2018 – rok stulecia Niepodległości

Drukowanie

Polskie środowiska twórcze i ludzie związani bezpośrednio z kulturą polską tworzą projekt solidnego upamiętnienia roku 2018. Roku rocznicy odzyskania niepodległości po 123 latach zaborów.

To, co w historii państw i narodów najtrwalsze, najistotniejsze – to własnie kultura i sztuka. Osiągnięcia materialne, przemysłowe, militarne, ekonomiczne mimo swej wagi i znaczenia, częstokroć po okresie rozwoju i zenitu – upadają, zanikają, tracą na ważności i znaczeniu. To własnie te efemeryczne – wydawałoby się – wydarzenia i osiągnięcia kulturalne stanowią o tym kim, jako państwo i obywatele jestesmy.
Żadne granice ani ustawy polityczne nie określają nas tak wyraźnie, jak kultura właśnie. Nie może więc być wolnego państwa bez wolnej kultury. A bez wolności nie ma suwerenności. To warunek sine qua non.

Tak więc hasło “Kultura Niepodległa” jest de facto hasłem “Kultura Niezależna, Wolna”. Tylko taka zresztą może istnieć, powstawać. Kultura nakazowa, sterowana jest zaprzeczeniem jej twórczych soków, jej naturalnej umiejętności znajdowania Norwidowskich diamentów w lawie błota przeciętności i jednorodności.

Być może ten projekt, bez politycznego sterowania z zewnątrz, zrodzony przez same środowiska twórcze będzie najtrwalszym i najwartościowszym sposobem uczczenia tej Rocznicy.

Elity – wbrew opiniom ideologicznych wyznawców maoizmu, stalinizmu i kaczyzmu – nie są rakiem społeczeństwa. Elity to drożdże zdrowego społeczeństwa i narodu.

Kultura Niepodległa

Advertisements

o spacerach, historii i współczesności … o białej róży i drewnianym krzyżu na Krakowskim Przedmieściu

Bogumił Pacak-Gamalski

 

P4100092.JPGLubią warszawiacy chadzać po Trakcie Królewskim. Ujazdowskimi, przez Nowy Świat ku Krakowskiemu. I ja nie raz cały ten szlak od Dolnych Łazienek aż pod Zamek odbyłem. Zawsze w tłumach cieni postaci i wydarzeń znanych z historii tego miasta i kraju. Obrazy Canaletta mijałem, obiady w salonie pani Kalergis, Orzeszkową spotykałem, Prusa, na Nowym Rynku wychodzącą z pensjonatu klasztornego młodą Konopnicką, za Marszałkiem pochylonym szedłem, gdy rano chodził do Ministerstwa Spraw Wojskowych z Belwederu, mijałem Witosa i Daszyńskiego, prezydenta Narutowicza, gdy jechał na otwarcie wystawy w Zachęcie, prezydenta Wojciechowskiego, gdy jechał na Most Poniatowskiego, młodego Baczyńskiego, gdy ze śmiechem wybiegał z bramy uniwersyteckiej… Widziałem przez mgłę historii sotnie kozackie pędzące w 1905 demonstrantów w tym samym miejscu, w którym milicja pędziła studentów w 1967.
Teraz widzę na filmach i zdjęciach tysiące policjantów, ludzi wciąganych do wozów policyjnych …

Trakt Smoleński

Chodziłem tym Traktem Króli i Prezydentów,
spacerowałem od Belwederu, przez parki kolejne
ku gmachom Ministerstwa,
śladami smutnego Pana w maciejówce
na głowie i Polsce w sercu.
Potem dalej nieco, gdzie skręcało
się w Wiejską, gdzie chodził
poważny wiejski gospodarz
z podkrakowskiej wsi, gdy
rolę krajową przyszło mu chędożyć.
Za kościołem św. Aleksandra Trakt
zwęża się w kupiecką uliczkę nowo-światową,
kawiarnianą, aż do bram uniwersyteckich.
Pani – w sukniach długich, z parasolką – Orzeszkowa,
tam spacerowała, pan Prus przechadzał się do sklepu
kolonialnego pana Wolskiego.
Pałac Namiestnikowski złe chwile przypominał,
więc szybko go mijam, by nahajką kozacką
przez plecy nie być pogłaskanym.
Ot i znowu, policja jawna i tajna kordonami
go otoczyła, mały człowiek w czarnym surducie
z uporem policmajstra i wiarą Czarnej Sotni
w świętość Ławry Poczajowskiej,
mówi, że kto w Boga wierzy – wierzy w Cara.
Już widać fasadę św. Anny i katolickiego
Szweda z krzyżem w dłoni na kolumnie.
I czerwoną fasadę Zamku Królewskiego.
Ale do placu ze Szwedem kolumnowym
dostać się nie sposób. On swojej kolumny
krzyżem i szablą broni, a kolumny jazdy kozackiej
bronią dojścia do Zamku. Policmajster – dowódca Sotni –
w czarnym surducie sortuje obywateli
na prawilnych i tych mniej, pół-szwedzkich prawie.
Ławra Poczajowska rozwija sztandar najświętszy
Bojarów Wyklętych: Boh, Cześć i Car.

/B. Pacak-Gamalski, 11 sierpnia , 2017/

TRAKT ZNIEWOLENIA

Miesięcznice smoleńskie. Taką nazwą określono odbywające się od kilku lat manifestacje  organizowane przez Jarosława Kaczyńskiego, posła na Sejm RP i Prezesa PiS. Od końca 2015 roku te miesięcznice stały się jakoby symbolicznym centrum zmian zachodzących w Polsce. Zmian systemowych, samego charakteru państwa polskiego.

Jakkolwiek boje polityczne, ideologiczne odbywają się wewnątrz gmachów publicznych: w Sejmie, w Trybunale Konstytucyjnym, Sądzie Najwyższym, Pałacu Prezydenckim i budynku Rady Ministrów oraz na sąsiadujących z nimi ulicach i placach (demonstracje i protesty ludności) – to właśnie tu, na tych miesięcznicach smoleńskich, na krótkim odcinku od archikatedry św. Jana do Pałacu Prezydenckiego odbywa się główna walka moralna, walna bitwa wojny o duszę i charakter państwa. Nic z katastrofą smoleńską nie mająca już wspólnego. I co raz bardziej przypominająca wielomiesięczne, wieloletnie wręcz, wielkie bitwy Frontu Zachodniego I wojny światowej. Ofiary się piętrzą a nikt ani o krok nie jest bliższy zwycięstwa. Jeśli zaś nie ma zwycięzców – nie ma też przegranych. Poza jednym.  Poza twarzą Polski. Z każdym miesiącem mniej sympatyczną, mniej dobrosąsiedzką. Pokazują się co raz bardziej widoczne rysy zaciętości, nieustępliwości, wrogości między sobą. Braku zaufania jednej strony konfliktu wobec drugiej.

Na północno-zachodnim krańcu warszawskiego Traktu Królewskiego powstaje trakt inny, dotąd nieznany warszawiakom i turystom krajowym i zagranicznym. Trakt Zniewolenia. To nie trakt Orląt a trakt Kruków i Wron.

Niechże symbolem tego nowego Traktu będzie ten, wyrywkowy, personalny a jakże charakter tych zmian nastrojów wyraźnie zarysowujący, reportaż ze stron organizacji Obywatele RP.

(tekst pod linkiem tutaj): KLIKNIJ NA LINK