Polska – gdzie jesteśmy?

cropped-picture1.jpg

by Bogumił Pacak-Gamalski

Kiedy w listopadzie 1918 roku powstawały zręby Polski, powstawało państwo nowe, zmienione, wszak oparte na tradycji. Polska utraciła spore obszary terenów wschodnich, nie wykorzystała politycznie zwycięskiej wojny z bolszewicką nawałą z 1920 roku i wynegocjowany przez polityka Obozu Narodowego Traktat Ryski pozbawił nas olbrzymich terenów od Podola poczynając aż po ziemie Mińszczyzny. Marzenie głównego budowniczego państwa, Józefa Piłsudskiego o odbudowie Rzeczypospolitej wielonarodowej nie spełniło się. Nowa Rzeczypospolita  powstawała w bólach i przez wiele lat nie miała uregulowanych wszystkich granic. Mimo to, była konsekwentną spadkobierczynią poprzedniej, I Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Stąd nazwano ją II Rzeczypospolitą Polską. Nie ominęły ją wstrząsy wewnętrzne (morderstwo pierwszego demokratycznie wybranego prezydenta, Gabriela Narutowicza, skutkiem wściekłej nagonki obozu prawicy narodowościowej; zamach majowy w 1925 spowodowany rozkładem demokracji parlamentarnej) a zbliżający się kataklizm dwóch budzących się potworów XX wieku: niemieckiego faszyzmu i rosyjskiego bolszewizmu położył kres jej suwerenności.

Koniec II wojny światowej stworzył nową sytuację geopolityczną w Europie i na świecie. Niepodległe państwo polskie istniało tylko na papierze i w krótkim czasie zmieniono jego nazwę na Polska Rzeczypospolita Ludowa. Jak wszystko prawie w tym państwie – nie miała ona nic wspólnego z rzeczywistością, tzn. nie była polska, a polsko-podobna; nie była rzeczą wszystkich, a tylko nielicznych wiernych partii PPR, później PZPR; i nie należała do ludu, tylko do nomenklatury partyjnej. Przez cały okres istnienia tego quasi-państwa, większość społeczeństwa nie straciła wiary, że kiedyś normalna, suwerenna, polska i pospolita powróci. Lata 80.  były olbrzymim zrywem wielkiego eposu Solidarności, niezależnych związków zawodowych o tej nazwie, ale przede wszystkim masowego ruchu społecznego z tą nazwa związanego. I, czego zapomnieć nie wolno, odcięcia się od tradycji czynu zbrojnego, od wielkich powstań, z których żadne nie zakończyło się zwycięstwem. Solidarność był ruchem na wskroś pokojowym, wręcz pacyfistycznym. Co w dużej mierze zawdzięczamy jego ówczesnym liderom tak związkowym, jaki i z innych ośrodków opozycji demokratycznej. Próba zniszczenia tego ruchu poprzez ogłoszenie niekonstytucyjnego i nielegalnego stanu wojennego zakończyła się klęska władz PRL. W 1990 roku Polska na nowo odzyskała suwerenność. Pierwszy raz bez tysięcy poległych, bez okopów i wielkich bitew militarnych. Powstała III Rzeczypospolita. Mimo, że chcieliśmy wierzyć (symboliczne przekazanie insygniów władzy legalistycznej przez Polski Rząd na Uchodźstwie) iż jest to naturalna kontynuatorka II Rzeczypospolitej – było to (jest) państwo bardzo odmienne. Po raz pierwszy bodaj w swej historii jest krajem prawie całkowicie jedno-etnicznym, w granicach bardzo innych od wszelkich znanych z okresów wcześniejszych. Ale jest. I stworzyła Konstytucję, która dawała podstawy wierzyć, że będzie to państwo służące wszystkim swoim obywatelom w jednaki sposób. Państwo równego prawa.  Powróciła do rodziny narodów i cywilizacji europejskiej. Zmiany fizyczne wygląda Polski w ostatnich 25 latach są nieporównywalne chyba z jakimkolwiek wcześniejszym okresem rozwoju Polski. I w olbrzymiej mierze było to możliwe dzięki bardzo poważnym dotacjom Unii Europejskiej, które można w swej skali i efektach porównać do Planu Marshalla dla Europy Zachodniej i Niemiec po 1945 roku.

Nie była to wszak sielanka dla wszystkich. Jeżeli ‘sielanką’ można te 25 lat w ogóle określić. Odbudowa zrujnowanego ekonomicznie kraju nie była ani prosta ani łatwa. Nie była też łatwa droga do demokracji.  Blisko 50 lat rozwoju społeczeństw zachodnich, stałego i systematycznego poszerzania swobód i wolności demokratycznych w tych krajach, mógł wielu, ciągle uśpionych w tradycyjnej, dziś już nie adekwatnej, wyobraźni świata wprowadzić w zawrót głowy. Te problemy ekonomiczne i te etyczno-światopoglądowe narodziły warstwę społeczną, która poczuła się zagrożona, lub zapomniana, zostawiona na uboczu zmian zachodzących w Polsce. Dało to asumpt politykom ultraprawicowym do uprawiania polityki populistycznej, polityki rewanżu opartej na wygrywaniu niskich pobudek. Te metody opierały się na prostych (jak zdarza się przy upraszczaniu skomplikowanych problemów) hasłach propagandowych typu:  ‘wmawiano wam, że Polska się wzbogaciła, rozwinęła – to dlaczego jesteście biedni?”, ‘nie wzbogacił się kraj, tylko zagraniczny kapitał lub nieliczni Polacy-złodzieje związani z aparatem partii rządzącej’ i wreszcie do niewybrednych insynuacji żerujących na najbardziej emocjonalnych odczuciach ludzi: ‘Polska jest wasza, a inni – obcy – wam ją ukradli’, ‘naśmiewają się z waszych wierzeń religijnych, czyli są przeciwnikami wiary’. Tego typu hasła mają wyraźny element anty-demokratyczny, rozbijają jedność i współodpowiedzialność obywatelską, dzielą naród na “my” i “oni”. I w najbardziej nagiej postaci są propagandą faszystowską, która opiera się na prostym przekazie “kto nie z nami, jest przeciw nam”. Czyli jest wrogiem, którego trzeba zniszczyć. Tu kończy się racjonalna, szczera rozmowa, szukanie porozumienia, alternatywy. Zaczyna się polityka rewanżu.

Efekty takiej polityki dały o sobie znać niemal natychmiast po wygranych wyborach w 2015 roku i zaprzysiężeniu nowego Prezydenta, Gabinetu i Parlamentu Rzeczypospolitej. Zaczął się natychmiastowy demontaż systemu polityczno-prawnego III Rzeczypospolitej. Łącznie z jawnym, świadomym i konsekwentnym łamaniu porządku konstytucyjnego państwa i bezprecedensowym zamachu na niezależność Trybunału Konstytucyjnego. W odpowiedzi na to, ta część społeczeństwa, która uważa, że lepsza jest niedoskonała demokracja (a demokracja z zasady swej doskonała nigdy nie jest) od systemu dyktatorskiego, związała się pod sztandarami masowego ruchu, nazwanego przez jego założycieli Komitetem  Obrony Demokracji (KOD). Polska stanęła w obliczu nie tylko kryzysu politycznego, ale kryzysu narodowego. Zarysowała się wyraźna linia dzieląca oba obozy: rządowy o chatakterze narodowościowo- rewindykacyjnym, rewizjonistyczny oraz społeczny KOD, gotowy tej niedoskonałej ale lepszej od istniejącej groźnej alternatywy, demokracji zachodniej bronić. Ta linia nie jest linią podziałów politycznych. To linia podziału światopoglądowego. Konserwatyści i liberałowie, socjaliści i socjaldemokraci, ludowcy i zieloni – wszystkie te opcje polityczne mogą dojść do porozumienia, ich walki to zwykła gra polityczna o uzyskanie najlepszego kontraktu politycznego. Podział światopoglądowy jest o wiele niebezpieczniejszy. Trudniej tu o porozumienie, niemożliwy wydaje się kompromis. Mimo to, doświadczenie całej cywilizacji uczy, że jednak można znaleźć wyjście z tego dylematu. Dowodem jest właśnie demokracja, która po wielkich trudach i nie zawsze stabilnie, wszak bez wątpienia przyczyniła się do olbrzymiego sukcesu społeczeństw, które ją zaakceptowały. U podstaw takiego rozwiązania leży zasada, że w społeczeństwie i państwie demokratycznym nie ma grup lub osób (bez względu na to jak licznych) primus inter pares. Nie ma ‘pierwszego wśród równych’, są tylko równi, pares. I muszą się szanować.

 

Advertisements