4 Czerwca – święto wolności w Polsce – 2017

Poniżej publikujemy Uchwałę I Walnego Zjazdu Krajowego Stowarzyszenia KOD.

 

Uchwała Krajowego Zjazdu Delegatów Stowarzyszenia Komitet Obrony Demokracji z dnia 27.05.2017 w sprawie 4 czerwca – Święta Wolności i Praw Obywatelskich 4 czerwca 1989 roku, w pokojowy i demokratyczny sposób, Polacy obalili system komunistyczny trwający od ponad 40 lat. Tym zwycięstwem otworzyli drogę do nadziei innym narodom naszego regionu! Zburzenie muru berlińskiego, uznawane w wielu krajach za symbol upadku komuny, miało miejsce dopiero w listopadzie 1989 roku i było konsekwencją wcześniejszych wydarzeń w Polsce. Świętujemy wiele powstań i wydarzeń patriotycznych, lecz to właśnie czwarty czerwca jest jednym z niewielu, a może jedynym, które przyniosło Polakom zwycięstwo bez daniny krwi. Zwyciężyliśmy dzięki mądrości i konsekwencji! Zwyciężyliśmy nie tylko dla siebie, ale dla Europy! Władysław Frasyniuk, jeden z legendarnych przywódców opozycji antykomunistycznej, powiedział o tym święcie: „To taki współczesny dzień niepodległości. Powinniśmy pokazać szacunek dla tej daty. To był moment kiedy nawet komuniści wiedzieli, że to koniec systemu, że idzie duża zmiana. […] 4 czerwca to najlepsza okazja, by pokazać, że Polacy nie oddadzą wolności.” Europie dziś szczególnie potrzeba nadziei na nowe odrodzenie. Uwierzmy w to sami i przypomnijmy światu: znów nadzieja może przyjść z Polski. Świętujmy dzień 4 czerwca w sposób radosny, dumni z naszego wielkiego zwycięstwa! Świętujmy ten dzień również w poczuciu odpowiedzialności za dziedzictwo wolności, jaki otrzymaliśmy. Niniejsza uchwałą Krajowe Zebranie Delegatów Stowarzyszenia Komitet Obrony Demokracji wzywa i apeluje do swoich członków, ale i do wszystkich Polaków: Świętujmy dzień 4 czerwca jako wspólny, ponad wszelkimi podziałami dzień odzyskania wolności od komunistycznego reżimu. Niech to będzie dzień naszej Wolności i Praw Obywatelskich! Niech to Święto zapala radosny płomień dumy w naszych sercach! Niech budzi świadomość, że dziedzictwo wolności jest darem, o który warto walczyć! I trzeba go strzec.

Advertisements

Katafalk na Krakowskim Przedmieściu

skrzyneczka

Nie, nie jest to przypomnienie wystąpienia ani zwrócenie uwagi na kolejną miesięcznicę smoleńską. Chcę zwrócić uwagę na sam element graficzny, na ten obraz, to zdjęcie. Proszę się wpatrzeć nie absorbując zbyt samym tematem miesięcznic i całą otoczka tego. Sama symbolika zdjęcia i obecne na nim elementy. A ja pozwolę sobie dać wstępny opis dla lepszej reprezentacji w czasie i przestrzeni:

Czas: rok 2017. Centrum stolicy Rzeczypospolitej Polskiej, przed gmachem Prezydenta Państwa, na jednej z głównych tras turystyczno-reprezentacyjnych stolicy państwa.

Tło: Na byle jak przysłoniętym, ad hoc ustawionym podwyższeniu, stoi przywódca państwa. Tak, przywódca. Ani prezydent, ani premier ani nikt inny nie ma w Polsce tej władzy, jaką on posiada. Jest więc przywódcą. Rządy innych państw też to doskonale wiedzą. A co ważniejsze: wiedzą wszyscy obywatele Polski. Ci ‘za’ i ci ‘przeciw’. Można utyskiwać, że to zwykły poseł, ale każdy wie, że ten poseł ma całkowitą władzę – taką, jaka jest w tym państwie dostępna – w swoich rękach.

Więc ten przywódca na byle jakim podwyższeniu-mównicy, za nim kilku marnie wyglądających starców (nie ich wina, nie o przytyk personalny tu chodzi, a o to co widzimy) z jakimiś dewocjonaliami religijnymi, obok wielki płonący krzyż wotywny, z tyłu krzyż drewniany. Nawet ochrona wygląda bardziej na lokalnych osiłków niż na ochronę rządową. Raz jeszcze: rok nie jest 1980, nie jest 1947, nie jest 1935 ani 1918. Jest 2017. Państwo jest w centrum Europy. Ten niski pan to przywódca tego państwa.

Czy to jest państwo, za które ginęli nasi rodzice i dziadkowie w latach 1939-45? Czy tak sobie to państwo my wyobrażaliśmy w latach 1980-89? Czy tak sobie je wyobrażaliśmy w 2014 roku? Czy to obraz właściwie reprezentujący pejzaż Polski XXI wieku?

I czy współczesna demokracja XXI wieku może znieść polityczny system władzy, gdy najwyższe Urzędy władzy  (prezydent, rząd, marszałkowie sejmu i senatu oraz p.o. prezesa Trybunału Konstytucyjnego) są wykonawcami woli osoby, która funkcji państwowej jakiejkolwiek nie pełni?

Czy ta mównica-katafalk z drabinką, te krzyże płonące i sosnowe regularnie przed Pałacem Prezydenckim ustawiane to reprezentacja Państwa Polskiego? A więc, symbolicznie, reprezentacja obywateli Polski?  Czy ferwor religijny stał się reprezentacja ferworu patriotycznego i politycznego?

Czy też -by złagodzić obyczaje – nieco ten konterfekt niepokojący pociągnięciem pędzla złagodzić? Zacieniować akcentem pięknym Białych Róż?

Niechże stanie się to nową tradycją, otoczką tego dziwnego folkloru Miesięcznic Smoleńskich.

Zaczarowany Chruśniak w Vancouverze

cover

29 kwietnia 2017 w Vancouverze, lokalna Grupa Sympatyków KOD zorganizowała Wieczór  “W zaczarowanym chruśniaku” poświęcony twórczości i sylwetce Bolesława Leśmiana.

W uroczej salce klubowej osiedla Co-Op na Marpol zebraliśmy się w blasku świec, zapachu herbaty i kawy, pysznych polskich ciast i placków (już to wystarczyłoby za poezję – placki śliwkowe i truskawkowe zaraz w jakieś łąki i ogrody polskich miasteczek sprzed lat nas wspomnieniem wróciły …), nawet samowar się znalazł.

Wsadzili mnie w jakiś wygodny fotel przy stoliku z lampką wieczorną i trochę rysowałem z pamięci portret poezji Czarodzieja Polskiego Słowa i portret jego wierszy. Nie był to rysunek akademicki, rzeczowy – raczej kreskówka własnych wrażeń i spotkań z jego poezją. Od czasów “Chimery” Młodej Polski, po lata dojrzałe. Skupiłem się na – zdaniem moim – jego największym, można zrzec epokowym osiągnięciu, jakim był wydany w 1920 tomik “Łąka”. Jako, że były to ledwie refleksje a nie jakikolwiek wykład, więc szczęśliwie zamieniło się to rychło w swobodną dyskusję, pytania i wspólne szukane odpowiedzi.

Naturalnie było czytanie wierszy. Ode mnie tych, które na moją młodość wielki wpływ wywarły. Nie tylko literacki. Niektóre i dziś, po tylu latach i po tylu własnych doświadczeniach, wbrew siwiejącym i rzednącym włosom – porywają swym czarem erotyki, uniesieniem, parnością ranków i wieczorów w lesie, nad rzeką, na łące jakiejś … W jakimś malinowym chruśniaku .

W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem
Zapodziani po głowy, przez długie godziny
Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem.

… /// …

I stały się maliny narzędziem pieszczoty
Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całym niebie
Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
(…)

Jego twórczość jest silnie związana z prądami modernizmu a jednocześnie uciekająca od niego filozoficznie. Leśmian był poniekąd poetą egzystencjalnym i wyznawcą filozofii Bergsona, a nie – jak wielu mu współczesnych lub nieco tylko młodszych poetów Dwudziestolecia – Schopenhauera i Nietzschego.  Był też wytrwałym obrońcą tradycyjnego wiersza sylabotonicznego. Jego ‘inność’, uważana często wówczas za epigonizm młodopolski, nie przynosiła mu uznania w licznych kręgach krytyków literackich kawiarń krakowskich i warszawskich. Mimo to, nikt inny, jak twórca nowej poetyki polskiej, Julian Przyboś doceniając jego wielkość napisał: “Gdy rozglądam się po poezji światowej niewiele znajduję przykładów podobnie bohaterskiej zaciekłości w walce słowem poetyckim o ‘możliwość innej jawy’ “.  Po wojnie i wiele lat po swojej śmierci (zmarł w 1937) nastąpił renesans jego twórczości. Wyjątkowa melodyjność wielu jego wierszy doczekały się świetnych interpretacji piosenkarskich w wykonaniu wielkich polskiej estrady, zwłaszcza tej z kręgu ‘poezji śpiewanej’: Ewa Demarczyk z niezapomnianym “Garbusem”, Czesław Niemen, Marek Grechuta, Magda Umer, Krystyna Janda, Magdalena Kumorek.

Bodaj najpełniejszą próbę opisu twórczości Leśmiana zaoferował Jacek Trznadel:

Leśmian, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli egzystencjalizmu literackiego w literaturze europejskiej, stawia obok formuły nicości i absurdu, obok tyleż postulowanych, co niemożliwych wiar transcendentnych, formułę humanizmu wyrażającego się w solidarności i miłości człowieka do człowieka i wszelkiego bytu. / … /  Z przepaści wydobywa i nad przepaścią podtrzymuje człowieka człowiek. (“Bolesław Leśmian. Poezje”, PIW, 1975, str 395)

A my, zebrani w tej klubowej salce słuchaliśmy własnie tych znanych piosenek, bawiliśmy się leśmianizmami (tak określa się jego oryginalne, choć niesłychanie poprawne słowotwórczo, neologizmy poety), jak choćby ‘cichogrobkiem’ z wiersza o tym samym tytule, daliśmy się porwać czarowi poezji. Było trochę jak w ciepłym, letnim, znanym z dzieciństwa chruśniaku…

Rok 2017 miał być w kulturze polskiej ogłoszony przez Senat, Rokiem Leśmiana. Obecna większość senacka zaniechała tego z jej tylko znanych, a przez nas przypuszczanych, powodów. Nie szkodzi. Społeczeństwo wolne bez parlamentów i senatów celebruje swoich wielkich. Tak my celebrowaliśmy Leśmiana.

Wielkie podziękowania dla gospodarzy Wieczoru, uroczych pań Agnieszki Bylickiej i Tamary Szymańskiej-Golik.

 

 

Marsz Zła w Warszawie

by Bogumił Pacak-Gamalski

onr11

(zdjecie i fragment artykułu Ewy Karban-Jastrzębskiej z  serwisu prasowego KOPDUJ24.PL)

“Trzeba mieć prawdziwą odwagę, aby wyjść na ulice kiedy płynie lawa pomyj. I próbować postawić jej tamę. Nasz czas naznaczony jest doświadczeniem totalitaryzmu. Jest przyzwolenie na kłamstwo i zgoda na przemoc. Weszliśmy w rzeczywistość, która już była i przyniosła gorzkie owoce. Trzeba być zwyczajnym tchórzem, aby udawać, że nic się nie stało. Trzeba być pozbawionym wyobraźni, aby sądzić, że pozostanie to bez wpływu na przyszłe losy miejsca, w którym żyjemy. Bo dziś, przez miasto przeszła fala zła.

29 kwietnia brunatne koszule wyległy na ulice Warszawy. Noszący je ludzie wznosili okrzyki nienawiści, świętując w ten sposób rocznicę, która budzi demony. Ich równy marsz i śpiewy, ich buta i duma rodzą najgorsze skojarzenia. Oto nieodrodni potomkowie idei, która połączyła bezrozumne tłumy i pchnęła je do zbrodni na ludzkości. W historii mogą przejrzeć się jak w lustrze. A potem budzić się z krzykiem. Ale jeszcze nie czas, aby to pojęli.”

Trzeba mieć odwagę aby protestować… . To prawda, choć nie protestować nie można.
29 kwietnia 2017 roku w samym sercu Warszawy przeszedł ponury, przerażający marsz polskich faszystów spod znaku ONR.  Nie pierwszy raz w wolnej Polsce ale pierwszy w tak wymownej, pełnej pychy i własnej siły symbolice. Ochraniany przez polską, warszawską policję.  Ze zdumieniem oglądałem relacje filmowe z tego Marszu Zła i przecierałem oczy nie ufając temu, co widzę. W Warszawie. W mojej Warszawie. W Warszawie, która za sprawa faszystów innej, niemieckiej narodowości prawie zginęła na zawsze. Prawie przestała istnieć zamieniona w zwały dymiącego gruzu. W Warszawie, którą faszyzm systematycznie, dom po domu, ulica po ulicy, dzielnica po dzielnicy wysadzał w powietrze, palił. Gdzie nie ma nic za Żelazną Bramą, choć były tam barwne, gwarne ulice, co by przypominało nawet na moment Jej mieszkańców, którzy wraz z dymem getta warszawskiego zamienili się w popiół historii. Naszej, polskiej. Bolesnej. Która nigdy nie wróci. Warszawie, gdzie młody Krzysztof Kamil wraz z kwiatem młodej, warszawskiej inteligencji legli jak nie milknący krzyk od kul wrażego faszyzmu hitlerowskiego. W tej Warszawie skąd wywożono ciężarówkami polską inteligencję do lasu w Palmirach, by już nigdy z tego lasu nie powrócić. Tego lasu i tych grobów, które jako młody chłopiec przyjeżdżałem oglądać ze smutkiem. I mieć  zaciśnięte , dziecięce piąstki i powtarzać przez jeszcze bardziej zaciśnięte zęby: nigdy już faszyści do Warszawy nie wrócą, nigdy!
Palmiry_ostatnia_droga
Warszawianki prowadzone na rozstrzelanie w Palmirach
A wrócili. Nasi, właśni. Polscy. Co jest tym boleśniejsze, tym trudniejsze do zrozumienia. Choć – czy rzeczywiście jest w ogóle możliwe do zrozumienia? W kraju, który jak żaden bodaj inny najbardziej i najdłużej wycierpiał i wykrwawił się pod faszystowskim buciorem… . Kim są, skąd się wzięli? Bandą bezmyślnych, zaślepionych złoczyńców. Bandą pozbawiona skrupułów i moralnych drogowskazów. Pod przywództwem ludzi groźnych, niebezpiecznych. Wrogów Polski. Tak – wrogów. Bo jeśli Polska może istnieć, jako polska – musi być wolna, suwerenna, demokratyczna. Bez tego nie ma wolnej Rzeczypospolitej. Może być Generalna Gubernia, może być Królestwo Polskie rosyjskiego cara, może być PRL sowieckie – nie może być Wolna i Suwerenna.
Marsz ONR 29 kwietnia w Warszawie był marszem brunatnych koszul i buciorów deptających groby pomordowanych w Palmirach, groby nieznane żołnierzy Powstania w Getcie warszawskim, i groby  w kamienicach, na podwórkach, w kanałach, na barykadach kwiatu Warszawy wojennej, kwiatu Miasta Niepokonanego: powstańców warszawskich z 1944 roku.
Nigdy, nigdy faszystom jakiejkolwiek nacji,a zwłaszcza polskiej, Warszawy nie oddamy. Nigdy. Bo to tak, jakbyśmy zgodzili się na nowo zamordować tych wszystkich, którzy ja od wieków bronili. Aby była uśmiechnięta, radosna, swobodna. Wolna.

Spodziewać się można było protestów naszych, w Kanadzie. Naszych zacnych (?) organizacji, stowarzyszeń, KPK. Nie znalazłem. Choć z kimkolwiek nie rozmawiałem był tym  Marszem Zła oburzony. Ja wiem i rozumiem, że my się ‘do polityki mieszać nie powinniśmy’. Ale są momenty, że nie mieszanie się do polityki – jest polityką. Złą. Karkołomną. Przynosząca Polsce szkodę. Nasze dzieci i nowe pokolenie polonijne tu urodzone muszą wiedzieć z jakiej Polski mogą być dumnie, z jakiego dziedzictwa narodowego rodziców i dziadków sięgać po wzory. A dziś lepiej niż kiedykolwiek przedtem wiemy, że nie z każdego.

Nie wszyscy wstydliwie jednak milczymy. Poniżej załączam List Otwarty do Prezydenta RP, Andrzeja Dudy od dziesiątków Polaków skupionych od Montrealu po Vancouver w grupach sympatyków Komitetu Obrony Demokracji. Jedne liczą po parędziesiąt, inne po kilkanaście osób. Inni na spotkaniach prywatnych szeptem wyznają: ‘jesteśmy z wami, popieramy’.  Smutne, że dożyliśmy znowu czasów, gdy takie deklaracje znowu się szeptem wypowiada …  To jednak już inny temat. Ważne, że naszego, z Kanady, głosu nie zabrakło w morzu oburzenia i protestu wobec tej profanacji  narodowej, jaka był ten Marsz ONR w Warszawie.

Wśród protestujących wobec maszerujących faszystów zauważyć łatwo było ludzi trzymających w poprzek ulicy długie transparenty z napisem “Granica Przyzwoitości”.

Tej granicy nikt nie powinien przekraczać. Bez względu na poglądy polityczne. Co słusznie w tym Liście podkreślono.

Pan

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej

Andrzej Duda

Warszawa, Polska

 

Panie Prezydencie

Państwo Polskie, po odzyskaniu upragnionej wolności i suwerenności w 1918, szukało różnych, często dziwnych, dróg do kształtowania tej II Rzeczypospolitej. Wszak po ponad 120 laty niewoli nie mogła być i w rzeczy samej nie była tym samym, identycznym państwem, jakim była I Rzeczypospolita. Byliśmy jednak, mimo zaborów, ciągle częścią Europy i europejskich systemów filozoficznych i politycznych. Podobnie, jak w wielu innych krajach europejskich niektórzy, na szczęście nieliczni, szukali tej nowej drogi na manowcach rodzimego faszyzmu. Po zawaleniu się ustalonego od stuleci porządku legalistyczno-państwowego błądzono w ideach innych. Jedną z nich był rodzący się faszyzm narodowościowy. Władze państwowe II Rzeczypospolitej dość szybko i zdecydowanie rozwiązały organizację najbardziej radykalną spośród faszyzujących grup polskich – ONR. Być może dzięki temu uniknęliśmy stoczenia się w ciemności wyborów: włoskiego, hiszpańskiego czy portugalskiego. Nawet stosunkowo łagodny – wszak też mimo to zbrodniczy – faszyzm węgierski ominął nasza ojczyznę. Nikt jednak nie mógł nawet przewidzieć lub przewidzieć nie potrafił, jaką drogę wybierze faszyzm naszych najbliższych sąsiadów: niemiecki. Byli tacy i są ciągle, niestety, którzy usiłowali sugerować, że hitleryzm nie jest spadkobiercą faszyzmu europejskiego. My, Polacy – wiemy, że hitleryzm to naturalna i logiczna konsekwencja ideologii faszystowskiej. Cała Europa padła ofiarą tej kulminacji zła faszyzmu, jakim był niemiecki nazizm i hitleryzm. Ale nikt bodaj nie padł tak krwawo, tak tragicznie, jak Polska.

Symbolem tej ofiary, tego straszliwego, nieporównywalnego z jakimkolwiek innym okresem naszej historii, losu była Warszawa i jej hekatomba. Warszawa symbolizowana przez dwa zrywy Jej mieszkańców: Powstanie Żydów warszawskich w Getcie: beznadziejne, militarnie bez znaczenia a bezapelacyjnie wielkie zwycięstwem ducha nad ciemnością; i Powstanie Warszawskie, wszystkich warszawiaków. Powstanie, które mimo wieloletnich, a dziś już czysto akademickich, sporów o jego sens – w swej klęsce stało się polskimi Termopilami. Warszawa stała się Spartą wszystkich polskich polis. W walce z faszyzmem i próbie zawładnięcia własnym Domem zanim włamie się do niego komunizm. Wiemy, co stało się potem. Wiemy, jak to Miasto płonęło tygodniami, dom po domu, ulica po ulicy … . Mieście, gdzie obok tysięcy innych, padł młody Krzysztof Kamil Baczyński. A nim padł od faszystowskiej kuli , zdążył był napisać:

I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,

i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut – zło.

Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.

Czy to była kula , synku, czy to serce pękło?

Tak umierała Warszawa pod naporem faszystowskiej pogardy wobec człowieka. Po to by nigdy już Jej ulicami faszyści butnie nie stukali obcasami czarnych buciorów w Jej bruk.

Panie Prezydencie – w związku ze strasznym i przerażającym Marszem Polskiego Faszyzmu ulicami Warszawy – Miasta Niepokonanego – mówimy głośno NIE!

Nie ma miejsca w ulicach, alejach warszawskich na Marsze Faszystów. Nigdy nie będzie. Nie w tym Mieście, które z rąk tej zbrodniczej ideologii opływało krwią i cierpieniem na skalę niespotykaną. Warszawska Policja musi stać w obronie demokracji, tolerancji i wolności polskiej – nie w obronie polskiego faszyzmu. Hańba tym, którzy na to wyrazili zgodę. Wyrażamy nasze najgłębsze oburzenie tym strasznym Marszem Nienawiści i zgodą polskich władz na tego typu manifestacje zła. To Granica Przyzwoitości, której przekroczyć nie wolno nikomu. Hasła tych faszystowskich środowisk o ‘Wielkiej Polsce” są zbyt bliskie, zbyt niebezpiecznie bliskie, hasłom ‘Deutschland über alles’. A przecież nikt normalny nie określi dziś hitleryzmu, jako odmiany niemieckiego patriotyzmu. Tak, jak polski faszyzm nie może być odmianą polskiego. Faszyści nie mają prawa nigdy więcej stukać swoimi buciorami w bruk warszawskich ulic.

My, Polacy zamieszkali w Kanadzie, którym ojczyzna naszej młodości zawsze będzie bliska i ważna, zwracamy się do Pana, sprawującego Najwyższy Urząd Rzeczypospolitej Polskiej o jednoznaczne potępienie tego Marszu Zła i podjęcia kroków by nigdy więcej. By żadna polska pisarka nie musiała nigdy powtarzać słów Zofii Nałkowskiej: ludzie ludziom zgotowali ten los.

Mogą nas dzielić przekonania polityczne, nawet światopoglądy – nie mogą nas dzielić imponderabilia polskie.

 

W imieniu naszych członków skupionych w grupach lokalnych KOD_Polonia_Canada w Calgary, Montrealu, Toronto i Vancouverze oraz bratniej grupy autonomicznej KOD-Ottawa:

  • Koordynatorzy KOD_Canada: Anna Bocheńska, Bogumił Pacak-Gamalski, Marek Tucholski; za KOD-Ottawa: Bogumiła Kopcewicz i Piotr Sobierajski;
  • reprezentujący Grupy lokalne: Toronto – Bożena Krzyżanowska, Calgary – Małgorzata Gasperowicz, Montreal- Lucja Dziedzic, Vancouver – Agnieszka Bylicki i Tamara Szymańska-Golik.

Członków indywidualnych z miejscowości, gdzie nie istnieją zorganizowane Grupy Lokalne KOD reprezentują bezpośrednio Koordynatorzy KOD_Canada. List i jego treść dyskutowany był we wszystkich Grupach i nikt nie wyraził sprzeciwu wobec jego treści lub odmowy podpisania Listu. W sposób jasny reprezentuje uczucia głębokiego oburzenia wszystkich naszych członków i sympatyków wobec tego Marszu Zła ONR w Warszawie.