Spacer z patykiem

Halifax, 2018-12-31

 Nikt z nas prawie – poza tymi, którzy od kolebki prawie, wyjątkowo przykładne i zaplanowane życie prowadzą – nie wie, gdzie powiodą nas gościńce życia, w którą stronę zaprowadzi ścieżka upływających lat. Wyjeżdżając z Polski ‘na chwilę’ w 1981, przypuszczać nawet nie mogłem, że po roku będę lądował na ośnieżonym lotnisku w Montrealu, a następnego dnia wieczorem wyjdę na spacer mroźnymi i opustoszałymi ulicami ‘downtown’ w Calgary. W 1980 nawet nie wiedziałem chyba, że takie miasto jest w Kanadzie! Tak mało o tym kraju wiedziałem. Trochę utartych, na ogół sympatycznych stereotypów; Montreal, Halifax i Toronto, gdzieś na obrzeżach nieco Ottawa i Vancouver; Szara Sowa; coś mgielnego (bardziej chyba z Curwooda i Londona niż z kanadyjskich źródeł) i romantycznego z Północy; powinowactwa z Monte Casino, i Pierre Trudeau. Ot, i wszystko. A dziś to mój serdeczny kraj. Dom, w którym spędziłem większość nie tak krótkiego życia. Od jednego oceanu, po brzegi drugiego, w międzyczasie kilkanaście lat na prerii. Łaziłem tu na najwyższe szczyty, błądziłem po puszczach spływających grzbietami obu stron Gór Skalistych ku dolinom Alberty, Kolumbii Brytyjskiej i Jukonu. Teraz nieco po kamienistych brzegach i gęstych laskach atlantyckich. Ile jeszcze mi tego łażenia i grzebania kijkiem w poszyciu leśnym zostało nie mam pojęcia. Ale póki co, dalej tak sobie będę pośród tych strumyków (już pewnie bez wdrapywania się na zbyt wysokie szczyty) szurał trampkami. Jak i po uliczkach miast tutejszych. Nie wiedziałem, że aż tak daleko od Polski żyć przyjdzie. Nie tylko odległością fizyczną ale i kulturową, mentalną. Bardzo się drogi nasze rozeszły. Ani bym chyba mógł i raczej na pewno nie chciał tymi samymi teraz znów chodzić zacząć. Zbyt dorosłem chyba, dojrzałem. Co było dobre dla dziecka i chłopca – dorosłemu już nie uchodzi myśleć infantylnie. Świat jest taki ciekawy, ludzie tak piękni, kolorowi, różnorodni. Pewna parafialność sielanki polskiego krajobrazu kulturowego cieszy i sentymentem ciepłym ogrzewa w niedzielne popołudnie. W poniedziałek uwiera i przeszkadza.

Zmiany – mam nadzieję, że nie stałe i nie długotrwałe – które w Kraju zaszły po 2015 zaszokowały mnie. I nie były to zmiany czysto polityczne, jakieś dekrety czy ustawy rządowe. Tak, jak zmiany w Ameryce (USA) po wyborach Trumpa. Ale Ameryka tak mnie nie zdumiała. To kraj tak dziwny i tak rozdarty na szereg historycznych sprzeczności, że co zadziwia, to raczej fakt, że mimo wszystko do dziś jako jedność przetrwali. Polska  i Polacy wydali mi się dużo bardziej europejscy. A ostatnie trzy lata mnie w tym zachwiały. Oczywiście mam na myśli Europę kulturową nie geograficzną. Europę Renesansu włoskiego, Oświecenia francuskiego, Romantyzmu niemieckiego i polskiego, pozytywizmu polskiego, trochę Grecji helleńskiej, smutku skandynawskiego, spokoju Czechów, irytującej a mimo to sympatycznej flegmy i arogancji ignoranckiej Brytyjczyków.  A tak strasznie dużo przetrwało w nas tego, od czego zawsze się głośno odżegnywaliśmy: mistyki niewolniczej rosyjskiej. Niby przez wieki nieśliśmy zachodnio-europejską cywilizację na Wschód, niby inteligencja rosyjska patrzyła na nas prawie tak zakochana, jak polska we francuskiej – a przez te kilka ostatnich wieków sporo tej duszy rosyjskiej, jakże smutnej i odwróconej tyłem do świata, wciekło i do naszej duszy. Bo czymże jest lęk przed innymi, jeśli nie lękiem niewolnika przed wolnością? O tak, można krwawe protesty robić, ginąć na barykadach – ale żyć wolnym?! To już dużo trudniej niż moment flagi, transparentu i okrzyku.

Więc ta kolorowość, ta różnorodność tradycji i przywiązań w tym moim nowym Domu bardziej mi odpowiada. Naturalnie, że nie bez zgrzytów. To oczywiste. Dlaczego sąsiad sadzi na rabatach tulipany, których nie znoszę a krzywi się patrząc na moje ulubione mieczyki kwitnące w moich rabatach? Czasem nawet chęć atawistyczna nachodzi, by w nocy mu nożyczkami te tulipany wstrętne obciąć! Tyle, że jak nudno by ta moja ulica wyglądała, gdybyż wszędzie tylko mieczyki rosły w ogrodach! Więc nie tylko mu tych tulipanów nie zadepczę, a przeciwnie – jak wyjeżdża na urlop będę mu te kwieciska podlewał, by nie uschły. Ostatecznie wolę obejrzeć się za przystojnym chłopakiem, czemuż jednak miałbym z przyjemnością nie popatrzeć za zgrabną, ładną dziewczyną?! I nie tylko tym zgrabnym i ładnym fizycznie – ileż piękna autentycznego jest w tych, którzy noszą je wewnątrz, a przez to, że ich piękno prawdziwe – widać je, gdy sobie pozwolimy na moment obserwacji, gdy świeci i na zewnątrz osoby. O takim niby pięknie pisał jeden z naszych największych, gdy naród polski do lawy porównywał, która świetliste dyjamenty miała skrywać. Co daj boże, daj boże, Cyprianie Kamilu. Tylko życie takie krótkie … Nie wszyscy mamy wystarczająco dużo cierpliwości, by czekać. I czekać.

Ostatnie promienie słońca (dzień dziś słoneczny nad Atlantykiem) tego roku. Jutro już kolejny nowego. Niech nie wygląda, że tylko żale i smutki na gniazdo dzieciństwa i młodości wylewam. Nie zamieniłbym jednego dnia tamtych dni i tamtej epoki na inny. To mi dało solidny fundament. Wszystko, co potem zbudowałem z siebie, oparte na tym fundamencie. Ale zbudowałem zupełnie inaczej, niżbym pewnie to robił w Kraju zostając.  Nie ze swoich zdolności wyuczonych, nabytych. Z wielości fantastycznego budulca i materiału, jakiego w tym nowym kraju miałem pod dostatkiem.

I, miałem szczęście nieocenione,  napotykałem na tych moich wędrówkach z patykiem w ręku co raz nowe dyjamenty przepięknej barwy i polskie i z dziesiątków innych krajów, kolorów i odcieni skóry, akcentów. Tegoż wszystkim, bliskim i dalekim, życzę na nowy 2019 rok. Spacerów z patykiem w dłoni i grzebania w poszyciu lasków, dżungli, rzeczek i mórz, a nawet miejskich chodników – kto wie, co pod kamieniem leży i czeka na znalazcę! A nuż dyjament urody najczystszej…

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s