaj jesteśmy tu razem. Starsi i młodsi, kobiety i mężczyźni, z małych miasteczek i metropolii. Jesteśmy wszyscy różni, ale równie ważni.

Dziękuję Wam, że przez ostatnie miesiące tworzyliście nasz program. Pokazaliśmy tym z Wiejskiej, że można inaczej, że programy nie muszą powstawać za zamkniętymi drzwiami gabinetów na Nowogrodzkiej czy w biurze partii.

Jesteśmy tu razem, bo wierzymy, że w Polsce nie ma już miejsca na nienawiść. Limity zostały wyczerpane.

Jesteśmy tu razem, bo w Polsce nie ma już miejsca na mówienie ludziom z kim mogą zakładać rodzinę. Bo wiemy, że możemy być tu, w naszym ukochanym kraju, szczęśliwi – bez względu na to kim jesteśmy i kogo kochamy.

Chcemy wreszcie zacząć głosować za czymś, nie przeciwko komuś.

Więc niech nam nie mówią, że to jeszcze nie czas. To jest właśnie ten czas. Nasz czas! Czas nowej generacji! I regeneracji!

To jest nasz czas dlatego, że jesteśmy dialogiem, że pracowaliśmy długo w samorządach, organizacjach pozarządowych, prowadzimy własne firmy, więc nie znamy przynoszenia ludzi w teczkach. Znamy za to polską codzienność. Potrafimy wystawić przed słupski ratusz czerwoną kanapę, żeby słuchać ludzi, bo odgradzanie się od nich to nie jest nasz sposób.

Słupsk nauczył mnie, że w polityce opartej na wartościach nie istnieje określenie „nie da się”.

Da się rozmawiać z mieszkańcami. Da się upublicznić wynagrodzenia urzędników. Da się zrezygnować ze służbowych limuzyn. Można rozdzielić państwo od Kościoła. Zrobiliśmy to w Słupsku! Zrobimy w całej Polsce!

Ojczyzna to więcej niż krew i blizna

Słowo Ojczyzna nie musi rymować się tylko z krwią i blizną. Żeby ta nasza Ojczyzna nie była balastem, który trzeba zrzucić, ale skrzydłami, które może dać naszym marzeniom. Zacznijmy w końcu dodawać sobie skrzydeł. Przestańmy je podcinać.

Patriotyzm to odpowiedzialność za wszystkich. Wszystkich, którzy czują się Polkami i Polakami.

Człowiek. Wspólnota. Państwo, któremu ufam. To trzy fundamenty naszego programu.

Człowiek, bo Polska to ludzie, którzy latami czekają w kolejce do lekarza. Dlatego wprowadzimy 30-dniowy limit oczekiwania na lekarza specjalistę. Po tym czasie każdy będzie mógł wybrać miejsce leczenia w sektorze prywatnym, za które zapłaci NFZ.

Dzisiejsza Polska to ludzie oddychający trującym powietrzem. Każdego roku 45 tysięcy z nas umiera z powodu smogu, bo przez 30 lat wszystkie rządy bały się podejmować odważnych decyzji.

Ja ją podejmę. Deklaruję, że

do 2035 roku zamkniemy wszystkie kopalnie węgla i będziemy mieli najczystsze powietrze w tej części Europy. Stworzymy także sektor odnawialnych źródeł energii, a w nim 200 tysięcy miejsc pracy dla górników oraz pracowników elektrowni.

Bo nikogo nie zostawiamy z tyłu.

Ustawa o ochronie zwierząt w artykule 1. mówi, że “zwierzę nie jest rzeczą”. Ich cierpienie jest jednak polską codziennością, a kolejne rządy chowają głowę w piasek w tej kwestii. Zwierzęta może nie mają głosu, ale mają swoje prawa. Utworzymy więc niezależny urząd rzecznika praw przyrody. Zlikwidujemy fermy zwierząt futerkowych, zabronimy wykorzystywania zwierząt w cyrkach i zlikwidujemy chów klatkowy. Zatrzymamy także bezmyślną wycinkę drzew, która niszczy nasze wielowiekowe dziedzictwo.

Polska jest kobietą. Przerywanie ciąży, edukacja seksualna, in vitro…

Polska jest kobietą, jej cierpienie jest naszym cierpieniem. Dlatego przerwiemy piekło kobiet i w końcu

zagwarantujemy kobietom prawo do bezpiecznego przerywania ciąży na żądanie do 12 tygodnia.

Na razie jednak Polska to miejsce, gdzie w niektórych województwach ginekolog oddalony jest nawet o 50 km, a na jednego specjalistę przypada aż 27 tysięcy pacjentek. Zmienimy to tak, by każda kobieta miała dostęp do niezbędnej opieki medycznej.

Postawimy na rodzinę i jej bezpieczeństwo – dlatego wprowadzimy do szkół rzetelną edukację seksualną, zagwarantujemy znieczulenie przy porodzie i pełne finansowanie in vitro.

“Chcemy całego życia” – pisała sto lat temu Zofia Nałkowska. Niestety kobiety w Polsce, w centrum Europy w 2019 roku, nadal muszą powtarzać to hasło.

Zmienimy ustawę o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie tak, by każda Polka i każde dziecko mogło się czuć bezpiecznie we własnym domu. A w pracy

zagwarantujemy równość płac, tak aby kobieta i mężczyzna zarabiali tyle samo na tym samym stanowisku.

Bo my trzymamy stronę kobiet. Nie tylko przed wyborami czy ze strachu przed polityczną konkurencją. Ale dlatego, że my po prostu, najnormalniej w świecie w to wierzymy. Wierzymy w równość. I od lat o to walczymy w organizacjach pozarządowych i na ulicach.

Żłobki, przedszkola, szkoły

Nasza wspólnota. Nasza wspólnota nie wyklucza, obejmuje wszystkich.

Dlatego w Polsce równych szans zapewnimy wszystkim dzieciom miejsce w żłobku i przedszkolu.

W ciągu pięciu lat stworzymy 250 tysięcy nowych miejsc dla maluchów.

Rozszerzymy nauczanie języka angielskiego, tak aby każdy uczeń i uczennica kończąc szkołę biegle władali tym językiem. To będzie w końcu jeden z europejskich standardów obecnych w naszym kraju! Uzupełnieniem tego skoku cywilizacyjnego będzie powszechny, darmowy internet w całej Polsce. M.in. w ten sposób wyrównywać będziemy szanse, żeby już żaden polityk nie dzielił naszego kraju na Polskę A i B.

W naszej wspólnej Polsce nikomu nie będziemy mówić, z kim może brać ślub, a z kim nie. Dlatego wprowadzimy związki partnerskie a także ustawową równość małżeńską.

Niech szczęściem miłości dzielą się w Polsce wszyscy, a nie tylko wybrani!

W naszej wspólnej Polsce nikt, kto pracował przez całe życie, nie może być zapomniany przez państwo. Czy wiecie, że ponad pół miliona polskich emerytek i emerytów otrzymuje emeryturę poniżej 1000 zł? Zaledwie 30 zł dziennie. Czy to jest wystarczająca kwota na przeżycie?

To jest rachunek ze spożywczaka. 68-letnia Pani Katarzyna, która mieszka na Mokotowie w Warszawie. Kupiła mleko, 6 jajek, wodę mineralną, parówki i margarynę. Ziemniaki ma z ubiegłego tygodnia. Z dzisiejszej dniówki ma jeszcze 10 złotych, które może odłożyć, żeby wspomóc pod koniec miesiąca córkę. Jeszcze nie wie jak w tym miesiącu zapłaci za gaz, prąd i czynsz.

Myślę, że prezes państwowej spółki nie tak wyobraża sobie swoją emeryturę.

Dlatego wprowadzimy nieopodatkowaną emeryturę minimalną na poziomie 1600 zł dla każdego. Tak, aby seniorzy mogli cieszyć się życiem, a nie bać się jutra.

Asystenci dla osób z niepełnosprawnościami

Nie może być tak, że państwo zamiast wspierać zmusza osoby z niepełnosprawnościami, ich opiekunki i opiekunów do 40-dniowego protestu.

Dlatego zagwarantujemy bezpłatne wsparcie profesjonalnych asystentów i asystentek dla osób z niepełnosprawnościami.

Podwyższymy świadczenia o przynajmniej 500 złotych. Wprowadzimy dla opiekunów i opiekunek tygodniowe, płatne urlopy wytchnieniowe.

Czy wiecie, że dzisiaj aż 14 milionów Polek i Polaków nie może dojechać do większego miasta, jeżeli nie ma samochodu? To prawie połowa z nas. Kolej nie dojeżdża nawet do takich miast jak Łomża, Jastrzębie Zdrój czy Bełchatów. Dlatego zagwarantujemy transport publiczny jako obowiązek samorządu finansowany przez państwo.
Autobus w każdej gminie i pociąg w każdym powiecie.

Wycofamy lekcje religii ze szkół i opodatkujemy tacę

Każda i każdy jest równy wobec prawa. Ale są dzisiaj równiejsi. Kościół katolicki w Polsce ma więcej ziemi niż ktokolwiek poza Skarbem Państwa. Nie ma więc powodu, by tej instytucji wypłacano jakiekolwiek zapomogi. Ksiądz przeciętnej parafii w Polsce płaci ok. dwustu zł podatku, kilkakrotnie mniej niż jego parafianin prowadzący zakład fryzjerski czy warsztat samochodowy.

Wycofamy lekcje religii ze szkół i ich finansowanie. Zlikwidujemy fundusz kościelny i opodatkujemy tacę. Renegocjujemy konkordat.

Tak, zrobimy to, na co zabrakło odwagi wszystkim polskim politykom po ‘89 roku! Gdy mówimy, że nie będziemy klękali przed biskupami, to tak będzie. Bo w przeciwieństwie do innych polityków, my nigdy przed nimi nie klękaliśmy!

Alimenty ściągane jak podatki, 500 plus dla każdego dziecka

Państwo, któremu można zaufać. Państwu powinni ufać wszyscy rodzice. A jak mogą ufać, skoro nie są w stanie odzyskać zasądzonych alimentów. Dlatego alimenty będą ściągane jak podatki, a ich ściąganiem zajmie się administracja skarbowa. Każdy rodzic musi być pewny bezpieczeństwa jutra swojego dziecka.

Program 500 plus zmienimy tak, by obejmował też pierwsze dziecko i rodziców samodzielnie wychowujących dzieci.

Program musi obejmować wszystkie dzieci, a nie tylko te mieszczące się w urzędniczych metryczkach.

Płaca minimalna 2700 w 2020

Ponad 1,5 miliona Polek i Polaków nadal otrzymuje zaledwie minimalne wynagrodzenie, a zbyt często nawet mniej. Dlatego wprowadzimy zasadę, że płaca minimalna wynosić będzie 60 procent średniej krajowej. W 2020 roku podniesiemy ją do 2700 zł, a w 2022 roku – do 3265 złotych.

Ułatwienia dla przedsiębiorców

Najwyższy czas, by państwo zaczęło współpracować z przedsiębiorcami. Nie może być tak, że spółki kontrolowane przez polityków dostają od ręki 1,5 miliarda z państwowego banku, gdy uczciwi przedsiębiorcy traktowani są nieraz jak przestępcy. Pierwszym warunkiem jest zaufanie.

Dlatego zniesiemy kontrole skarbowe jakie znamy. W małych firmach zastąpi je weryfikacja internetowa. Uprościmy też prawo podatkowe tak, by właściciele firm nie zajmowali się ciągłym śledzeniem nowelizacji. Wszystkie procedury załatwimy przez internet. A symbolem tego będzie brak pieczątek do 2022 roku! Zero, pieczątka trafi w końcu tam gdzie jej miejsce – do lamusa! Do muzeum!

Kochani. Nasze państwo, jeśli mamy mu ufać, musi być odpowiedzialne i konsekwentnie stosować prawo.

Odpartyjnienie państwa

Dlatego zagwarantujemy odpartyjnienie spółek skarbu państwa i pełną jawność życia publicznego. Dość już “Misiewiczów”, krewnych i znajomych, zarabiających setki tysięcy rocznie na państwowych posadach. Wprowadzimy ustawę o jawności wynagrodzeń w sektorze publicznym, a kandydaci i kandydatki będą zdawać egzamin przed komisją bez udziału polityków.

Rozliczenie PiS

Państwo musi też wyciągać konsekwencje wobec tych, którzy łamią jego podstawowe zasady. Dlatego stworzymy Komisję Sprawiedliwości i Pojednania. Rozliczymy tych, którzy dopuścili się naruszenia podstawowych praw i wolności zapisanych w Konstytucji.

Odpowiedzialnych – nawet tych sterujących dzisiaj państwem z tylnego rzędu – postawimy przed Trybunałem Stanu.

To nie tylko słowa. Będziemy działać natychmiast. W pierwszych miesiącach nowej kadencji Sejmu mój klub parlamentarny przedstawi pakiet pierwszych trzynastu ustaw.

Pakiet 13 ustaw na początek

Na początek przyjmiemy Krajową strategię odchodzenia od węgla na lata 2020-35.Oczyścimy wreszcie powietrze w Polsce. Priorytetem będzie wymiana pieców.

Ustawą powołamy też Rzecznika Praw Przyrody.

Przedstawimy nowelizację ustawy o prawach pacjenta i rzeczniku praw pacjenta.Zagwarantujemy każdemu i każdej dostęp do lekarza specjalisty w ciągu 30 dni.

Przedstawimy nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.

Dodatkowo przedstawimy ustawę o prawach kobiet, w tym prawie do przerwania ciąży – to pierwsza ustawa, która rozwiąże problemy od lat zamiatane przez POPiS pod dywan.

Ustawa o likwidacji Rady Mediów Narodowych i zmiana ustawy o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji. Zagwarantujemy określoną w Konstytucji niezależność polityczną mediów publicznych.

Koniec z patologią! Zabierzemy politykom te zabawki!

Przedstawimy projekt zmiany ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora.Zwiększymy odpowiedzialność prawną polityków za wypowiadane słowa. Jeżeli chcemy walczyć z mową nienawiści, to zacznijmy od siebie…

Obywatelki i obywatele muszą mieć skuteczne narzędzia kontrolowania polityków. Dlatego przedstawimy ustawę o jawności i zasadach wynagrodzeń w sektorze publicznym.

Znowelizujemy ustawę o ograniczeniu działalności gospodarczej przez osoby publiczne. Nie może być tak, że prezes partii politycznej na boku prowadzi miliardowy biznes.

Ustawą powołamy Komisję Sprawiedliwości i Pojednania, która zbada naruszenia Konstytucji, a winnych tych naruszeń postawi przed Trybunałem Stanu.

Przedstawimy ustawę o wieloletniej polityce kształtowania płacy minimalnej.

I wreszcie – ustawa o warunkach renegocjacji konkordatu ze Stolicą Apostolską.Polska musi w końcu stać się państwem suwerennym i świeckim. Każdy musi być równy wobec prawa!

Polska potrzebuje wiosny

Kochani, w Polsce zbyt długo trwa już mroźna zima. Teraz, po kilku latach, musi się skończyć. Naprawdę skończyć.

Czy Polska potrzebuje świeżości? Czy Polska potrzebuje wiosny?

To my zrobimy tę wiosnę! My jesteśmy tą wiosną, tą świeżością, którą wniesiemy do polskiej polityki. Dlatego zapraszam Was. Stwórzmy nową siłę polityczną, której nazwa: to…

Tak, to jest wiosna. To jest nazwa nowej siły politycznej, która zmieni oblicze Polski! Tak, chcemy zmiany! Chcecie zmiany?

Nasz ruch nazywa się Wiosna, bo Polsce potrzeba rozkwitu. Bo wiosną robi się porządki – trzeba wymieść kurz z najciemniejszych zakamarków. Bo wiosna nie wyklucza – wiosną każdemu może być w Polsce lepiej. Bo wiosny nie da się zatrzymać. Chcemy zmiany! Chcemy nowej polityki, na nowe czasy!

Dlatego już czas. Czas na Wiosnę!

Ale sam tego nie zrobię. Zapraszam czternaścioro ekspertek i ekspertów, liderek i liderów w swoich dziedzinach. Najlepszych z najlepszych. To oni pomagali mi w układaniu programu. Kochani, chodźcie ze mną.

Zapraszam dr. Marcina Anaszewicza, eksperta ds. restrukturyzacji państwa. Skończymy z państwem, które natychmiastowo obsadza stołki swoimi, a w urzędzie czeka się miesiące na załatwienie najprostszej sprawy. Dzięki planowi, który stworzył Marcin, będziemy mieli w końcu sprawne i odpartyjnione państwo.

Zapraszam Monikę Gotlibowską, przedsiębiorczynię, działaczkę społeczną. Państwo musi być przyjazne także dla przedsiębiorców. Monika stworzyła rozwiązania, dzięki którym prowadzenie firmy będzie dużo łatwiejsze.

Zapraszam do mnie dr. Krzysztofa Śmiszka, doktora prawa, eksperta wymiaru sprawiedliwości, szczególnie mi bliskiego. Ostatnie lata to seria naruszeń prawa przez najważniejsze osoby w państwie. Krzysztof stworzył mechanizmy, które zagwarantują rozliczenie winnych tych naruszeń. Zapewni też, że będziemy w końcu żyli w świeckim państwie.

Zapraszam do mnie Gabrielę Morawską-Stanecką, adwokatkę, ekspertkę ds. prawa cywilnego i gospodarczego. Czas skończyć z podziałem na obywateli pierwszej i drugiej kategorii. Gabriela stworzyła mechanizmy, które sprawią, że każdy i każda, my wszyscy, będziemy mieli równe prawa, bez względu na płeć, wiek czy orientację.

Zapraszam do mnie dr. Krzysztofa Gawkowskiego, prawnika, samorządowca. Zbyt długo żyliśmy poza centrum Europy. Krzysztof przygotował plan, w którym to człowiek, jego prawa i potrzeby znajdą się w Centrum Europy.

Zapraszam do mnie Paulinę Piechnę-Więckiewicz, prawniczkę, działaczkę samorządową, ekspertkę ds. polityki społecznej. Rządzący przekonują, że dbają o rodzinę, ale prawdziwe wsparcie zapewnić może tylko efektywna polityka społeczna. Paulina zadba o to, aby rodziny otrzymały realne i całościowe wsparcie państwa.

Zapraszam do mnie Dariusza Standerskiego, ekonomistę, prawnika, eksperta ds. gospodarczych. Obecnie polityka gospodarcza jest tworzona na poczekaniu, z miesiąca na miesiąc. Tak nie sprostamy wyzwaniom współczesności. Potrzebujemy długofalowego myślenia o gospodarce opartej na współpracy. Dariusz zadba, by tak było i by nikt nie został w tyle.

Zapraszam do mnie Karolinę Hamer, paraolimpijkę, rekordzistkę i wielokrotną mistrzynię kraju w pływaniu. Polska nie jest obecnie krajem równych szans. A Karolina pokaże nam, jak możemy zwyciężać, jak możemy sprawić, aby wszyscy mieli w końcu równe szanse.

Zapraszam do mnie Macieja Gdulę, profesora Uniwersytetu Warszawskiego, eksperta od edukacji i szkolnictwa wyższego. Maciej stworzył plan naprawy naszej edukacji. Tak by była oparta na współpracy. Tak, by przygotowywała do wyzwań współczesności. Przygotował też plan naprawy szkolnictwa wyższego. Tak, by wreszcie pozwalało na zrealizowanie pełni potencjału naszych naukowczyń i naukowców.

Zapraszam do mnie Beatę Maciejewską, ekspertkę ds. zrównoważonego rozwoju. Polska obecnie truje. Umieramy od smogu. Beata przygotowała strategię odejścia do węgla do 2035 roku. Abyśmy w końcu odetchnęli pełną piersią. Strategia, która zakłada płynne przejście i stworzenie 200 tysięcy miejsc pracy w sektorze energii odnawialnej.

Zapraszam do mnie Łukasza Kohuta, ślązaka, działacza społecznego. Obecnie Polska nie jest państwem wolności wypowiedzi. Łukasz przygotował pakiet zmian, który sprawi, że media publiczne przestaną być tubą dla rządu! A język śląski stanie się językiem regionalnym. Bo ślonsko godka je fest pjykno!

Zapraszam do mnie Liliję Twardosz, notariuszkę, ekspertkę ds. prawa rodzinnego. Kobiety muszą uzyskać wreszcie pełnię swoich praw. Mają prawo decydować o swoim ciele, mają prawo dostać alimenty, jeśli tak zadecydował sąd, mają prawo do równego traktowania. Lilija przygotowała pakiet zmian, które sprawią w końcu, że w Polsce zapanuje równość płci.

Zapraszam do mnie Grzegorza Pietruczuka, samorządowca, burmistrza warszawskich Bielan. Który zadba m.in. o rozwój transportu publicznego. Musimy wykorzystać potencjał całego kraju, państwo musi być blisko wszystkich. Grzegorz przygotował rozwiązania, które połączą całą Polskę gęstą siecią komunikacyjną.

I ostatnia, ale równie ważna, Kalina Michocka, ekspertka ds. samorządu lokalnego i kultury. Kalina będzie odpowiedzialna za stworzenie ogólnopolskiego budżetu partycypacyjnego. Obywatele i obywatelki także mają prawo decydować. Zadba też o to, by kultura była dostępna dla wszystkich i nikt nie mógł ograniczać swobody twórców.

Dziękuję, że jesteście ze mną! Wielkie brawa! Dzięki Wam mogę spać spokojniej i wiem, że nasza zmiana się uda! Że wiosna zawita tu na dobre!

Jest ze mną też 41 koordynatorów, którzy organizują nasze struktury w całej Polsce. Na tej sali jest kilkuset koordynatorów i koordynatorek powiatowych. A w Polsce nadzieja i szansa na zmianę! Dziękuję wszystkim, którzy zaangażowali się w budowanie naszego ruchu i tym, którzy pomogli zorganizować nasze dzisiejsze spotkanie.

Nie palmy komitetów, zakładajmy własne! Czas zakasać rękawy! Od jutro ruszamy w Polskę, zaczynamy wielką trasę wiosenną.

Bądźcie z nami. Teraz i przez całą tę podróż, podczas której odnowimy Polskę!

Nareszcie zmiana!

Nareszcie Wiosna!

Wykład z historii i współczesności na wiedzy oparty a mądrość narodową chwalący

Gdyby nam Konstytucja 3-cio Majowa nieco szyku nie popsuła i ład odwieczny nie naruszyła – kto wie czy byśmy Stanami nie zostali. Może nawet potężniejszymi niż te w Ameryce Północnej. Nie dziw, że brać magnacka ze szlachecką, przy silnym wsparciu Kościoła katolickiego, za broń chwyciła i założyła Konfederację Targowicką.  Tak, jak ich pobratymcy z Południowych Stanów założyli Konfederację Południowych Stanów w 1860 w tejże Ameryce. Konstytucję 3-cio Majową może ustanowiliśmy  już po amerykańskiej, jako drudzy. Ale za to blisko 68 lat wcześniej wymyśliliśmy Targowicę. Nawet Watykan, poprzez nuncjusza w Warszawie, naciskał by król Stasiu do Targowicy przystąpił. Co uczynił.

Dziś znowu pewien ‘wyścig o palmę pierwszeństwa’ z Waszyngtonem prowadzimy. I prowadzimy dosłownie. Wszak Jarek Pierwszy na tron warszawski zasiadł, ponad rok wcześniej niż Donald the Tower w Waszyngtonie.

Historia wiele razy nas łączyła w tym wyścigu. I przez wiele set lat tą palmę pierwszeństwa dzierżyliśmy. Nie, nie przesadzam. Historię znam, proszę Pań i Panów. Fakty a nie fake news. Państwo Polan istniało już co najmniej od dziewiątego wieku. A na oficjalno-formalnej mapie ówczesnego białego świata pojawiło się w 966 roku. Ponad 700 lat przed tym zanim Amerykanie chwycili za broń by niepodległość wywalczyć. Kto myśli, że wymyślam sobie fakty – niech sprawdzi w książkach. I na tą ich wojnę z kolonialnym królem brytyjskim posłaliśmy im nawet kilku dobrych dowódców: Kazimierza Pułaskiego i Tadzia Kościuszkę. A ilu Amerykanów przyjechało do Polski, gdy napadli nas Prusacy, Rosjanie i Austriacy? Zilch. Zero. Potem zaczęliśmy przegrywać w wyścigu, no bo nas na mapie nie było. Przez to nie udało nam się – na przykład – plantacji bawełny na naszych ziemiach założyć, bo nie mogliśmy na targi niewolników w Afryce pojechać i trochę sobie uszczknąć darmowej, czarnej siły roboczej. Dla zgodności z prawdą warto jednak podkreślić, że w 1924 generał Mariusz Zaruski (skądinąd bardzo zacny wojak i społecznik) założył Ligę Morską, od 1934 nazywaną Ligą Morską i Kolonialną, gdzie usiłowano jakieś kolonie zamorskie Polsce zdobyć (w Paranie w Ameryce Południowej, w Liberii i z kolonii francuskich nieco uszczknąć). Za późno już jednak było. No i niewolnictwo oficjalnie upadło. Nawet w Stanach amerykańskich mimo Konfederacji Południowych Stanów. No, niby i Targowicka w Polsce też Polski wolnej nie uratowała a przeciwnie, do jej upadku się wybitnie przyczyniła. Ale to juz nie ich wina. Chłopy ratowały te starą Rzeplitą jak mogli broniąc nas przed tyranią króla dynastycznego a nie wybieralnego i przed upadkiem klejnotu naszej woilności: liberum veto.

Pozostałości tej Ligii istnieją do dziś, tyle, że oficjalnie w każdym razie, już pretensji kolonialnych nie ma. Tylko morskie, nie zamorskie. W USA też już nie ma stowarzyszeń ani klubów właścicieli niewolników. Jest tylko Ku Klux Klan. Nie to samo, ale zawsze choć nieco sentymentalnej tradycji … . Trochę tak, jak u nas zacna młodzież skupiona w sentymentalnych klubach Młodzieży Wszechpolskiej. Ach, łza w oku się kręci … A jeszcze, jak się petardę rzuci z mostu na ulicę poniżej, zapali parę pochodni, poszturcha paru staruszków tu i tam – aż miło popatrzeć, jaką przaśną a zacną młodzież mamy.

Aliści brak niewolnictwa, a równość wszystkich obywateli to jeszcze nie to samo. Istnieje coś nazywanego segregacją. Nie tylko socjalną ale i formalną. Ta się dość dobrze w Stanach miała jeszcze w latach 50tych. U nas też, aż tak w tyle nie jesteśmy! Nie mieliśmy co prawda czarnych, za to: Żydów, ruskich i Litwaków wraz z Poleszukami co niemiara. Niby prawa mieli formalne ale socjalnie, no to panie tam różnie bywało. W zasadzie nie różnie ale dość jednolicie. Segregacja potęgą jest i basta. W razie czego zawsze można na ulice wyjść i wrzasnąć „bić Żyda!’ a zrozumie, gdzie jego miejsce taki jeden z drugim.

Donald Wieża to w zasadzie równy chłop. Ale hasła „make America great again” też z niczego nie wymyślił. Chłop głupi nie jest, to pewnie słyszał o polskim haśle patriotów: „Polska od morza do morza’, znaczy się wielka. Great Poland. Nasz Jarek Wieżyczka Niewysoka z wielkim dyplomatą Waszczykowskim do tematu wrócili w słynnym haśle Przymierza Trójmorza po 2015. Może Donald stąd wpadł na pomysł zrobienia Ameryki wielką ponownie? Jest Pulaski Day w USA, może za kilka lat będzie Dzień Niewysokiego? Może też dlatego Donald właśnie nie chce już muru na granicy z Meksykiem budować a płot z żelaznymi sztachetami. Co by Jarek mógł (jak przyjedzie w końcu z wizytą – choć on zagranicę jeździć nie lubi, bo oni wszyscy tam jakimś dziwnym językiem mówią niczym na Wieży Babel, który brzmi, jak bełkot a nie język boży) sobie przez te sztachety popatrzeć na południe. Kto wie, może by zobaczył Paranę i polskie kolonie tam?

Kto ma wizje śmiałe rzeczy wielkie robi. Niski wzrost nie hamuje wysokich lotów. Przeciwnie: im mniejszy tym lżejszy czyli w unoszeniu się sprawniejszy. To też z praw fizyki, proszę Czytelnika. Nie jakieś tam fake news. Jak się Europa w końcu pozbędzie tych niestałych Anglików (Merkel już sama zapowiedziała, że odchodzi, a Macron zakocha się w innej starszej babce i przykryją go żółtymi kamizelkami), to Polska (jak Sobieski pod Widniem a Piłsudski nad Wisłą) znowu uratuje Europę. Założymy Polskie Stany Europy. Wtedy Amerykańcom pokażemy! Co tam Trójmorze! Będzie od Czarnego po Bałtyk, od Północnego po Dardanele, i od Śródziemnego po Jońskie.

I niech nas wtedy spróbują zalać Mahometanie czy inni niewierni! Wtedy to już my się ich bać nie będziemy. Będą nam co najwyżej za pół-darmo w fabrykach pracować, jak dziś Ukraińcy. A co?! Czy myśmy ich zapraszali? Nie, sami chcieli.  Nie będziemy ich prosić jak, jak Germańcy prosili Turków w latach 60tych. Sami będą się prosić. Łódkami przez morze Śródziemne będą przypływać i prosić. A my im wówczas pokażemy jakie dobre pany jesteśmy. Na, kromka chleba, łapcie, łopata, 10 złotych (to będzie wówczas waluta europejska, bo co to znaczy ‘euro’? Złoty to wiadomo od wieków – złoty. Sama nazwa budzi szacunek, od tysięcy lat za złoto wszystko można było kupić!) i drzwi otwarte do raju.

I Pax Polonorum na świecie zapanuje, lepszy niż Pax Romanum i Pax Americana. Znowu tylko dwie płcie na świecie będą, chłop z babą tylko będą do łózka się kłaść, raz w tygodniu do kościoła będą przykładnie chodzić, nie plotkować co tam proboszcz robi z gosposią czy ministrantem (a co to niby ludzi porządnych obchodzi, co ksiądz robi, jeśli z tym się nie obchodzi publicznie?!). A w pozostałe dni do knajpy. Jak Pan Bóg przykazał.

A, i jeszcze jedno. Cała Europa będzie opalana polskim węglem za który Francuzy i Germańce będą słono płacić. Jak będą narzekać to im powiemy żeby się nie martwili – dzięki naszemu węglowi nastąpi szybsze ocieplenie  a jak ocieplenie to przecież nie będzie zim i nie będą musieć palić!  Co za głąby w tym UE i ONZ – przecież to takie proste a oni się przed tym ociepleniem bronią, jakby to jakaś kara boska była a nie zbawienie!

Gdy polityka musi zejść na drugi plan

Złym jest podpowiadaczem szok, wydarzenie ciągle nie zakończone. Nie daje to czasu ani na poznanie wszystkich okoliczności tego wydarzenia ani na ferowanie prędkich wyroków. I ferować ich tu nie będę. Od wyroków są sądy, dochodzenia policyjno-prokuratorskie i dziennikarskie.

Ale są wydarzenia, są sytuacje nieprzewidziane, które zaraz po zaistnieniu nie pozwalają milczeć. Zmuszają do pewnej odpowiedzi, pewnego stanowiska, które wymaga mimo wszystko refleksji etycznej.  Tylko wydarzenia losowe, naturalne, wypadki nie planowane wymykają się takiej refleksji.

Atak i zamach na życie Prezydenta Gdańska dziś nie jest wydarzeniem losowym. Nie jest aktem natury czy wypadku. Szczegóły przygotowania zamachu, bezpośrednie czynności do tego prowadzące i podjęte przez zamachowca, który jest znanym policji kryminalistą i człowiekiem zdaje się niezbyt zrównoważonym, mało mnie w tym momencie interesują. To kryminalistyka i kroniki sądowo-policyjne, których czytelnikiem ani badaczem nie jestem.

Tak, jak mało jestem zainteresowany i nie ma dla mnie większego znaczenia badanie szczegółów i detali życia niejakiego Eligiusza Niewiadomskiego, malarza, posła jednej kadencji i działacza ruchu narodowego w początkach Drugiej Rzeczypospolitej.

Interesuje mnie i niepokoi, więcej – zatrważa, sytuacja, która doprowadza osobników takich, jak Niewiadomski i Stefan W. do porwania się na życie osób publicznych prywatnie z nimi nie mających nic wspólnego. Ale reprezentujących pewien symbol systemu lub, których obwiniają o ich klęskę personalną. Tak, jak osobnicy w USA, którzy strzelali do Żydów zgromadzonych w bożnicy, do gejów cieszących się młodością w popularnym klubie. Ofiary tych mordów były też tylko symbolami – w ich mniemaniu – ich niepowodzeń.

J. Piłsudski i G. Narutowicz

Gabriel Narutowicz, ku zdumieniu obozu prawicy polskiej, wygrał pierwsze wybory prezydenckie w Rzeczypospolitej Polskiej w grudniu 1922. Fala nienawiści, jaka wylała się na niego z prasy, wystąpień publicznych działaczy narodowców i faszystów polskich była niesamowita. Od absurdalnych po katastroficzne. W przeciągu kilku dni Narutowicz, potomek starego rodu szlacheckiego z Litwy, stał się Żydem i symbolem spisku żydowskiego. Popularny prawicowy publicysta, ksiądz i poseł Kazimierz  Lutosławski pisał na łamach „Gazety Porannej” 11 grudnia: ‘Co się stało? Jak śmieli żydzi narzucić Polsce swojego prezydenta!’ a kończył tekst wezwaniem do bezpardonowej walki z ‘żydowskim zamachem stanu’ i ratowaniem Polski.

P. Adamowicz

Dziś, zaraz po zamachu na prezydenta Adamowicza z Gdańska, instagramy członków rządu i prezydenta RP zapełniły się oburzeniem i potępieniem zamachowca i prośbami o modlitwy za zdrowie prezydenta Gdańska. Zakładam, że szczerymi. Ale, panie i panowie decydenci: czyż nikt z was winy moralnej nie ponosi za to, ze jakiś opętaniec targnął się na życie polityka związanego od lat z waszym głównym przeciwnikiem politycznym (Adamowicz jest członkiem PO i wygrał ostatnie wybory w Gdańsku)?; że stało się to na znienawidzonej i opluwanej przez was scenie finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy? że znanych polityków PO (a takim jest Adamowicz) oskarżaliście bez pardonu i wulgarnie o kradzieże, malwersacje, o anty-polskość? że od lat hołubicie (wbrew fałszywym  formalnym oświadczeniom) atmosferze niechęci wobec mniejszości narodowych, podgrzewacie emocje nacjonalistyczne i anty-emigranckie, uśmiechacie i porozumiewawczo mrugacie do upiorów polskiego piekła szowinistyczno-antysemickiego? Czyż premier nie mianował wice ministrem rządu polskiego kilka tygodni temu czołowego działacza polskiego ruchu narodowego faszyzmu?!

Otóż taka atmosfera potrafi obudzić upiory autentyczne, nie wyśnione –żywe. Czy ciągle jeszcze uważacie, że potraficie nad tym zapanować, trzymać to w kontroli?

Nikt nie może was legalnie oskarżyć w sądzie o współudział w zamachu, żaden sąd nie skaże was za współodpowiedzialność karną.  O to możecie być spokojni – nawet opluwani przez was sędziowie na to nie pozwolą.

Ale czy możecie spać spokojnie?  Czy rzeczywiście o takiej ‘dobrej zmianie’ myśleliście? Większość z was, chyba w to wierzę, podjęła się działalności politycznej ze szczerej  wiary, że coś dobrego dla kraju chcecie zrobić. I że wasz świat wartości i przyzwyczajeń powoli odchodzi w cienie historii a współczesność odwraca się do was plecami. Podjęliście próbę walki o przedłużenie trwania czasów przeszłych. Nikt wam tego prawa, choć wydaje się w najlepszym wypadku staroświecką donkiszoterią, odmówić nie może. Więc tą bezpardonową walkę polityczną podjęliście i ją, cios za ciosem, systematycznie prowadzicie. Ale kiedyś przychodzi moment, gdy polityka musi ustąpić miejsca wartościom wyższym. Gdy dobro kraju musi stać najważniejsze – nawet jeśli odchodzi od waszych ideologii i filozofii. Walka polityczna nie może być celem samym w sobie, służącym jedynie utrzymaniu władzy.

Jeśli nie był dla was ten moment kilka dni po wstrząsającej śmierci, na Placu Defilad, Piotra Szczęsnego – Szarego Obywatela, niechże nastąpi teraz.  Nie zawierajcie sojuszy Fausta. One się zawsze źle kończą po początkowych sukcesach.

Spacer z patykiem

Halifax, 2018-12-31

 Nikt z nas prawie – poza tymi, którzy od kolebki prawie, wyjątkowo przykładne i zaplanowane życie prowadzą – nie wie, gdzie powiodą nas gościńce życia, w którą stronę zaprowadzi ścieżka upływających lat. Wyjeżdżając z Polski ‘na chwilę’ w 1981, przypuszczać nawet nie mogłem, że po roku będę lądował na ośnieżonym lotnisku w Montrealu, a następnego dnia wieczorem wyjdę na spacer mroźnymi i opustoszałymi ulicami ‘downtown’ w Calgary. W 1980 nawet nie wiedziałem chyba, że takie miasto jest w Kanadzie! Tak mało o tym kraju wiedziałem. Trochę utartych, na ogół sympatycznych stereotypów; Montreal, Halifax i Toronto, gdzieś na obrzeżach nieco Ottawa i Vancouver; Szara Sowa; coś mgielnego (bardziej chyba z Curwooda i Londona niż z kanadyjskich źródeł) i romantycznego z Północy; powinowactwa z Monte Casino, i Pierre Trudeau. Ot, i wszystko. A dziś to mój serdeczny kraj. Dom, w którym spędziłem większość nie tak krótkiego życia. Od jednego oceanu, po brzegi drugiego, w międzyczasie kilkanaście lat na prerii. Łaziłem tu na najwyższe szczyty, błądziłem po puszczach spływających grzbietami obu stron Gór Skalistych ku dolinom Alberty, Kolumbii Brytyjskiej i Jukonu. Teraz nieco po kamienistych brzegach i gęstych laskach atlantyckich. Ile jeszcze mi tego łażenia i grzebania kijkiem w poszyciu leśnym zostało nie mam pojęcia. Ale póki co, dalej tak sobie będę pośród tych strumyków (już pewnie bez wdrapywania się na zbyt wysokie szczyty) szurał trampkami. Jak i po uliczkach miast tutejszych. Nie wiedziałem, że aż tak daleko od Polski żyć przyjdzie. Nie tylko odległością fizyczną ale i kulturową, mentalną. Bardzo się drogi nasze rozeszły. Ani bym chyba mógł i raczej na pewno nie chciał tymi samymi teraz znów chodzić zacząć. Zbyt dorosłem chyba, dojrzałem. Co było dobre dla dziecka i chłopca – dorosłemu już nie uchodzi myśleć infantylnie. Świat jest taki ciekawy, ludzie tak piękni, kolorowi, różnorodni. Pewna parafialność sielanki polskiego krajobrazu kulturowego cieszy i sentymentem ciepłym ogrzewa w niedzielne popołudnie. W poniedziałek uwiera i przeszkadza.

Zmiany – mam nadzieję, że nie stałe i nie długotrwałe – które w Kraju zaszły po 2015 zaszokowały mnie. I nie były to zmiany czysto polityczne, jakieś dekrety czy ustawy rządowe. Tak, jak zmiany w Ameryce (USA) po wyborach Trumpa. Ale Ameryka tak mnie nie zdumiała. To kraj tak dziwny i tak rozdarty na szereg historycznych sprzeczności, że co zadziwia, to raczej fakt, że mimo wszystko do dziś jako jedność przetrwali. Polska  i Polacy wydali mi się dużo bardziej europejscy. A ostatnie trzy lata mnie w tym zachwiały. Oczywiście mam na myśli Europę kulturową nie geograficzną. Europę Renesansu włoskiego, Oświecenia francuskiego, Romantyzmu niemieckiego i polskiego, pozytywizmu polskiego, trochę Grecji helleńskiej, smutku skandynawskiego, spokoju Czechów, irytującej a mimo to sympatycznej flegmy i arogancji ignoranckiej Brytyjczyków.  A tak strasznie dużo przetrwało w nas tego, od czego zawsze się głośno odżegnywaliśmy: mistyki niewolniczej rosyjskiej. Niby przez wieki nieśliśmy zachodnio-europejską cywilizację na Wschód, niby inteligencja rosyjska patrzyła na nas prawie tak zakochana, jak polska we francuskiej – a przez te kilka ostatnich wieków sporo tej duszy rosyjskiej, jakże smutnej i odwróconej tyłem do świata, wciekło i do naszej duszy. Bo czymże jest lęk przed innymi, jeśli nie lękiem niewolnika przed wolnością? O tak, można krwawe protesty robić, ginąć na barykadach – ale żyć wolnym?! To już dużo trudniej niż moment flagi, transparentu i okrzyku.

Więc ta kolorowość, ta różnorodność tradycji i przywiązań w tym moim nowym Domu bardziej mi odpowiada. Naturalnie, że nie bez zgrzytów. To oczywiste. Dlaczego sąsiad sadzi na rabatach tulipany, których nie znoszę a krzywi się patrząc na moje ulubione mieczyki kwitnące w moich rabatach? Czasem nawet chęć atawistyczna nachodzi, by w nocy mu nożyczkami te tulipany wstrętne obciąć! Tyle, że jak nudno by ta moja ulica wyglądała, gdybyż wszędzie tylko mieczyki rosły w ogrodach! Więc nie tylko mu tych tulipanów nie zadepczę, a przeciwnie – jak wyjeżdża na urlop będę mu te kwieciska podlewał, by nie uschły. Ostatecznie wolę obejrzeć się za przystojnym chłopakiem, czemuż jednak miałbym z przyjemnością nie popatrzeć za zgrabną, ładną dziewczyną?! I nie tylko tym zgrabnym i ładnym fizycznie – ileż piękna autentycznego jest w tych, którzy noszą je wewnątrz, a przez to, że ich piękno prawdziwe – widać je, gdy sobie pozwolimy na moment obserwacji, gdy świeci i na zewnątrz osoby. O takim niby pięknie pisał jeden z naszych największych, gdy naród polski do lawy porównywał, która świetliste dyjamenty miała skrywać. Co daj boże, daj boże, Cyprianie Kamilu. Tylko życie takie krótkie … Nie wszyscy mamy wystarczająco dużo cierpliwości, by czekać. I czekać.

Ostatnie promienie słońca (dzień dziś słoneczny nad Atlantykiem) tego roku. Jutro już kolejny nowego. Niech nie wygląda, że tylko żale i smutki na gniazdo dzieciństwa i młodości wylewam. Nie zamieniłbym jednego dnia tamtych dni i tamtej epoki na inny. To mi dało solidny fundament. Wszystko, co potem zbudowałem z siebie, oparte na tym fundamencie. Ale zbudowałem zupełnie inaczej, niżbym pewnie to robił w Kraju zostając.  Nie ze swoich zdolności wyuczonych, nabytych. Z wielości fantastycznego budulca i materiału, jakiego w tym nowym kraju miałem pod dostatkiem.

I, miałem szczęście nieocenione,  napotykałem na tych moich wędrówkach z patykiem w ręku co raz nowe dyjamenty przepięknej barwy i polskie i z dziesiątków innych krajów, kolorów i odcieni skóry, akcentów. Tegoż wszystkim, bliskim i dalekim, życzę na nowy 2019 rok. Spacerów z patykiem w dłoni i grzebania w poszyciu lasków, dżungli, rzeczek i mórz, a nawet miejskich chodników – kto wie, co pod kamieniem leży i czeka na znalazcę! A nuż dyjament urody najczystszej…

Urbi et Orbi czy semper fidelis?

W latach 1989-91 odzyskiwaliśmy trudnymi krokami suwerenność i autentyczną niepodległość. Nikt tego w całej Europie Wschodniej od zakończenia 2 wojny światowej przed nami nie zrobił. Byliśmy pierwsi. Stare strachy i leki, przyzwyczajenia wisiały nad nami, jak ciężkie opary rzeczy niemożliwych lub zbyt ryzykownych. Nikt jeszcze nie wiedział ani nie przewidywał, że dni Imperium Zła są policzone. Zresztą, gdybyśmy tego zwycięskiego marszu do suwerenności nie odbyli – kto wie, jak długo te Imperium by jeszcze przetrwało?  A każdy rok jego trwania lub powolnej agonii był rokiem straszliwiej, przyśpieszonej dewastacji narodów podległych temu Imperium. Byliśmy też świadomi bardzo nie tylko Praskiej Wiosny, i węgierskiej Rewolucji ale przede wszystkim Powstania Warszawskiego i niewyobrażalnych kosztów jego tragicznej klęski. Na kolejną nie było w społeczeństwie najmniejszej ochoty i nikt by tego nie poparł, poza garstkami młodych zapaleńców, którzy nie znali jeszcze ceny krwi i kolejnej narodowej klęski.

Stąd ten marsz, przez Magdalenkę, nie był sprintem ani biegiem. Raczej  wolną końcówką długiego maratonu.   Ci, którzy wówczas nic mądrego ani pomocnego nie zrobili – dziś łatwo to krytykują. Takich ‘zaklinaczy historii’ jest zawsze dużo. Zwłaszcza wśród nas i naszej historii. Na plewy zwracać uwagi nie ma sensu, gdy Dzieje zajęte są żniwami. Poza tym – nie jesteśmy narodem zwycięzców. W zasadzie ostatnie 300 prawie lat – to pasmo klęsk. Nawet zwycięstw kampanii Napoleońskiej 1812 roku w jej początkowej, a nawet szczątkowej (Kongres Wiedeński) wersji nie udało się w nic trwałego (prócz legend) przetworzyć.

Nie oszukujmy się – wojna 1914-18 nie była wojną, w której Legiony Komendanta pokonały armie Prus, Austro-Węgier i Rosji! Legiony i POW, a zwłaszcza polityczno-niepodległościowa działalność Piłsudskiego były nieodzowne w powrocie Polski na mapę świata. Ale nie militarne zwycięstwa legionistów. Choć były i były bohaterskie – tyle, że bez większego znaczenia dla losów wojny.

Te klęski narodowo-państwowe ostatnich 300 lat przeorały naszą świadomość i zmieniły społeczeństwo. Została przerwana sztafeta pokoleń. Kiedy odchodzący gospodarze mają czas nauczyć wstępujących, jakie wartości obywatelskie w funkcjonowaniu państwa i społeczeństwa są najistotniejsze i co o charakterze państwa, jego sile i słabości świadczy. Zamiast elit, które wyginęły lub zmarniały ekonomiczno-intelektualnie – po kraju zaczęło krążyć widmo ‘elyt’ nouveau riche w sensie ekonomicznym (domowi nowobogaccy) i intelektualnym (nikłość lub płytkość wykształcenia i świadomości kim i dlaczego się jest).

Proces odzyskania pełnej suwerenności można zamknąć rokiem 1991, kiedy odbyły się pierwsze, kompletnie wolne i całkowicie demokratyczne wybory do Sejmu i Senatu. Sukcesy i przeobrażenia następowały szybko: NATO, Unia Europejska potwierdzały, że jesteśmy z powrotem w rodzinie europejskiej. Zwłaszcza moment wstąpienia do Unii był momentem absolutnie i bezdyskusyjnie przełomowym w naszej współczesnej historii.  Z zapóźnienia ekonomiczno-technologicznego sięgającego pewnie 25 lub więcej lat, kraj błyskawicznie zrzucił co najmniej dekadę. Rok 2004 (akces do UE) był dla państwa i społeczeństwa rokiem przełomowym. Można by go chyba porównać do panowania Kazimierza Wielkiego u schyłku Polski piastowskiej: zamieniliśmy bite gościńce na szosy i autostrady a miasta ze stanu zrujnowania na rozwijające się i sympatyczne do mieszkania w nich europejskie polis. Naturalnie nie obyło się to bez cen, czasem wysokich, społecznych. Okazuje się, że łatwiej zbudować kilkupiętrowe garaże, niż zapewnić mieszkańcom możliwość zarobków pozwalających na kupno samochodów i parkowanie tamże. To była cena pewnej ‘kontrreformacji prawicowej’ Polaków. Skompromitowana 40-letnim panowaniem opcja komunizmu sowieckiego rzuciła duży cień odmy wobec wszelkich ruchów choćby minimalnie lewicowych. Tą niechęć podgrzewał bardzo silnie,  koalicyjnie związany z partiami prawicowymi, centro-prawicowymi a nawet ludowymi, Kościół katolicki w Polsce. Do tego stopnia, że w ostatnim dziesięcioleciu stał się Kościołem najbardziej chyba w Europie konserwatywnym, prawicowym, który do dziś nie pogodził się z odejściem Benedykta z tronu watykańskiego. Dzisiejszy Kościół katolicki w Polsce bardziej przypomina wersję wojującego protestantyzmu amerykańskiego niż Kościół rzymsko-katolicki. W tym również aktywnego i jawnego publicznie ingerowania w sprawy polityczne kraju. Smutnym jest też fakt, że niektóre kręgi kościelne – bez wątpienia za cichą zgodą niektórych hierarchów – stały się wręcz zarzewiem rozwinięcia się ruchów faszystowsko-nacjonalistycznych w Polsce.

Ten szybki rozwój ekonomiczny państwa, otwarcie szerokie bram do Europy Zachodniej i masowa tamże emigracja zarobkowa Polaków nie szły w parze z równomiernym wzrostem ekonomicznej niezależności pewnych grup społecznych, które znalazły się na uboczu wzrostu zamożności państwa. Jednocześnie ta masowa emigracja i wyjazdy do Europy Zachodniej zderzyły Polaków z inną, liberalną, humanistyczną  wersją współczesności. Z wolnością osobistą nie tylko teoretyczną i polityczną ale legislacyjną, prawną. Z wolnością, która zagrażała tradycyjnym pojęciom społeczeństwa cywilizacyjnie zacofanego.

Wielkie zmiany zachodzące prawie jednocześnie w prawach jednostki, mniejszości etnicznych, religijnych, seksualnych, których jesteśmy od dwudziestu lat świadkami w świecie rozwiniętym powodowały coraz większe pęknięcia na drodze ‘europeizacji’ i integracji europejskiej między Polską a tradycyjnymi członkami Unii Europejskiej. Stworzyło to olbrzymią szansę dla zdobyczy politycznych ruchów populistycznych, rewanżystowskich. A czempionem tych ruchów została partia Prawa i Sprawiedliwości wraz z jej przywódcą, Jarosławem Kaczyńskim. Jesienią 2015 roku ten bezwzględny polityk i manipulator par excellence wgrał i parlament i prezydenturę wyborach powszechnych.  

Cofnę się nieco w czasie i kompletnie zmienię geografię miejsc, zjawisk i ruchów oraz bohaterów. Jest rok 1962 na kontynencie północno-amerykańskim. Młody, ceniony intelektualista i działacz Pierre Elliott Trudeau angażuje się silnie w bezpośredni kształt polityczny swej macierzystej prowincji kanadyjskiej, Quebec. Poprzednie dziesięć ponad lat spędził na uniwersytetach w Montrealu, Harvardzie, Paryżu i Londynie i był bezpośrednim świadkiem wielkiej rewolucji przemian społeczno-politycznych, jakie ogarniały zachodni świat. Wraz z kilkoma przyjaciółmi doszli do wniosku, że te zmiany muszą też dotrzeć w końcu do tradycjonalistycznego, ultra-katolickiego i agrarnego Quebec, w którym ciągle panowała mentalność (ścisłe przez ówczesne elity polityczno-kościelne chroniona) XIX wieczna. Jakbyśmy w Polsce powiedzieli: chłopa, pana i plebana. Przytoczę tu bardzo świadomie krótki (choć, przyznaje, niebezpiecznie jak na obszerność tego artykułu – długi) fragment jego autobiografii, gdzie opisuje moment wejścia w polityczne życie Quebecu w związku z nadzieją, że złe nawyki przeszłości w końcu słabną i okna tej prowincji otwierają się by wpuścić do środka świeże powietrze.

Ale dlaczego to szczęście miało być tak krótkotrwałe? Ten cały ruch ledwie się rozpoczął, kiedy ludzie zaczęli tęsknić do starych sloganów. Od 1962 zaczęło się cofanie z pozycji bycia otwartym do uniwersalnych praw w Quebec, słychać było domagania się niczego poza ‘bycia gospodarzami własnego domu’. Zamiast oparcia się na polityce racjonalnej i realnej, zostaliśmy wrzuceni do tygla ‘polityki wielkości’, której głównym zajęciem było zbyt często zwykłe rozwijanie pompatycznych sztandarów. Czy mieliśmy faktycznie cofać się do koncepcji zapatrzenia w siebie i nacjonalizmu? Czy po to pozbyliśmy się przemocy prowadzenia za rękę przez naszą Matkę-Kościół i po to uwolniliśmy się atawistycznych wizji, by rzucić się na kolana przed ołtarzem naszej Świętej Matki Narodu? Walczyliśmy przez dziesięć lat w imieniu wszystkich Quebekczyków: białych, czarnych, żółtych, katolików, protestantów i agnostyków; czy teraz mielibyśmy opuścić ich wszystkich i poświecić całą naszą uwagę tylko ‘czystym’ Quebekczykom? (P.E. Trudeau „Memoirs”, wyd 1, 1993,Toronto, s. 72-73)

Gdy niedawno do jego wspomnień wróciłem ten właśnie fragment – w pierwszym czytaniu i w innych czasach uwagi większej do tego nie przykładałem – wydał mi się wręcz słowo-w-słowo pasującym do Polski po 2015. Gdyby tylko nazwę ‘Quebec’ zamienić wszędzie na ‘Polska’ a rok na ‘2015’ a nie ‘1962’.

Oto jak myślą i w jakim są olbrzymim dylemacie dziś Polacy nowocześni, Polacy-Europejczycy, Polacy-kosmopolici (w tym pięknym, pozytywnym znaczeniu tego słowa rozumianym jako ‘obywatele świata’). Czy wszyscy mają wyjechać? To nie tylko niemożliwe – to by było katastrofą dla Polski. Czy w końcu narodzi się, powstanie w Polsce autentyczny nurt nowoczesnej polityki XXI wieku odrzucający stare kaftany doktrynalne? Wymaga to wysiłku o wiele większego niż tylko pokonanie w kolejnych wyborach partii PiS. Ostatecznie i PiS i PO wyszły z tego samego ‘worka ideologicznego’. I za grzechy pospolite PiS winę ponosi w pewnym sensie i PO. Może nie za grzechy kardynalne (łamanie konstytucji, zamach na sądy i media publiczne) – ale za pospolite, na pewno.

Być może w ogóle nie chodzi o konserwatyzm czy liberalizm; lewicowość czy prawicowość;  tradycjonalizm czy nowoczesność.  Niezadowolenie społeczne z efektów 60-lecia współczesnego liberalizmu jest tez dość widoczne wszędzie w rozwiniętym świecie. Liberalizm tradycyjny już swoją rolę wypełnił. Ludzie nie chcą więcej naginać rzeczywistości do norm i formułek teoretycznych. Świat stoi dziś przed zupełnie nowymi, potężnymi wyzwaniami o których te formułki nawet nie wiedziały, że zaistnieją. Bez najmniejszej wątpliwości czołowym zagrożeniem nie jest komunizm ani islamizm ani katolicyzm ortodoksyjny, ani przemykający chyłkiem Żydzi. Najważniejszym i nieuniknionym do zmierzenia się jest klimat ziemski, jego wielkie zmiany, których żaden dekret prezydencki, żadna ustawa parlamentarna ot tak, podpisem nie zmienią. Te zmiany kompletnie przeorają obecny system polityczny, gospodarczy, żywnościowy,  kulturowy. Być może kompletnie zmienią polityczną mapę całego świata. Świat się zmienił już. I zmieni jeszcze bardziej. Ani pan Trump ani pan Kaczyński w Polsce tak wysokiego i tak grubego muru nie dadzą radę postawić, by te zmiany powstrzymać lub cofnąć. Drugim wyzwaniem współczesności jest mobilność olbrzymich mas ludności. Też w coraz ciaśniejszym świecie nie do uniknięcia. Ta mobilność właśnie owymi zmianami klimatycznymi się jedynie zwiększy. A niektórzy ciągle martwią się czy budować i która trasa nowe rurociągi lub jak zwiększyć atrakcyjność i długotrwałość wydobywania węgla, jak pan prezydent Polski na zjeździe klimatycznym niedawno w Katowicach!  Ci ludzi jakby byli ślepi i głusi. W ogóle nie widza świata wokół siebie i tego, co się w nim rzeczywiście dzieje. Nie w perspektywie następnych wyborów – w perspektywie szansy na przetrwanie. Nie, nie ‘czystych’ Polaków lub Amerykanów czy Syryjczyków! W sensie ludzkości. Czas przestać udawać strusia i wyjąć głowę z piasku. Choćby ten piasek był najczystszy etnicznie i nie miał w sobie ani jednego obcego ziarnka. Piasek jednokolorowy dusi krtań identycznie, jak piasek wielokolorowy.

Minęło sto lat naszej nowej niepodległości. Czas na nowe pomysły na następne sto. Przestańmy się modlić żarliwie do Boga żeby dał nam dobrą myśl, dobry podarunek na jutro. On już to zrobił. Dał nam rozum. Czas nim ruszyć.

‘Shame and Prejudice’ in Halixax Art Gallery

by Bogumil Pacak-Gamalski 
(Polish text followed by English version)

Ojcowie Konfederacji witani przez Miss Chief Eagle Testicle

Dwie wizje. Lub zderzenie dwóch rzeczywistości. Taki dodatkowy tytuł można nadać wystawie malarskiej  Shame and Prejudice  w Art Gallery of Nova Scotia w Halifaxie.

Zacznijmy od prostego skojarzenia dwóch tytułów: „Pride and Prejudice” i „Shame and Prejudice”. Dla wielu naturalnie tytuł pierwszy kojarzyć się będzie z literackim arcydziełem Jane Austen. Kto nie czytał, ten na pewno zetknął się z echami tej powieści. Lub powinien.  Prejudice jest stałym elementem obu tytułów. Oznacza zakorzeniony w tradycji osąd, znajomości i rozumienia świata wynikające z własnego doświadczenia środowiskowego. Oceny podjętej bez wysiłku obiektywnego zbadania faktów, okoliczności. Słowem opartej na micie, na wierze, legendzie, ogólnie panującej (nie)wiedzy. Lub wiedzy ‘narzuconej’ z góry, na zasadzie ‘bo tak jest i basta’.  Jak łatwo duma i uprzedzenia takiej wiedzy ulegają – łatwo się domyśleć. Ulegamy jej wszyscy. Ale czasem warto taką ‘wiedzę’ kontestować. Zastanowić się nad (użyję modnego dziś w Polsce słowa, ha ha) wartością dowodzenia prejudycjalnego. W prawie taka koncepcja jest ważna – w ocenie historii potrafi być zgubna.

Kent Monkman, potomek narodów autochtońskich zmienił ten pierwszy człon (Pride/duma) naWstyd/hańbę (Prejudice). Wstyd 150 ponad lat kolejnych pokoleń, które wiedziały, że są gorsze. Bo przecież gdyby nie byli, nie byliby tymi, którymi są, prawda? Pijakami z kiepskim, niskim wykształceniem, biedakami, prostytutkami w tanich barach, bez ładnych domów z białym płotkiem. Z mama i tatą, którzy nie potrafili być dobrymi rodzicami zmuszając tym Państwo i Kościół do wzięcia ich pod swoje opiekuńcze skrzydła wychowawcze. A i to niewiele pomogło. Mimo surowych kar, w olbrzymiej większości nie udało się ich wychować i wyuczyć na dobrych i mądrych. Kończyli, jak ich rodzice lub jeszcze gorzej, na śmietnikach i marginesach miejskich. Inaczej być widać nie mogło. Byli po prostu głupimi ‘indianami’. Wszyscy to wiedzieli, wszyscy tak mówili. Zresztą to była wiedza ogólnie dostępna, powszechna. Nie zdobyta a nabyta z ogólnie akceptowanych mitów i opowieści. Prejudycyjna, prejustice.

Tak, jak u Henryka Sienkiewicza w rozczytywanych przez pokolenia opowieściach, trylogiach ‘ku pokrzepieniu serc’. Opartych na takiej właśnie powierzchownej lub jednostronnej wiedzy historycznej, bez wysiłku obiektywnej refleksji, oceny. Pani Austen bardziej jeszcze powierzchowniej do tematu podeszła. Ale – z ukłonem wobec jej talentu obserwacyjnego – samym tematem relacji dumy i wstydu środowiskowego się zajęła.

Monkman, świetny malarz, stworzył cykl pastiszów malarskich znanych powszechnie dzieł i faktów historycznych ostatnich 150, a nawet 300 lat kraju zwanego dziś Kanadą. Namalował historię nie inną ale widzianą innymi oczami, z innej perspektywy. Wstrząsającą. Byłem od pierwszej instalacji nią porwany, zasmucony nawet wtedy, gdy zmuszała do ironicznego uśmiechu. Bo ten uśmiech musiał wypływać z głębokiego smutku. Tak,myśmy im zgotowali ten los. Nasza wielka, wspaniała cywilizacja techniczna, literacka, muzyczna, ekonomiczna, militarna, religijna. Nasza filozofia i etyka, przywiązanie do właściwego wyboru miedzy Dobrem a Złem.

Specyficznego efektu dodaje wtrącenie w malarską narrację Monka elementu erotyczno-seksualnego  jego alter ego: Monka-błazna, Monka-magika opodwójnej lub płynnej płciowości (gender-bender). Nazywa tą osobowość Miss Chief. Znowu świetna gra słów. MissChief to oczywiście feministyczny odpowiednik Mister Chief. Ale czy przypadkiem nie jest to po prostu … mischief? Psotnik, błazen. Ktoś, kto ukrywa by pokazać. Kłamie by powiedzieć prawdę.

Two visions of the same. Or a clash of two reality. This additional title can be given to the painting exhibition of Shame and Prejudice in the Art Gallery of Nova Scotia in Halifax. Let’s start with a simple association of two titles:”Pride and Prejudice” and “Shame and Prejudice”. For many the first title would associate with a literary masterpiece of Jane Austen. Who did not read it, would  surely came across echoes of this novel. Or it should have. Prejudice is a regular part of both titles. Rooted in tradition, it means judgment, knowledge and understanding of the world resulting from once own experience. The evaluation undertaken without effort to the objective examination of the facts, the circumstances. The word based on the myth, faith, legend, generally prevailing. Or ‘given ‘ from generally accepted popular knowledge, on the basis of ‘it  is this and that and that’s it ‘.  How easy it is to be proud and prejudice of such knowledge is equally easy to guess. We get it all. But it is sometimes useful to contest such ‘knowledge’.  To reflect on the value of the common wisdom.  Kent Monkman – a descendant of the indigenous Nations, changed the first part (Pride) to shame/disgrace (Prejudice). The shame of more than 150 years of successive generations, who knew that they are worse. Because if they weren’t, they wouldn’t  be the ones which they are, right? A drunkards with lousy, low education, poor, prostitutes in cheap bars, without the nice houses with white picket fence. With mom and dad, who does not know how to be good parents thus forcing the State and the Church to take them under their caring wing and help. Despite severe penalties, in the vast majority of them, the ‘raising’and the ‘teaching’ of how to be good and wise – failed. Finishing second, as their parents or even worse, on the disposable end and margins of society. It must have been like that, otherwise it could not have been seen like that, right? They were just silly ‘indians ‘. Everyone knew it all, seen it, heard it…

Moreover, it was the knowledge generally available, universal. Earned and acquired from the generally accepted myths and stories.  Writers of historical novels often use such basis of their stories. To uplift ones nation greatness, ones social or religious class superiority. To make us ‘feel better’.  In Poland, during the partition of Polish state, Nobel-winner writer, Henryk Sienkiewicz, used it to arouse the feelings of noble and immanently good acts of Polish nation.  Based on superficial or one-sided historical knowledge, effortlessly void of objective reflection, evaluation. Mrs. Austen did not fare better in serious evaluation of the title subject in evaluating society. But, at least, she attempted to deal with the subject of the relationship of pride and shame in a social class-based environment.

Monkman – a great painter, created a series of pastiche paintings of commonly known works and historical facts past 150, and even 300 years of a country called Canada today. He painted the story of not another history but same one seen with different eyes, from a different perspective. Shocking. I was kidnapped by it from the first segment, was sad even when forced to ironic smile. Because the smile had to emerge from a deep sadness.

Yes, we have prepared for them the fate, the tragic ethos. Our great, superior technical civilization, our high culture in art, in economy, in military, religion. Our philosophy and ethics, our attachment to the choice between Good and Evil. /…/

The painter achieves a very specific effect, not too discreetly, by inclusion in his narration element of erotic/sexual alter ego: Monkman-jester, Monkman-the magic of double or fluid sexuality (‘gender-bending time traveller’ in his own words)). The personality is called Miss Chief. Again great game of words. Miss Chief is of course the feminist equivalent of Mister Chief. But, if by chance, is it not simply a … mischief? Trickster. One, who conceals to reveal; lies to tell the truth.