Profesor Andrzej Rzepliński – przykład godnego sprawowania Wysokiego Urzędu państwa

Prezez Trybunału Konstytucyjnego w Polsce, najwyższego i ostatecznego organu sądowego w orzekaniu zgodności praw i ustaw z Konstytucją RP,  jest jedną z czołowych, jeśli nie najważniejszą postacią dramatycznego kryzysu politycznego, jaki dzieli dziś Polskę i zatacza bardzo poważne i szerokie kręgi międzynarodowe. Andrzej Rzepliński jest być może osatnim strażnikiem praworządności w Polsce. Jego działalność i niewzruszona postawa jest przedmiotem olbrzymiego nacisku, szantażu i wręcz gróźb ze strony organów władzy politycznej w Polsce, ze szczególnym naciskiem ze strony ministra sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego, pana Ziobro. Ten człowiek jest bodaj ostatnim Wysokim Urzędnikiem w Polsce, który swój Urząd sprawuje zgodnie z Konstytucją i dobrem kraju, a nie zgodnie z dobrem i interesami politycznymi jakiejkolwiek partii. Stąd, z inicjatywy Grupy KOD w Vancouverze i w oparciu o ogółnokanadyjską KOD_Canada, organizowany jest Dzień Podziekowania dla Profesora Andrzeja Rzeplińskiego. Ta inicjatywa spotkała się z szerokim poparciem tak w Kraju, jak i wielu innych miejscach poza granicami Polski.

Organizatorzy tej akcji zwracają się do wszystkich Polaków, bez względu na dzielące nas różnice, aby 6 czerwca skopiowali te zdjęcie-plakat i opublikowali je na swoich stronach internetowych: Facebook, blogów i innych social mediach.

RZEPLINSKI2

Advertisements

Grafiki ruchu demokratycznego w Polsce

Komitet Obrony Demokracji w Polsce, jak i różne grupy i organizacje popierające ten Ruch, jakie powstały prawie na całym świecie (to bez wątpienia od czasów oryginalnej NSZZ Solidarność z lat 80 ub. wieku najpopularniejszy polski ruch demokratyzacji kraju) zyskały dużą popularność wśród wielu ludzi sztuki. Tak, jak wówczas, w dobie walki z komuną, tak i teraz artyści polscy stają w pierwszym szeregu i oddają swoje umiejętności na rzecz walki o demokrację polską. Szczególnym elementem tego są ciekawe grafiki. Z biegiem lat, szereg z nich będzie kiedyś obiektem wysta muzealnych i cenionych kolekcji, jako świadek epoki. Z wielu stron internetowych zebralismy maleńki wycinek tych afiszy, plakatów, czy po prostu ikonografii demokratycznej.

 

RZEPLINSKI3

Dlaczego dzień specjalny za ‘uczciwe i godne’ wykonywanie swojej funkcji? Bo to dzis rzadkośc niespotykana na najwyższych urzędach państwa. Niestety.

Odznaczenia i ordery przyznane profesorowi Rzeplińskiemu przez Polske, Litwę i Papieża Franciszka I:

by Bo Kppcewicz i Jacek Szymański; foto – Jacek Szymański
Ottawa, Kanada 10 Maj 2016.  KOD Ottawa przygotowala “powitanie” dla prezydenta Andrzeja Dudy który zaprosił się do Kanady zlecając ambasadzie w Ottawie zorganizowanie wizyty.  KOD Ottawa protestuje przed parlamentem Kanady w trakcie wizyty Prezydenta Polski Andrzeja Dudy aby wyrazić swoje oburzenie na łamanie konstytucji, dzielenie Polaków i braku niezależności Pana Prezydenta w stosunku do rządzącej partii i jej prezesa.
Lokalna Polonia przywitala prezydenta przed budynkiem parlamentu w Ottawie podzielona policyjna linia – po jednej stronie wiwatowali fani prezydenta i PIS- zagluszani gwizdami ze strony KODerow. Prezydent został nie tylko wygwizdany ale otrzymał też “czerwone kartki”, co mialo wymowny przekaz.
Banery KODerow zawieraly hasla takie jak Potrzebujemy prawdziwego prezydenta, Stop breaking the law i Defend the constitution.
Mamy nadzieję, że nasz przekaz dotrze do prezydenta i do uczestnikow marszów anty-rzadowych w kraju. Pozdrawiamy z Kanady.
KOD Protest May 7 2016
Ottawa, Kanada 10 Maj 2016. KOD Ottawa przygotowala “powitanie” dla prezydenta Andrzeja Dudy ktory zaprosil sie do Kanady zlecajac ambasadzie w Ottawie zorganizowanie wizyty. KOD Ottawa protestuje przed parlamentem Kanady w trakcie wizyty Prezydenta Polski Andrzeja Dudy aby wyrazić swoje oburzenie na łamanie konstytucji, dzielenie Polaków i braku niezależności Pana Prezydenta w stosunku do rządzącej partii i jej prezesa. Lokalna Polonia przywitala prezydenta przed budynkiem parlamentu w Ottawie podzielona policyjna linia – po jednej stronie wiwatowali fani prezydenta i PIS- zagluszani gwizdami ze strony KODerow. Prezydent zostal nie tylko wygwizdany ale otrzymal tez “czerwone kartki” co mialo wymowny przekaz. Banery KODerow zawieraly hasla takie jak “Potrzebujemy prawdziwego prezydenta”, “Stop breaking the law” and “Defend the constitution”. Mamy nadzieje ze nasz przekaz dotrze do prezydenta i do uczestnikow marszow anty-rzadowych w kraju. Pozdrawiamy z Kanady. 

Czy damy sobie szansę?

by B. Pacak-Gamalski

 

Tę smutną chorobę Polonii można zauważyć w większości ośrodków polonijnych na przestrzeni całej Ameryki Północnej. Od tępych, głupich pijackich, wręcz karykaturalnych postaw niektórych działaczy polonijnych, po bardziej wysublimowane uwagi, w najlepszym wypadku teatralną zmową milczenia środowisk uważających się za ‘kulturalne’, ‘wykształcone’ (cokolwiek to ‘wykształcenie’ we współczesnym świecie oznacza). Można to zrzucić na barki ‘psychologii stada” ale to zbyt upraszczające określenie. Mentalność stada (mob mentality) dotyka w pewnym stopniu każdą zbiorowość. Tutaj to się, niestety, wiąże również z autentycznym indywidualnym przekonaniem wyższości, lepszości (typu: “nie zrobi nam nikt nic, bo z nami jest Śmigły Rydz”). Im się więcej krytykuje, wytyka małostkowość lub wręcz ewidentne kłamstwa i fałsze argumentów tych osób – tym większy jest opór i tym silniejsza chęć ‘postawienia na swoim’. Oni bronią imienia Polski! Koniec. Tylko, że to tylko ich Polska. To nie jest Polska wszystkich Polaków! I tego absolutnie zrozumieć nie chcą. W dodatku mają (w większych ośrodkach) bardzo silnych protektorów w postaci polskiego duchowieństwa katolickiego, które na ogół reprezentuje nie uniwersalny Kościół Katolicki, a specyficzny polski Kościół Katolicki. Kościół, który w swojej najgłębszej, pierwotnej ‘duszy’ jest Kościołem przed soborowym. Dla niego jakby nie było Vaticanum II. Nie mogli Soboru odrzucić w latach 60 ubiegłego wieku, bo wówczas Watykan był deską ratunku dla polskiego Kościoła. Ale te wszystkie reformy (mniej te dekoracyjne – msza trydencka czy msza rytu Vaticanum II) dały początek dekady już trwającej i jeszcze nie zakończonej ewolucji moralno-etyczno-doktrynalnej Kościoła. A z tym ta specyficzna polskość zaściankowości i jakiegoś atawistycznego lęku przed wszystkim co ‘zza miedzy’ zgodzić się nie potrafi. Nie potrafi, bo nie rozumie tego. Oni prawie wolą na szańcach św. Trójcy  z “Nieboskiej Komedii” Krasickiego zginąć, niż zgodzić się na rozmowę, na pertraktacje, na dojście do kompromisu. A kompromis w tej chwili w Polsce jest niezbędny. I wśród Polaków gdziekolwiek.

Głęboki, bodaj od 1918 roku, rów jaki dzieli społeczeństwo polskie nie da się już przykrywać deskami i dywanikami. Nie możemy już dalej tak współistnieć w dwóch ‘Polskach’. Od teraz chyba już nikt nigdy nie będzie usatysfakcjonowany. Zawsze będzie bardzo duża część ‘Polaków przegranych’ i równie duża ‘Polaków zwycięzców’ – obojętnie która partia wygrywać będzie następujące po sobie wybory. Tak mieszkać w jednym domu nie sposób. Wszystko jest tą nienawiścią i pogardą wzajemną zatrute. Jak w “Dżumie” Camusa, Polskę oblało morowe powietrze.

Czy tak żyć potrafimy? Musimy się jakoś dogadać. Inaczej będzie strasznie. Co stanie się , jeśli zapowiedziane na 7 maja dwie wielkie manifestacje: pro-konstytucyjna Manifestacja antyrządowa (bo teraz nie ma sensu już mówić, że to nie antyrządowe, gdy rząd wyraźnie ruchy pro-demokratyczne (Komitet Obrony Demokracji) określił, jako zdrajców i sprzedawczyków i Polaków ‘drugiego sortu’) i pro-rządowa Manifestacja środowisk faszystowskich ONR, spotkają się na jakimś skrzyżowaniu lub placu w Warszawie? Kto może zagwarantować, że nie poleje się krew? Anty-KODowskie grupy już jasno i wyraźnie powiedziały, że na ‘zdrajców’ powinno się budować szubienice. Ba, posłanka sejmowa z okazji rocznicy wypadku lotniczego w Smoleńsku nawoływała o przywrócenie w Polsce kary śmierci dla b. prezydenta Komorowskiego.  Pewne, nieoficjalnie i potocznie, wyrażane opinie sympatyków ruchu demokratycznego życzą swym przeciwnikom PiSowskim nie wiele innego finału.

Więc, jak my, w Polonii, możemy chować głowy w piasek i udawać, że nic tam się nie dzieje, że nie ma o czym mówić, że jest OK? Obojętnie za jaką opcja się wypowiadacie – udawanie, że nic się nie dzieje jest dziecięcym zasłanianiem oczu i krzyczeniu: nic nie widzę, nic nie widzę! Zasłonięcie oczu nie zmienia w niczym rzeczywistości wokół nas.

Musimy się więc dogadać zanim ten rów nas dzielący nie pochłonie nas wszystkich. Dlaczego nie zacząć tej rozmowy tu? Dlaczego? Może być nawet łatwiej właśnie na ‘neutralnym’ terenie. Nigdy nie będzie panowała całkowita jedność i zgoda między nami. Byłoby to wręcz chorobliwe. Chodzi o to byśmy nie byli sobie kompletnie obcy. Dalej jestem przekonany, że mimo wszystko więcej nas łączy niż dzieli. I nie z salonowej grzeczności to mówię, a z przekonania. I przestańmy bujać w obłokach, że ‘inni’ (Rada Europejska lub Trybunał Europejski, a generalnie Unia Europejska) nie będą nas uczyć i za nas decydować, jak mamy żyć. Będą. Polska wychodząc z Europy zostanie czym? Sprawdźcie granice na mapie – kto z naszych sąsiadów bliższych i dalszych w Europie nie jest? Białoruś i Ukraina (Rosji świadomie nie wymieniam, bo to inny świat i cywilizacja kulturowa). Nikt inny. Poza tym Polska nie może wyjść z Europy. My w Europie jesteśmy. Od czasów rzymskich, nie tylko od 966 roku. Nasi praojcowie prowadzili handel i utrzymywali kontakty z ludami Północnej i Zachodnie Europy i z Imperium Rzymskim. Obojętnie czy modlili się do Swarożyca czy do Chrystusa. Bo byli na tych samych obszarach między Łabą a Prypecią. Od geografii nie da się uciec. Jesteśmy w Europie. I jesteśmy sporym państwem i narodem. Ale zdecydowanie za małym byśmy mogli sami o wszystkim decydować nawet u siebie. Mając swój własny dom też nie możesz robić kompletnie, co chcesz.  Ograniczają cię przepisy: rady osiedlowej, rady budynku (kondominia), miejskie, regionalne i państwowe.

Czy jest tak trudno  wyobrazić sobie społeczeństwo współczesne, a więc społeczeństwo i naród, które nie jest monolitem? Nie było nim nigdy. I nigdy nie będzie. Na to nie pomogą ani nowe ustawy ani nawet nowa konstytucja. Nie pomoże IV, V i XX Rzeczypospolita.  Ten Rubikon Polska przeszła już wiele setek lat temu. A po przekroczeniu Rubikonu nie ma już powrotu.  Prawie dwieście lat trwało pokonanie wierzeń i zwyczajów religijno-społecznych naszych praojców w pierwszych wiekach drugiego tysiąclecia. Nie, nie było żadnego cudu na Skałce ani nad Gopłem, który wszystkich Słowian państwa pierwszych Piastów uczynił katolikami. Oni też mieli własne przyzwyczajenia i tradycje. I wcale nie zamierzali ich tak łatwo porzucić. Tak, jak wy z uporem walczycie o wasze.

Akt_Konfederacji_Warszawskiej

(Akt Konfederacji Warszawskiej z 1573 roku gwarantujący w Rzeczpospolitej pełną swobodę i równość wyznań religijnych – ten dokument został w 2003 roku włączony przez UNESCO do zbiorów “Pamięci świata” – czyli potrafimy.)

Wielkopolanie i Małopolanie przez bisko dwieście lat zrywali się do broni by  do dawnych wierzeń w ich, własnych bogów powrócić i by powrócić  do systemu władzy plemiennej, szczepowej. 200 lat w tamtych czasach to kilka dobrych pokoleń. To prawie dokładni tyle, ile minęło od upadku I Rzeczypospolitej do powstania tej obecnej, III Rzeczypospolitej. I też tym ówczesnym naszym rodakom z plemion Polan i Wiślan nie udało się cofnąć wskazówek zegara dziejów. Bo ten Rubikon przekroczył Mieszko I w 966—i już nie było powrotu. Tak i my, współcześni Polacy, nie mamy powrotu do marzeń endeckich z samych początków XX wieku. Państwo Polskie, jako państwo jednonarodowe, jednowyznaniowe, jako monolit właśnie nie istniało chyba nigdy. Bezwzględnie nie od końca XIV wieku, czyli już od więcej niż połowy tysiąclecia. Ten idealizowany ‘monolit państwowo-etniczny’ powstał, tylko jako filozoficzno-polityczna idea Narodowej Demokracji, która nigdy się nie ziściła.  Może dzięki temu, że nigdy w Polsce nie doszedł do władzy element faszystowski, tak tragicznie popularny w wielu innych narodach 30-lecia Międzywojennego (Włochy, Hiszpania, Portugalia, Niemcy, nawet Węgry i Norwegia w mniejszym zasięgu i natężeniu). I nie ma najmniejszej szansy, by ta ideologia zapanowała dzisiaj. Nawet, gdyby zdecydowała się na rozwiązanie siłowe i na przelew krwi.  W sercu Europy w XXI wieku na faszyzm nie ma miejsca. Po prostu. Eine volk, eine reich und eine fürer jest kaput. Na dobre.

Więc po prawdzie nie mamy szansy—musimy się dogadać.  Bo dwie ‘Polski’ w jednej się na dłuższy czas nie zmieszczą.  I ta formalna, z pewnymi konkretnymi granicami może wówczas pęknąć pod ciśnieniem . A to się może zdarzyć . Państwa upadają.  I nam, Polakom, nikt nie musi tego tłumaczyć. My wiemy, że tak bywa.  I wiedzą Jugosłowianie (lub ci, co byli obywatelami Jugosławii). Wiedzą ci, co byli obywatelami Czechosłowacji. Tam wszak przynajmniej mogli oprzeć się na pewnych, nie tak aż odległych, tradycjach własnej państwowości. A my ku czemu sie zwrócimy, gdyby ten  okrutny moment nastał? Ku Rozbiciu Dzielnicowemu sprzed  ośmiuset lat? Lepiej spróbujmy pogadać.  Na trzeźwo i logicznie. Bez oparów ideologicznych i religijnych. Ostatecznie chodzi o Polskę.