Jak Skawińscy głosowali? Prawda i mity.

by B. Pacak-Gamalski

Znacie Skawińskich i dlaczego takie niby ważne, jak oni w głosowali? Otóż Skawińscy to taki szczep słowiański, który z borów nad Notecią, mokradeł wokół Narwi powędrował z różnych przyczyn (na ogół nie radosnych) w daleki świat. Opisał to niegdyś stary dziejopis Henio Sienkiewicz w świetle latarni morskiej, w czasie podróży po USA.

undefined

Jak świat światem wiemy, że to szczep nader patriotyczny, sentymentalny i wierny, jak pies spod rodzimej chałupy. Więc i fama w skłóconej starej ojczyźnie poszła, że Skawińscy murem za wiarą przodków, za patriotyzmem kamiennym, za rycerzami wyklętymi – a więc za prawem i sprawiedliwością (w domyśle: naturalnie bożą). Może dlatego, że Sienkiewicz w świetle latarni i w Ameryce Północnej ich był opisał, więc daleko i szeroko spojrzeć nie umiał. Tak powstał mit polskich czikagów od Północy ku Południu i od Wschodu do Zachodu. A tu nagle rzecz się dziwna stała – latarnie powygasały w większości, technika je zastąpiła urządzeniami widzącymi dalej i głębiej bez względu na porę dnia. Poszerzyły się o te, no jakże im tam – no, o te horyzonty. I Skawińscy – mimo że ród prastary – stali się nowocześni, dzisiejsi.

Trochę to szyki pomieszało możnowładcom ze starego kraju. Bo niby jeszcze kilka lat wcześniej dbali bardzo o frekwencję polonijną w wyborach będąc pewnymi, że prawomyślność (koniecznie ‘prawo’ a nie ‘lewo’ nie daj panie boże) i sprawiedliwość (bożą, naturalnie) Skawińskich zaowocuje ich poparciem. Co też wówczas się stało i nie bez zbiegu szczęśliwego odkopania w archeologicznych badaniach postumentu Anusi – córki bohatera narodowego Andersa. Z niemieckiego co prawda pochodzenia, ale związanego przed wojną wrześniową z obozem narodowym. O tych przodkach niemieckich nie mówiono nic. Po co? Wystarczy, jak się o nich mówiło (bez przerwy na oddech) wobec niejakiego Tuska. Zresztą w wypadku Anusi chodziło tylko o ojca. Matka nie była pochodzenia niemieckiego. Z krwi i kości Ukrainka. I jak na Ukrainkę (dawniej mówiło się: Rusinkę) była i krasawa i zapiewała pięknie. Wiem, co mówię, bo sam słuchałem nie raz i lubiłem – zwłaszcza, gdy śpiewała dumki kresowe memu sercu bliskie – i o wzgórzach wileńskich, i o tramwajach lwowskich. Anusi jednak – pannie wiekowej ale ciągle żwawej – nieco fornalski charakter kolegów i koleżanek z ław senatorskich nie bardzo do gustu przypadł. A już szczególnie bolesne były właśnie dąsy wielu z tych Skawińskich, których miała reprezentować. Generalska córka wolała już grać rolę szanownej i uwielbianej Damy na akademiach polonijnych niż polityka, gdzie jej szarży senatorskiej nie szanowano. Teraz ma iść ponoć w ambasadory. To będzie milsze. Zwłaszcza, że – też ponoć – w Italii słonecznej. Blisko dworu watykańskiego i blisko na grób Taty skąd widok piękny na starożytny klasztor benedyktyński. Mimo to tuzem w rękach polityków była, gdy o głosy polonijne chodziło. Tym razem takiego nie znaleźli. No, niby ten bezpartyjny, czyli z uczuć szczerych a nie kombinacji posadkowych, pan profesor Marek Rudnicki miał być nie do pokonania. Owszem, w USA, gdzie mieszka, wygrał. Ale USA to nie cały (?!) świat. I generalnie – przegrał.

Mniej humorystycznie teraz, praktyczniej. Druga Izba Parlamentu polskiego wypadła z rąk PiSu. Bardzo możliwe, że własnie tym jednym głosem. Głosem Polaków z Zagranicy. Polonii. Tego latarnika Skawińskiego ze słynnej noweli Henryka Sienkiewicza. I to różnicą procentową bardzo wysoką. Wynik PiS był poniżej 25 %. Tak, to prawda, że pisowskie twierdze w Ameryce Północnej udało się utrzymać. I chyba tylko tutaj. Ale nawet na tym kontynencie ten wynik był dużo słabszy niż wynik uzyskany w 2015 roku. W niektórych, zwłaszcza nowych, Okręgach Wyborczych – opozycja demokratyczna nawet w Stanach odniosła sukces. Podobnie, jak zwiększył się procentowo poważnie głos oddany na demokratów przez Polonię kanadyjską.

Senatorem ‘z Zagranicy’ został Kazimierz Ujazdowski z bardzo silną przewagą głosów nad kandydatem PiS. Ujazdowski reprezentuje PO. Jeden z ‘przebudzonych’, jak określam nielicznych byłych pisowców, którzy być może po rozum do głowy poszli. Nie bardzo lubię nagradzać byłych poddanych Najmiłościwiej Panującego Wielkiego Kurdupla – ale, jeśli po ten rozum poszedł i jeśli go znalazł, niechże mu tam bozia da zdrowie. Choć po cichu podejrzewam, że bardziej strawny dla demokratów kandydat Koalicji zdobyłby jeszcze więcej głosów. Trzecim, niezależnym kandydatem, był nie kto inny, jak Cezary Paweł Kasprzak – niesprzedajny i wszędzie widoczny aktywista starego, autentycznego KOD-u. Znienawidzony przez pana Ziobrę ale i też nielubiany w nowym, pro-POwskim KODzie. W wyborach z całego świata polonijnego uzyskał całkiem niezła liczbe ponad 15 procent.

Sparwdzając Protokoły komisji wyborczych z całego świata, skupiłem sie tylko na tych, gdzie przewaga Koalicji demokratycznej lub PiSu była minimum 40%. Tam, gdzie ilość głosów oddanych na jednego z kandydatów była poniżej tej liczby – nie brałem pod uwagę.

Na Komitet Koalicji Obywatelskiej minimum 40% głosów oddali Polacy zamieszkujący w 62 krajach świata. W tym w 26 krajach tych głosów padło powyżej 50% granicy.

Na popieranego przez PiS kandydata Marka Rudnickiego liczba krajów, gdzie padło minimum 40% głosów – aż 6 (sześć). Tak, z całego świata. Liczba krajów, gdzie otrzymał minimum 50% głosów – 5 (pięć). Dokładnie: USA, Kanada, Irak, Kosowo (to ciągle tylko quazi-państwo nie w pełni jeszcze uznane) i Angola.

Ogółem na nowego senatora K. Ujazdowskiego padło łącznie 38.95% głosów; na pana Rudnickiego 24.86%. W 2015 na panią Anders (popieraną przez PiS) padło aż 46.85% głosów. Na panią Borys-Damięcką z PO w 2015 padło 34.35% głosów. Czy zauważacie zmianę? Głosy na PiS spadły wśród Polonii światowej aż o 22%. Na centrowy, zdominowany przez PO, Komitet Koalicji procent wzrósł o 4.5 punktów. Stąd moje wcześniejsze uwagi o przeszłości politycznej senatora Ujazdowskiego – bardzo możliwe, że ten procent po stronie demokratycznej byłby dużo większy, gdyby kandydatem była inna osoba. Polacy z Zagranicy staja się nowocześniejsi, współcześniejsi od rodaków w Kraju. Już tylko sentymentalna łezka, akademia raz lub dwa razy do roku w jakimś Polish Hall nie wystarcza. Ani stare żale na wszystko i wszystkich wokół. Za wszystko. Za przegrane wojny, nieudane powstania, za złe mieszkania i zacofany przemysł, za przegrane własne życie. I za to, że teraz o wszystkim trzeba samodzielnie myśleć i ponosić koszta tego wysiłku mentalnego. A dawniej myśleli inni. Władza i Kościół: Król i Biskup; Car i Biskup; Prezydent (lub Naczelnik Państwa) i Biskup; Pierwszy Sekretarz i Biskup; a teraz jeden niewysoki Szary Poseł i Biskup. Jak widać z tej wyliczanki – jeden element był stale stały. Niezmienny. A w XXI wieku ten element już stracił swoje polityczne znaczenie w większości cywilizowanego świata. Więc podróże jednak kształcą. A cześć Północnej Ameryki (część, bo Polacy meksykańscy jednak wysokim procentem – 56 – poparli Koalicję demokratyczną) też dojrzewa. Dorośleje. Jak to w tej piosence szło? Jeszcze rok, jeszcze dwa, przekonacie się o tym sami, jak to jest, jak to jest z … Polakami? Przeboju legendy polskiej estrady długich lat PRL i wielu jeszcze lat po roku 1990, Jerzego Połomskiego. Bożyszcza kobiet i Amanta Nr 1 Polskiej Estrady – który przez całą zasłużoną i ciekawą, bardzo długa karierę nigdy na tej scenie nie mógł być sobą. Mity, legendy. Tak to z nimi jest – pomagają marzyć, wzdychać i ronić łezkę – nie powinny jednak nigdy przesłaniać rzeczywistości.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s