Protest Polaków w Kanadzie

by Komitet Obrony Demokracji_Canada

13592644_10210020694932140_1649363390549637081_n

Oddział KOD_Canada w Toronto organizuje protest Polaków z Toronto i okolicy wobec kolejnego aktu Sejmu RP, łamiącego zapisy konstytucyjne i ograniczającego w sposób zasadniczy niezależność Trybunału Konstytucyjnego w Polsce.

Jak wszyscy już wiemy, Trybunał, który jest trzecią , niezależną od dwóch pozostałych (tj. rządu i Parlamentu) formą władzy w państwie i decyduje o zgodności z Konstytucją wszelkich innych praw, ustaw i decyzji rządowych – jest od początku obecnej kadencji sejmowej obiektem niespotykanego ataku władz politycznych i usiłowań kompletnego sparaliżowania jego działalności.

Trybunał wydał już legalny wyrok nt. poprzedniej Ustawy sejmowej PiS uznając ją w całej pełni za niegodną z Konstytucją RP a więc pozbawioną mocy prawnej. Rząd od miesięcy odmawia publikacji wyroku w Dzienniku Ustaw i tym samym  uniemożliwia administracji państwowej zastosowanie się do legalnego wyroku sądu polskiego. Z dugiej strony sądy RP stwierdziły, że będą stosowac się do orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego. Mamy więc paradoksalna sytuację otwartej wojny administracji politycznej w Polsce z władzą sądową Polski.Reakcją na taką niebezpieczną i bezprecedensową w całej historii III RP, była ostra krytyka ustawy rządowej przez międzynarodowe instytucje konstytucjonalne oraz samą Komisje Europejską. Nie mówiąc o olbrzymich protestach publicznych organizowanych przez Komitet Obrony Demokracji i inne organizacje demokratyczne w Polsce. Efektem tej masowej krytyki w Polsce i spoza jej granic była obietnica rządu Beaty Szydło przygotowania nowej Ustawy, która miała ten kryzys konstytucyjny rozwiązać. Jednocześnie Komisja Europejska, Komisdja Wenecka oraz cała opozycja polityczna w sejmie i polskie organizacje demokratyczne NGO stwierdziły, że mowy byc nie może o osiągnięciu jakiegokolwiek kompromisu bez uprzedniego opublikowania legalnego wyroku Trybunału Konstytucyjnego z marca 2016. Wykazując jednak dobrą wolę zgodziły sie do pewnych konsultacji z wiekszością sejmową PiS przystapić. Lub, jak zrobił KOD, uruchomić inicjatywę obywatelska przygotowania tzw. obywatelskiego projektu nowej ustawy. Była szansa wyjścia z impasu i uratowania opinii Polski w Europie i świecie.

Ale gdy nadszedł moment procedowania projektu Ustawy – wiekszość sejmowa dość brutalnie odrzuciła wszelkie próby poprawek do ich projektu ustawy a inne projekty nie nalazły się nawet na wokandzie dyskusji sejmowej. Gdy projekt ustawy PiS udostępniono publicznie, okazało się, że zawiera on prawie wszystkie (lub kosmetycznie jedynie zmienione) i uznane już za niekonstytucyjne, zapisy poprzedniej nielegalnej Ustawy z grudnia 2015. Więcej, wprowadzono kolejne zapisy jeszcze bardziej ograniczjące niezależność Trybunału. Bezceremonialnie zlekceważono wszystkie opinie krytyczne środowisk politycznych, legalistycznych i prawnych tak w kraju, jak i z zagranicy. Parlament Polski po prostu uzurpował sobie prawo Konstytuanty Konstytucyjnej i działa poza nawisem Konstytucji RP. Polska coraz bardziej staje sie państwem bezprawia i dyktatury jednej partii.

Polacy spod znaku KOD w Toronto chcą jasno i publicznie zaminifestować, że z takim ‘pełzającym zamachem stanu’ w Polsce się nie zgadzają. Jednocześnie KOD_Canada apeluje do pozostałych członków Polonii, której bliskie są pojecia praworządności i obrony porządku konstytucyjnego w Polsce i którym równie ważna jest opinia naszego Kraju zagranicą – o wsparcie tego protestu obywatelskiego. Nie chcemy aby Polska stoczyła się do poziomu ‘republik bananowych’.

Advertisements

z perspektywy lat -różne kształty Polonii

by Bogumil Pacak-Gamalski

Spacer po mediach polonijnych, drukowanych i tzw. social media, słonił mnie do podróży wstecz. Podróży w czasie i porównania promowanego obrazu Polaków Kanadzie sprzed lat i dzisiaj. Jacy jesteśmy i byliśmy.  Refleksje z tej podróży mogą być zastanawiające.

Kiedy przyjechałem do Kanady mroźną zimą 1982 roku – zima polska była jeszcze mroźniejsza. Zima Stanu Wojennego i wojny jaruzelskiej.  Wolność, jaką oferował ten piękny kraj, od początku zatruta była goryczą niewoli rodziny i przyjaciół w ziemi ojczystej. Naturalnie, młodość też miała swoje prawa: chciało się zachłannie tą nową wolność i surowe piękno nowego kraju wchłaniać, kosztować.  Zwłaszcza, że już po dwóch miesiącach miałem dobrą prace i zarabiałem nagle jakieś krociowe sumy niewyobrażalne – nie pamiętam aż tak dokładnie ale było to 700 lub coś około tego co dwa tygodnie! Czy państwo macie wyobrażenie, co to była za suma na początku lat 80 ubiegłego wieku?! Za 50 dolarów można było wypełnić cały wielki wózek żywnością w Safeway’u na tydzień prawie czasu! Więc starczało na cotygodniowe wyjazdy w monumentalnie piękne Góry Skaliste na narty, kupowanie paczek żywnościowych regularnie dla rodziny w Polsce (robiło to się wówczas albo przez Pewex albo przez firmę polską w polskim Londynie).  No i wspieranie wszystkiego, co łączyło się z polskością,  ze wsparciem Solidarności i ostentacyjną, wręcz chorobliwą pogardą dla junty warszawskiej.

Mając za sobą już pewne kontakty i współpracę z Jerzym Giedroyciem (legendarnym Naczelnym Kultury paryskiej), Tygodniem Polskim i Dziennikiem Żołnierza z Londynu (czołowe pisma polskiej emigracji wojennej i struktur Państwa Polskiego na Obczyźnie) oraz Instytutem Józefa Piłsudskiego w Londynie – szukałem zaraz kontaktów z polską prasą polonijną w Kanadzie.

Główne tytułu ukazywały się wówczas w Toronto i Winnipegu. Toronto to był „Związkowiec” i „Głos Polski”, a w Winnipegu „Czas” – najstarsze polskie pismo polonijne. „Związkowiec” reprezentował (organ Związku Narodowego Polskiego) linię ideową Stronnictwa Narodowego i w krytyce reżymowej był bardzo ostrożny. Zresztą sam ówczesny Kongres, mimo, że oficjalnie nie pro-reżymowy, w czambuł komuchów nie potępiał (nie zapominajmy, że ówczesny prezes, Jan Kaszuba miał dość ciepłe stosunki z Gierkiem). Narodowcy zresztą umieli się często w zaskakujący sposób porozumiewać z komunistami.  A ich skrajne odłamy to wszak faszystowska Falanga i pro-reżymowy Pax Piaseckiego,  prawie przez cały okres PRL. Najbardziej nieprzejednaną politykę anty komunistyczną  i pro-londyńską (w rozumieniu ‘Polskiego Londynu’ legalistycznego, a te terminy wówczas miały jeszcze znaczenie) reprezentował winipeski „Czas” redaktora Mroczkowskiego.  I z tego względu, bardzo będąc zbliżony ideowo do koncepcji legalizmu Polskiego Państwa na Obczyźnie, z tymże „Czasem” podjąłem najbliższą współpracę drukując w zasadzie regularnie co tydzień teksty polityczne i nieco później prowadząc stałą rubrykę „Pogwarki” o charakterze reportażu literackiego. Nieco później, po objęciu redakcji „Głosu Polskiego” w Toronto przez byłego internowanego działacza „Solidarności” i poety Edka Zymana, skupiłem się bardziej na stałej współpracy z „Głosem”. Ale szereg ważnych tekstów publikowałem też w „Związkowcu” i z jego naczelnym, Jackiem Borzęckim miałem bardzo poprawną współpracę. W różnych mniejszych ośrodkach ukazywały się liczne Biuletyny polonijne o bardzo różnym poziomie, częstotliwości i objętości.  Sam jeden z takich najstarszych Biuletynów prowadziłem przez blisko 4 lata (ukazywał się raz w miesiącu w objętości ok. 30-40 stron, z czego więcej niż połowa to były strony różnych organizacji polonijnych i parafii katolickiej – Biuletyny takie w tamtych czasach pisało się na maszynie, niekiedy nawet bez polskiej czcionki, więc ogonki trzeba było nocami do liter dopisywać tuszem, potem strony się wypalało  i drukowało na maszynie drukarskiej i następnie zbijało  wielkim zszywaczem – na samym początku lat 80. technologie te były bardzo zbliżone do technologii z lat 30 i niezbyt różniły sie od technik drukarskich naszych dziadków i babć; potem zmiany posypały się błyskawicznie, jak lawina. Ale te trzy wymienione wyżej tygodniki to była podstawa –  dość solidna – polskiego słowa drukowanego w Kanadzie.  I muszę przyznać, że były prowadzone profesjonalnie, uczciwie i mimo swoich linii ideowych – oferowały swe łamy dla pisarzy, publicystów, felietonistów o bardzo szerokiej gamie ideowo-politycznej. Były prasą autentycznie wolną.  Co było wielką zasługą ich redaktorów naczelnych, którym udało się uzyskać wysoki stopień niezależności i wolności redakcyjnej od dyrekcji prasowych (każde z wymienionych tytułów było własnością innych organizacji polonijnych).

Pamiętam nie jedną, trwająca czasami ponad miesiąc (to były tygodniki) ostra polemikę z innymi autorami (ja miewałem ostre z profesorem Matejką z Uniwersytetu Alberty, który na łamach „Związkowca” reprezentował często rusofilskie i panslawistyczne stanowisko) – nigdy nie przeniosły się one na obszar personalny. Szanowaliśmy się wzajemnie i sprzeczaliśmy o idee, nigdy o osobowość. Ciągle obowiązywała staroświecka zasada grzeczności i tzw. dobrego wychowania.

Z nieżyjącym już profesorem Uniwersytetu w Lethbridge, Adelem-Człowiekowskim prowadziliśmy wręcz zażarte bitwy ideologiczne – on był bardzo silnie zanurzony w idei Narodowców, ja byłem zaciętym ‘piłsudczykiem’, gorącym zwolennikiem idei federacyjnej i po trosze staroświeckim socjalistą mającym wiele sentymentu dla PPS. Mimo to – do końca pozostaliśmy serdecznymi przyjaciółmi. Wiele z tych znajomości zadzierzgnęliśmy, kiedy zorganizowałem mini zjazd polskich intelektualistów w Zachodniej Kanadzie: profesorów, akademików, poetów, publicystów. A byłem wówczas w Kanadzie dopiero jakieś pięć lat. Niektórzy z nich byli już ponad 30 i dziękując za te spotkanie podkreślali z radością, że to pierwsze tego typu odkąd byli w Kanadzie! Znali się w większości, spotykali z okazji jakiś kanadyjskich sympozjów lub sesji naukowych – ale nigdy w tym pełnym gronie i pod tym sztandarem „polskich”.  Ja, najmłodszy – wyznaczyłem każdemu temat referatu do przygotowania. Nie tylko się nie urazili, a przeciwnie, z chęcią się z zadania wywiązali. Sam mówiłem o polskiej literaturze kresowej. Mimo, że czasy były trudne – wspominam je z satysfakcją. I tych ludzi i te przedsięwzięcia.  Dzieliły nas pokolenia i zupełnie odmienne doświadczenia życiowe: od absolwentów jeszcze przedwojennych polskich uczelni, po tych, którzy ukończyli studia i szkoły już w Polsce Ludowej, tych którzy wyjechali w latach 60. i tych najmłodszych stażem emigracyjnym i na ogół wiekiem z mojej fali solidarnościowej. Powoli zawiązywaliśmy silne więzi ze starą emigracja polonijną, tą jeszcze z lat nawet sprzed I wojny.

Coś zaczęło się jednak w Polonii psuć najwyraźniej w okolicach przełomu lat 80 i 90. Następowała wyraźna polaryzacja poglądów i samych zachowań.  Być może to właśnie moja i nieco późniejsza masowa fala emigracyjna z Polski, wniosła zbyt chyba wiele nawyków PRL. Nie ideologii – nie. To była fala najbardziej (od czasów emigracji żołnierskiej z końca lat 40) antykomunistyczna. Ale fala ludzi, których dotychczasowe życie spędzone tylko i wyłącznie w najróżniejszych środowiskach PRL zmieniło nieco. Ich świat był światem ostrych różnic: ‘my – oni’, ‘ja – ty’.  Polaryzacji. Usztywnienia. Braku tolerancji. To była powoli wsiąkająca w nas trucizna systemu. I trucizna ksenofobii.  W połączeniu z dość bezwzględnym wyścigiem materialnym panującym w Ameryce Północnej, dało to często niemiłą mieszankę.  Te przemiany następowały też w okresie olbrzymich zmian w Polsce – ta oczekiwana suwerenność wracała. I nagle wszyscy poczuli, że mają prawo w końcu być wolnymi Polakami . I przez głowę wielu z nas nawet nie przeszła myśl, że nie ma jednego typu Polaka!  Więc ci, których było najwięcej byli świecie przekonani, że Polska i Polak muszą być tacy tylko, jak oni. A każdy inny – to przeciwnik.  Ktoś, kto tą ‘ich’ wolną Polskę chce im znowu zabrać. Oczywiście ten „inny’ myślał często identycznie o nich! To już nie tylko pytania ‘która’ Polska ważniejsza, to pytanie zasadnicze:  która prawdziwsza, jedyna. Przegladający ówczesna prasę mógł odnieść wrażenie, że wszyscy Polacy w Kanadzie pochodzą z tej samej parafii i należą do tego samego kółka różańcowego. Raczej zbliżonego do ‘teologii’ faszyzujących księży narodowców niż teologi księży Twardowskiego czy Tischnera – ‘dobra zmiana’ zanim zdobyła władzę polityczna w państwie, otoczyła mackami Kościół polski.

Jednocześnie, w tym samym okresie, następowała rewolucja elektroniczno-internetowa. Rewolucja, która miała kolosalny wpływ na przekazywanie informacji, na media. I kompletne załamanie się mediów tradycyjnych, a więc prasy.  Poskutkowało to prawie całkowitym upadkiem dobrej prasy polonijnej. To, co pozostało lub powstało nowego w tej dziedzinie w Kanadzie – to były bezwartościowe śmiecie. Cienie tylko dobrej prasy profesjonalnej, jaka istniała wcześniej. Aby zdobyć zanikającego czytelnika, prasa polonijna przestała edukować, oświecać, budzić poważne dyskusje – zaczęła sprzedawać się, jak tania prostytutka, po najmniejszej cenie dla najpopularniejszego klienta. Pisano nie, co pisane być powinno, a co niewybredny czytelnik oczekiwał.  Publikowano i w prasie drukowanej i w formach elektronicznych każdy komentarz, im bardziej chamski, ordynarny, personalny – tym lepszy poklask i popularność.  Niektóre gazety lokalne przestały prawie w ogóle pisać cokolwiek lokalnego, istotnego ‘tu i teraz’, a po prostu wypełniali szpalty przedrukiem artykułów z  kraju lub innych pism i agencji.

Ten stan rzeczy uległ pewnej poprawie dziś ale nie do końca udało się wyeliminować wszystkie wady ostatniego 20-lecia.

Kompletną tragedią było zaangażowanie się KPK (Kongres Polonii Kanadyjskiej) w jedną tylko opcję polityczno-ideologiczną: konserwatywno-prawicową w Kanadzie. I popadnięcie w klerykalizm polityczny połączony z wąską formą ultra-patriotyzmu zamkniętego.  Poskutkowało to całkowitym oderwaniem się Polonii zorganizowanej od Kanadyjczyków polskiego pochodzenia, którym taka forma nie odpowiadała i nie jest wobec nich w jakikolwiek sposób reprezentatywna.

Wszystko to, mimo tych wad, jako-tako działało, gdy placówki dyplomatyczno-konsularne RP w Kanadzie reprezentowały politykę i koncepcję demokratyczne, wyważone, wypośrodkowane.  A ze strony władz federalnych Kanady był jednocześnie (podobnie, jak Kongres Polonii) ultra-prawicowy rząd Stephena Harpera (ich bliskość ideowa wyraziła się  np. głośną sprawą budowy pomnika ofiar komunizmu w Ottawie, która wywołała tyle krytyki i oburzenia Kanadyjczyków ale i wielu Polaków).  Funkcjonowało, bo z jednej strony Polacy w Kanadzie mogli liczyć na pewne wsparcie i poparcie polskich instytucji (ambasady, konsulatów, Instytutów Kultury) RP w Kanadzie na realizację projektów demokratycznych, obywatelskich, a z drugiej KPK miał silne poparcie władz Kanady. Rok 2015 ten balans powalił w gruzy. Wszystko przekręciło się ‘do góry nogami’. Rząd i władze Polski przeszły transformację kompletną, na pozycje klerykalno-populistyczną, dla których słowa „pluralizm”, „tolerancja” są synonimami słów  „wróg”, „przeciwnik”;  w Kanadzie zaś nastąpiła polityczna zmiana w przeciwnym kierunku: na liberalizm ideowy i polityczny, na społeczeństwo obywatelskie, wielokulturowe, na pluralizm.  Polonia tradycyjna, zorganizowana, straciła uprzywilejowane dojścia do rządu federalnego, ale i polscy Kanadyjczycy spoza tej Polonii stracili pewne oparcie (choćby tylko symboliczne) w placówkach zagranicznych RP.

Świetnym przykładem takiej sytuacji są grupy KODowskie w Kanadzie. Ten niezwykły i błyskawicznie się rozwijający ruch obywatelskiej opozycji demokratycznej – zyskał bardzo szybko zwolenników w Kanadzie. Ale … . No właśnie: ale. Pozbawieni kompletnie jakiegokolwiek wsparcia ze strony polskich jednostek konsularno-dyplomatycznych, będący poza grupami zorganizowanymi Polonii i oparty w większości na indywidualnych jednostkach a nie grupach – nie potrafią odruchów sprzeciwu wobec tego, co rząd polski robi przeobrazić w środowisko skupiające innych o podobnych przekonaniach. A środowiska zorganizowane zostały dość dobrze przez ostatnie dwadzieścia lat zindoktrynowane. Nie bez ‘czułej’ opieki kleru polonijnego.  Zwłaszcza kleru zakonnego (Oblaci i Chrystusowcy), który ze zrozumiałych względów wykazuje się dużo większym posłuszeństwem i karnością wobec hierarchii kościelnej w Polsce niż zwykli ‘cywilni’ księża diecezjalni.  Więc ‘kanadyjscy kodowiczanie’ czują się trochę sfrustrowani, że nie potrafią lepiej i więcej robić. I w większej grupie. To naturalny odruch każdej nowej grupy, organizacji. Że nie od razu wszystko wychodzi.  Że pojawiają się piętrzące się problemy.  Podczas, gdy winni być dumni, że potrafili w tak krótkim czasie w ogóle się zorganizować. Zaistnieć, jako coś zupełnie innego i odmiennego, w środowisku. W środowisku niekoniecznie sympatycznym wobec nich (mówię naturalnie o środowisku polsko-kanadyjskim). W dodatku wymogi ruchu Komitetu Obrony Demokracji są kompletnie inne od wszystkiego, co do tej pory  w ‘polskiej’ Kanadzie mogli poznać; ten ruch wymaga działalności demokratycznej i na rzecz współczesnej demokracji.  Na przykład zgadzać się na to, że mamy inne poglądy. I że to nawet nie tolerancja, a po prostu zwykła rzeczywistość. Że nie wymaga żadnego wysiłku ani wyrzeczenia się czegokolwiek.   Gdy ktoś ci się zwierza: ‘nie znoszę mleka’ są dwie alternatywne reakcje:  a) ‘ to strasznie smutne, bo mleko przecież takie zdrowe! mam nadzieję, że przynajmniej inne produkty nabiałowe spożywasz’ (typowa i negatywna) i b) ‘a ja bardzo lubię. Ale dziękuje, że mi powiedziałeś, to będę uważać aby cię nie stawiać w kłopotliwej sytuacji i nie oferować szklanki mleka’  (zdrowa i demokratyczna). Zaczynam odnosić wrażenie, że dzięki skrajnej postawie obecnej większości parlamentarnej w Polsce – docenimy to, na co do tej pory uwagi nie zwracaliśmy. Paradoksalnie – poprzez coraz węższe obszary wolności, szacunku i początkowy, przerażająco głęboki rów dzielący Polaków – zacznie nam brakować siebie. Naszego dobrego sąsiedztwa, naszej fajnej ‘inności’ lub wręcz ‘egzotyki’.

Przed wyjazdem z Vancouveru, Krzysztof Olendzki (do niedawna Konsul Generalny RP) wygłosił oryginalną prelekcję na temat organizacji społecznych i roli pieniądza w NGO. Dziwną, bo sugerował, że działalność społeczna bądź łączenie się w grupy to cecha ściśle chrześcijańska. Naturalnie, że masa jest i była grup , które robiły to na bazie wiary chrześcijańskiej. Ale sugerowanie, że to jedyna lub nawet główna forma organizowania się (wiara) jest absurdem pozbawionym jakiegokolwiek oparcia w wiedzy historycznej. Ale to mnie nie zdziwiło Było strasznym zawężeniem, ale nie było fałszem. Co mnie najbardziej zaskoczyło, to jego apel  do zebranych na prelekcji, wygłoszonej na uniwersytecie, przedstawicieli grup liderskich Polonii. Apel by łączyli się z tymi, których znają, którzy mają podobne do nas poglądy, podobne upodobania. Bo wtedy ta działalność będzie pozytywna i bezkonfliktowa.  Wydało mi się to szalenie płytkie i zbyt łatwe rozwiązanie. Dobre dla kółka wzajemnej adoracji, nie zdrowej organizacji demokratycznej. Dopiero po chwili zrozumiałem, że było to grzeczne ostrzeżenie liderów polonijnych by nie dopuszczali w swoje szeregi Polaków inaczej myślących. Niezależnych. Że nie chodziło o rozwój Polonii kanadyjskiej a zatrzymanie jej w czasie, obarykadowanie. I to była bardzo zła rada. Teraz pan Olendzki będzie przewodniczył nowemu mega-instytutowi, który otrzyma wielkie fundusze i pieczę nad kontaktami kulturalno-historycznymi z Polonią.  A naszym – demokratów – zadaniem jest zaprzeczenie wizji pana Olendzkiego. Jest budowanie mostów a nie barykad.  Otwieraniem drzwi i furtek, a nie otaczanie domów zasiekami z drutu kolczastego.  Nigdy nie byliśmy wszyscy tacy sami. Dlaczegóż teraz mielibyśmy udawać, że jesteśmy? Jakiż to wróg śmiertelny stoi u naszych bram, byśmy musieli zrezygnować z naszych indywidualności, z naszych pięknych różnic?  To one tworzą koloryt Polski i Polaków. Na samym końcu prawdą niepodważalną jest to, że państwo i władza są wtedy tylko reprezentatywne i na tyle tylko na ile bronią wolności osobistej swoich obywateli. Bo na co dzień nie prowadzi się wojny i nie robi pospolitego ruszenia. Na co dzień ma panować pokój i spokój.  I uśmiechnięci obywatele spacerujący w drodze do swoich kościołów, zborów, domów modlitewnych, świątyń, meczetów, soborów, synagog lub też po prostu do parku, kina, kawiarni, pubu.  Każdy, gdzie chce indywidualnie. I zjednoczony jedną tylko myślą i celem zasadniczym – byśmy wszyscy mogli to robić i szanowali siebie nawzajem.  Cała wielka teoria polityczna. Prosta i jasna. Nie zajmujmy się sumieniami i losem pozagrobowym innych. Zajmujmy się swoim sumieniem.  A nagle okaże się, że ten ‘inny’ to zwykły, sympatyczny współobywatel. Sąsiad. Znajomy. Fajny facet lub facetka, z którymi się fajnie rozmawia. I ciekawie, bo mówią rzeczy , które mało nam są znane – a przez to właśnie ciekawe. Więc zakładajmy organizacje właśnie z ludźmi bardzo różnymi. Nie będzie wówczas wiało nudą na tych zebraniach, spotkaniach.  Bo, jak jest nudno i sztywno to wiadomo – z nudów zaczynamy się kłócić …

Dużo osób nie lubiło Platformy Obywatelskiej i rządów PO.  PO przegrała, ale Polska pozostała. Dużo osób w Kanadzie nie lubiło konserwatystów i rządów Harpera –  przegrali, ale Kanada pozostała. Wielu z nas nie może patrzeć i słuchać, co robią obecne władze PiS w kraju. OK, tylko, że oni też miną – a Polska pozostanie. I pozostaną Polacy, którzy są za i przeciw. Będziemy musieli razem żyć. Więc tych murów miedzy sobą nie budujmy za wysokich, bo i tak trzeba będzie je potem burzyć. I pogódźmy się w końcu z faktem, z rzeczywistością a nie mitem: nie jesteśmy narodem i państwem jednomundurowym, nie należymy do cywilizacji bizantyjskiej z bogiem-carem-patriarchą na czele.

Polskę budowało i za Polskę ginęło wiele grup etnicznych, przedstawiciele wielu wyznań i religii i niewierzący też.  To jest też ich kraj. Nie należy w całości do jednej, choćby najliczniejszej, grupy. Należy do wszystkich.

I – poza wspieraniem głównych działań Komitetu Obrony Demokracji w kraju – niech nie zapominaja o tej przyszłości KODerzy kanadyjscy. Nie chodzi o to, byśmy wrócili do starych nawyków, które zaowocowały taką  skostniałą, sztywną i nietolerancyjna Polonią, jaka wysłoniła się w ostatnim 20-leciu i starali się tą ‘wojenkę’ ideową wygrać z okrzykiem: ‘teraz my wam pokażemy!  Polskość to my a nie wy’. Nie, chodzi o coś dokładnie odwrotnego. Polskośc to nie ‘my’ ani ‘oni’. Polskość, a sciśle mówiąc: demokratyczna polskość, to i ‘oni’ i ‘my’.  Oparta na wzajemnym szacunku i uznaniu ‘ich’ i ‘nas’. Na uznaniu, że jest tej ‘polskości’ wiele. I każda ma prawo bycia. Ten konflikt, który obecnie roznieciły i wyolbrzymiły rządy PiS, jest de facto olrzymią szansą na odbudowę zdrowych relacji i pogodzenie się z rzeczywistością. A nie gnuśnięciu w mitach.