Vademecum obywatelskie

W poprzednim artykule, pisanym oryginalnie tuż po wyborze Andrzeja Dudy na prezydenta, zakładałem, że ten wybór być może był Polsce potrzebny, by ja przebudzić z pewnego letargu społeczno-politycznej aktywności.  Społeczeństwa mało aktywne, bierne w działalności społeczno-politycznej skazane są prędzej czy później na tracenie tej wolności demokratycznej. Na powolne staczanie się z pozycji podmiotu na pozycje przedmiotu działań politycznych. O ile pierwsze dziesięciolecie suwerenności charakteryzowało się polityczną aktywnością i ambicjami politycznymi Polaków, o tyle kolejne miało wyraźnie wymiar dużej bierności na tym polu. Jest możliwe, że – paradoksalnie – sprzyjało takiej bierności przyjecie Polski do Unii Europejskiej, potężne pieniądze, które zalały kasy państwa i samorządów z funduszy europejskich. Stworzyło to niebezpieczne wrażenie, że teraz to już de facto obojętnie, kto władzę przejmie, bo zabezpieczenie systemowe w Polsce unijnej są tak silne, że autentyczne zagrożenie demokracji wolnorynkowej jest niemożliwe. Z gruntu fałszywe, jak uczy nas historia i jak nauczyło nas ostatnie dwa lata rzeczywistości krajowej. Poza elitami intelektualnymi niewielu Polaków rozumiało, że europejska demokracja liberalna, to coś zdecydowanie większego i ważniejszego niż przymiotnik ‘wolnorynkowa’.  Że owszem, wolny rynek daje jej praktyczne podstawy materialne funkcjonowania – ale nie daje podstaw ideowych. W starych demokracjach europejskich, które nie miały ponad 40-letniej ‘przerwy demokratycznej’, te zabezpieczenia demokratyczne są dużo silniejsze. Są poniekąd częścią ‘tkaniny społecznej’ obywateli. W krajach postkomunistycznych – nie tak bardzo.

Jest faktem dziś niezaprzeczalnym, że Prezydentura i większość parlamentarna PiS postanowiła – i konsekwentnie to realizuje – ograniczyć szereg prerogatyw wolnego obywatela na rzecz silnego państwa. Czyli aparat państwowy przestaje być organizacją służebną wobec społeczeństwa i przemienia się w organizację kontrolującą społeczeństwo. Regulacje i przepisy państwowe za cel obierają nie opiekę i wspomaganie obywatela w samodzielnym, niezależnym rozwoju – w tym gospodarczo-ekonomicznym –  a sterowanie obywatelem i jego działalności w imię z góry narzuconego celu wytyczonego przez Państwo i wedle jednej ideologii. Efekty państwa jedynie słusznej ideologii znamy właśnie z tych smutnych lat 1945-1990. Ale – coraz większa liczba Polaków wychowanych, a nawet urodzonych już po upadku tego systemu – nie bardzo jest tego świadoma. Mimo to, jest rzeczą absolutnie zdumiewającą (i podkreślaną wielokrotnie przez nie tylko filozofów i antropologów kultury, ale i przez autorytety moralne i religijne, jak Jan Paweł II czy wielki filozof chrześcijański Jacques Maritain), jak silne jest wewnętrzne poczucie wolności w człowieku. I kiedy staje się znowu zagrożone ograniczeniami władzy – budzi się chęć o poru i protestu.

Od kompletnie spontanicznego i porywającego setki tysięcy ludzi powstania KOD już na przełomie 2015 i 2016, poprzez istniejące wcześniej instytucje demokratyczne pozarządowe (tzw. NGO – non governmental organization), do dnia dzisiejszego, gdzie mapę polityczno-społeczną Polski zaludniło dziesiątki grup i organizacji powstałych w celu kontrolowania i oponowania władzy w jej zapędach anty-demokratycznych. Można śmiało powiedzieć, parafrazując znane powiedzenie historyczne, że Kaczyński zastał Polskę uśpioną, a zostawi rozbudzoną społecznym aktywizmem, którego spodziewać się nie mógł. Poniżej zestawiłem mały ‘przewodnik’ po tych grupach. Piszę ‘mały’, gdyż jest to jedynie część tej obywatelskiej mapy Polski. Składają się na nią uznane od lat i szanowane organizacje, fundacje ogólnopolskie, nawet o zasięgu międzynarodowym (Human Rights Watch Pl., Fundacja im. St. Batorego) ale i nowe, nie istniejące przedtem stowarzyszenia lub nawet grupy osób  nie zarejestrowane formalnie ale bardzo aktywne w uczestnictwie w życiu polityczno-społecznym kraju. Niektóre o zasięgu ogólnokrajowym, inne o regionalnym lub wręcz lokalnym tylko, jeszcze inne działające wśród siedlisk Polaków poza granicami kraju. Zapraszam na spacer poprzez te “vademecum”

76746_499296756781708_1609464145_n
KPH (Kampania Przeciw Homofobii)

 

1912458_689331181124092_1717882721982463845_n

10341598_10154313816095556_5855568012730939136_n

10399514_127321793638_4013709_n
Tak dla związków jednopłciowych

10462804_523941381043394_8276379078421594493_n

 

12994553_10154075717810890_246598095904304456_n
Prawa Człowieka (Amnesty International)

13423767_837318223040987_8733581240609160931_n

19399614_1969168466442475_2860928822064474706_n

20292693_1830224236995016_8157841498893730895_n
Koalicja Białej Róży
20914398_308383336238387_5343325832375562072_n
Kultura Niepodległa

21105923_147993402453111_1619248768912994000_n

23905635_2030525753897612_7736282091687766143_n
grupa rozmów Polaków W Vancouverze
24130047_10154927787731604_4996271475266167248_n
Obywatele bez granic – grupa w Montrealu
helsinska parw człoieka
Helsińska Fundacja Praw Człowieka
nie anty ale
org. Wolni Obywatele
nie dla rasizmu, nacjonalizmu i dyskryminacji
org. Nie dla rasizmu, nacjonalizmu i dyskryminacji

van

17309775_629821247219317_3327796477656370860_n

 

Advertisements

wyciągnięte ze szpargałów…

Kilka late temu prowadziłem regularny blog na portalu, który już zamknąłem.  Było tego sporo i przez wiele lat, zanim WordPress i inne formaty powstały. Pierwszym była bodaj sfera blogowa założona przez Yahoo, w czasach gdy Yahoo było w zasadzie głównie tylko w Brytanii. Nazywało to się Yahoo360. Tam stawiałem pierwsze kroki blogera i – ze względu na publikę i innych blogerów – było to chyba wyłącznie po angielsku. Będzie chyba blisko (o ile nie więcej, nie chce mi się teraz sprawdzać) 11-12 lat. Potem założyłem blog na własnej domenie i przez około 10 lat prowadziłem go dość regularnie. Po pierwszych kilkunastu tysiącach czytelników – przestałem liczyć ile było wejść w tym czasie. Nic nie trwa wiecznie. Nudzimy się lub tracimy sympatie do projektów, które sami zakładamy. Przez 10 lat wydawałem drukowany rocznik twórczości polskiej w Kanadzie “Strumień’. Też w 2012 wydałem ostatni – choć ciągle się przymierzam, że do tego wrócę. Ale jeśli to już w innej formie. By nie wypaść z trybu tego ‘elektronicznego gadulstwa’  trochę teraz tu (niezbyt już regularnie) pisuję.

Otóż szukając pewnego starego tekstu, znalazłem w elektronicznych szufladach pamięci ostatni tekst, jaki pisałem (lub jeden z ostatnich) dla poprzedniego blogu. Zdaje się nie opublikowałem wówczas a teraz wydaje mi się ciekawy. Z historycznego punktu widzenia. Bo tekst dotyczył wyboru Andrzeja Dudy na Prezydenta RP. Ale jeszcze przed wyborami parlamentarnymi, tj. przed rządową większością PiS w Polsce. I ciekawe miałem, wydaje mi się, spostrzeżenia wówczas na ten wybór Dudy. O ile się zmieniły? Czy miałem racje i czy dobrze to oceniałem? Jedno jest pewne: trudno być prorokiem we własnym kraju, ha ha ha.

Zamiast tytułu ówczesnego artykułu, posłużę się cytatem z jego epilogu, który najbardziej charakteryzuje moje wówczas do tego podejście: “Prezydent Duda też bez wątpienia nie jest jakimś opętanym  Savonarolą.  Zapewne prawa człowieka i obywatela nie będę czołówką jego prezydentury ale nie będą też nią stosy na Krakowskim Przedmieściu.  Gorzej będzie, jeśli najbliższe wybory parlamentarne PiS też wygra. “

(Wybory prezydenckie, lato 2015)

Zmiany. Bywają dobre, bywają złe. Ale zmiany są niezbędne, choć często boimy się ich, ukrywamy, udajemy, że nie następują,  Dziś siedzę w małej kawiarence i słucham jakiegoś nieznanego zespołu jazzowego i słucham stare przeboje . Jak dziesiątki lat temu. Starszy facet w kapeluszu i krótkich spodniach śpiewa po francusku europejską odmianę tej czarnej, amerykańskiej muzyki z Południa. Mogło to by być czterdzieści lat temu, gdzieś w klubie na warszawskiej  Starówce, mogłoby to być  lat temu w Paryżu, gdzieś koło Halle lub na Montparnasse lub gdzieś koło Sorbony, mogło być w Montrealu dwadzieścia  pięć lat temu.  Jest dzisiaj, nad Pacyfikiem, w New Westminster.  Nawet ci sami muzycy mogli tam być. Ostatecznie ci sami muzycy mogli tam być, bo (plus minus) w tym samym wieku, co ja. Ale jest tu i teraz. Tam być nie mogło, bo  zmiany. Zmiany jak w Dziennikach Zofii Nałkowskiej. Jak w jej życiu. Jak w moim. I twoim. Zmiany są niezbędne. Wydaje mi się. A nawet jeśli nie są niezbędne—są nieuniknione. Życie. Ten drobiazg. Więc obserwując je, zauważając, powiadamy : C’est la Vie. Na tym polega, na ustawicznych zmianach.

Nie, niekoniecznie jest to temat filozoficznych refleksji, poetyckiej zabawy literackiej. To całkiem praktyczne spojrzenie na życie. Teraz właśnie słucham samby (zmiana zespołu w klubie). Ale  tej samby autentycznej. Wyzbytej z artystycznych świecidełek, samby zakurzonych, spoconych kawiarenek Południowej Ameryki. Gdzie po wielogodzinnej, beznadziejnie nisko płatnej pracy, spotykają się sąsiedzi. Na szklankę rumu, kufel piwa, na seks, na pocałunek. Wiedzą, że ich życia nic nie zmieni. Mimo to, przy tym rumie, w ramionach tej kobiety czy tego mężczyzny – marzą. O czym? O zmianie. Może …

Jazz, ballada, opowieść jest jak życie. Nie ma w tym zbyt wielkiej przesady. Po prostu się zdarza. Każdemu z nas. A potem przemija. Też każdemu z nas.  Ale ile wspaniałych (lub strasznych) zmian w międzyczasie!

I w takiej, nietypowej może ale bardzo racjonalnej perspektywie trzeba widzieć ostatnie wybory prezydenckie w Polsce. Potrzeba zmiany. Dość naturalne. Nie wszystkie zmiany są korzystne bezpośrednio, od zaraz. Są nawet takie, które nieco nas cofają. Wydaje mi się, że tak (w krótkiej perspektywie najbliższych czterech lat) stało się w Polsce. Większość stolic europejskich tak to też odczytało. Zwłaszcza tych stolic liczących się poważniej.  Prezydenta Dudę widzą (lub obawiają się, że jest) jako rodzaj transformatora, który będzie emanował energią prezesa Jarosława Kaczyńskiego.  Czyli, jako ostry zwrot na prawo. A zważywszy, że prezydent Komorowski związany był też z partią prawicową (PO) – no, to już dalej za tym ‘zwrotem na prawo’ chyba tylko faszyzm.   Wątpię aby to nam groziło, na szczęście. Nie żeby faszyzmu polskiego nie było, nawet na ławach sejmowych. Ale nie wyobrażam sobie sytuacji by kiedykolwiek Polacy dali faszystom szansę na jakiekolwiek rządy (choć w rządzie byli, za czasów premierostwa właśnie Jarosława Kaczyńskiego).

Wybory podkreśliły od lat już istniejący wyraźny podział Polski: zachód i północ bardziej centrowe; wschód i południe bardziej arcy-konserwatywne, wyznaniowe. Podobny rozdział istnieje w grupie poziomu wykształcenia (im  wyższe tym niższe poparcie dla PiS-u i partii skrajnych) i podział między Polska wielkomiejską contra Polską wiejską i małomiasteczkową.

Ale jakkolwiek by tego nie analizować—fakt jest niezmienny: Polacy wybrali na prezydenta kraju reprezentanta PiS-u,  Andrzeja Dudę. I jest to zmiana.  Najwyraźniej potrzebna. Sugeruję, że w dłuższej perspektywie dla sił i środowisk postępowych, świeckich  to zmiana pozytywna.  Być może obudzi to kręgi na lewo od centrum do lepszej organizacji, do aktywności politycznej.  Nic tak ludzi nie łączy, jak wspólny przeciwnik.  Zwłaszcza nas, Polaków.  Prezydent Duda też bez wątpienia nie jest jakimś opętanym  Savonarolą.  Zapewne prawa człowieka i obywatela nie będę czołówką jego prezydentury ale nie będą też nią stosy na Krakowskim Przedmieściu.  Gorzej będzie, jeśli najbliższe wybory parlamentarne PiS też wygra.  Ale i wówczas ( choć szkody byłyby o wiele wyższe i kosztowniejsze) Polska ani nie padnie ani się nie zawali. Ostatecznie mieliśmy już  dwuwładzę Lecha i Jarosława Kaczyńskich.  I nikt na szubienicach nie zawisł.  Więc nie taki diabeł straszny—zwłaszcza, że PiS od diabła lubi się odżegnywać i egzorcyzmy przeciw temuż organizować.

Więc może i ta zmiana będzie w konsekwencji nawozem na przebudzenie się z letargu i rozbicia prądów oświeceniowych na polskiej scenie politycznej. Czas już, oj czas najwyższy.  Trzeba nam na nowo Kołłątajów, Stasziców i Bohomolców. Nie można stale pałętać  się w ogonie postępowej Europy.