Opcje władzy i opozycji i ich efektywność

by Bogumil Pacak-Gamalski

Jakiś czas temu, gdzieś około dwóch lat temu, społeczności dziś określane jako środowiska opozycyjne: stara polska inteligencja (nie cała, ale wystarczająco duża w swej uśpionej masie) i tzw. elity (nikt tak do końca nie potrafił mi tego pojęcia wytłumaczyć, bo wszak elitą władzy jest dziś PiS, co jest logiczne i jasne) bawiły się ślinotokiem i parą odwetu płynąca z uszu i nozdrzy nowej władzy Prezesa Wielkiego Choć Niskiego. Wszędzie przypominano niezapomniany przebój Wiesia Gołasa “W Polskę idziemy drodzy rodacy, w Polskę idziemy …” (co było jednocześnie ironizowaniem narodowo-katolicko-patriotycznego nurtu kaczystów). I to był błąd. Może było to słuszne odzwierciedlenie dużej masy elektoratu pisowskiego – ale nie głównych liderów tego ruchu (PiS w istocie nie jest partią polityczną a ruchem społeczno-ideologicznym, ale bez jasno określonej wizji – partia to tylko ich ramię polityczne). Kaczyński nie jest wystraszonym, nie rozumiejącym nowoczesnego świata starym kawalerem z Żoliborza, zgryźliwym dziadkiem do orzechów.  Albo inaczej – może i nie rozumie, jest starym kawalerem (cokolwiek to dziś oznacza) ale to wytrawny i sprytny gracz polityczny. Partię swoją ustawiał zawsze dość hierarchicznie: on u szczytu, poniżej tylko porucznicy. Pewnym wyjątkiem wydaje się być Antoni Macierewicz, ma jakby dużo wyższy stopień. Stad może dlatego u władzy nad armią … Jest zupełnie możliwe, że Macierewicz wie o Kaczyńskim wiele więcej niż pozostali – ostatecznie zawiadywał i rozgryzał polskie służby wywiadowcze już u zarania III Rzeczypospolitej i miał dostęp i do danych i archiwum dla większości (nawet wysoko postawionych polityków) niedostępnych. Być może jest to sytuacja pata politycznego: chwycił Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma… Być może jest to po prostu zwykła, typowa z czasów manipulacji KGB, sieć seksualno-erotyczna: faceta (najczęściej) lub facetkę wikła się w dwuznaczne sytuacje erotyczne, najlepiej homoseksualne i ma się takiego palanta w łapie na całe życie. Może taką sieć zastawili kiedyś na Trumpa towarzysze generalissimusa Putina? Może. Może coś takiego zrobił (lub wykrył) Macierewicz u Kaczyńskiego? Byłby się zdziwił szalenie, gdyby tą kartę odkrył i większość młodych Polaków wzruszyłaby ramionami…  Ale dla nich to nieistotne, co myślą młodzi (chyba, że z kręgów narodowościowo-faszystowskich) – tego raczej na pewno ani Kaczyński ani Macierewicz pojąc nie są w stanie. Współczesność obeszła ich obok. Nie rozumieją jej i jest im przez to wroga. Teraz więc tu i ówdzie ujawniają się szemrania, podchwytywane chętnie przez prasę, o jakiejś homoseksualnej przeszłości Prezesa. Nieszczęśliwej ponoć. Tu i ówdzie określa się go, jako geja. Co jest zupełnym absurdem. Jakkolwiek każdy gej jest homoseksualny, to niestety, zdarzają się przypadki osób homoseksualnych, które gejami nijak nie są. Nie jest gejem na pewno pan Jarosław z Żoliborza. Może być typowym przykładem medycznego określenia homofoba – kiedy jest to istotnie fobia psychiatryczna, tj. nieracjonalny lęk przed i nienawiść do osób homoseksualnych. Występuje rzadko i prawie w 100% u ukrywających się homoseksualistów. Opozycja i przeciwnicy PiS usiłowali to rozegrać na stronach wirtualnych i drukowanych różnych tabloidów i na stronach społeczności internetowej (Facebook itp.).  I też nie wyszło za bardzo. Znowu ta współczesność stanęła okoniem. Może większość starszych polityków i politykierów straciła w Polsce (nie tylko) kontakt z tą współczesnością? Straszak geja-polityka przestał działać. Ludzie z tego wyrośli. Mało tego – w wielu miejscach opozycyjnych wobec PiS znalazłem komentarze, że to nie fair argument i nic nie ma do rzeczy czy Kaczyński jest czy nie.

Skąd więc u mnie aż tyle miejsca temu poświęciłem?! By wykazać niemoc obecnej formalnej (parlamentarnej) opozycji w Polsce. Z bardzo nielicznymi wyjątkami. Zamarli w polityce sprzed 10-15 lat. A w międzyczasie dorosło i dojrzało kolejne pokolenie. Obce metodom takiej gry. Nie rozumiejące ‘liderów’, którzy nie potrafią do niczego wieść, prowadzić. Nie mają cienia charyzmy. Nie ma ich bezwzględnie jakikolwiek pierwszo-szeregowy polityk PiS – ale ma bezwzględność, zaciętość i nieustępliwość. A to w polityce też się liczy, zwłaszcza jeśli się jest u władzy. Zresztą zdecydowana większość chorążych PiSu to głównie karierowicze oczekujący (na ogół  dość skutecznie) na intratne interesy, posady, dorobienia się (a przy okazji dokopania swoim przeciwnikom, odegrania się).  Nie jest to kompania doborowa i gotowa ‘iść w ogień’ za przywódcę – ale zdyscyplinowana i nie zadająca pytań.

skrzyneczkaZ ideologów wymienić chyba tylko można samego Kaczyńskiego (nie jestem w stu procentach pewny, czy ideologia jego jest spójna i jedna), Macierewicza (zdecydowanie po stronie polskiego faszyzmu, już od bardzo, bardzo wielu lat, jeszcze z doby PRL i KOR tu niewiele zmienia), Dudę (ściśle pro Kościelna) i chyba Terleckiego. Inni, nawet jeśli mają jakąś ideologię polityczno-filozoficzną są z PiSem związani jedynie koniunkturalnie. Wierząc, że przy okazji im też coś kapnie. Jest to więc kompania dość osobliwa. Łączy ich niechęć do współczesnej, XXI wiecznej demokracji, do globalizmu ekonomicznego, który bezwarunkowo musi nieść globalizm kulturowy, niechęć do struktur poziomych w społeczeństwie a obstawanie przy hierarchicznych strukturach pionowych (stąd tendencja sprzyjania zasadzie wciągania się po drabinie stąpając na ręce tych poniżej). I zdecydowane rozumienie patriotyzmu, jako trybalizmu, plemienności. Przeciwieństwo obywatelskości. Aby taka ‘kompania’ mogła wygrać władzę w demokratycznych (sic!) wyborach musi oprzeć się na kampanii negatywnej. Idealnym tego przykładem i wzorem była kampania Trumpa w USA. Tani patriotyzm plemienny („America first”) i oskarżenie wszystkich z wewnątrz i zewnątrz o spisek przeciw takiej „Ameryce”. I polityka historyzmu ahistorycznego. Odwołania do ‘świetnej przeszłości’, zwłaszcza tej, której nikt z żyjących pamiętać już nie może. Próbowano, co prawda, użyć (w Polsce) też elementu bohaterskiej przeszłości nie aż tak odległej. Państwo Podziemne i AK. Po bardzo znamiennych porażkach (niestety, żyli jeszcze i ciągle nieliczni niestety żyją i teraz) – nagle Polskie Państwo z Rządem w Londynie i Armia Krajową jakby zniknęło z trybun propagandowych a wyłoniły się z grobów, nieliczne co prawda, szeregi cieni ‘żołnierzy wyklętych’. I kolejne narodowe widowiska i msze żałobne z okresu II wojny światowej i pierwszych lat po jej zakończeniu. Gdzie ni stąd ni zowąd wiodąca siłą zbrojnego ruchu oporu były nie tysiące żołnierzy AK i BCh ani regularni żołnierze Polskich Sil Zbrojnych – a kilkuset watażków, straceńców i zdaje się kilku zbrodniarzy wojennych. Czyli nawet w przypominaniu i gloryfikowaniu historii stosuje się tą konwencję negatywną, nie pozytywną. Konwencję ludzi i społeczeństw przegranych. Mesjanizm polski, encore! s’il vous plaît. Chrystus Królem Polski (mimo, że to bluźnierstwo teologiczne), różańcem otoczymy granice (w rocznicę zwycięstwa nad Turkami pod Lepanto, nie przez przypadek – ha ha ha – wiec o wyraźnym zabarwieniu anty-muzułmańskim. To święto Matki Boskiej Różańcowej było wprowadzone przez papieża właśnie, jako votum zwycięskiej bitwy z Imperium Osmańskim.) – a więc ponownie: zagrożenie, poświęcenie się. Niby wzniosłe cechy – ale negatywne, nie pozytywne. To nie jest memento vitae, to memento mori. Trudeau w Kanadzie zastosował dokładnie odwrotną taktykę w wyborach. Pozytywną na wskroś. Może aż nazbyt. Harper prowadził negatywną, a NDP ostrożną. Trudeau na starcie miał daleką, trzecią pozycję. Wygrał miażdżąco, pozostawiając innych w głębokim tyle. Uwierzyliśmy mu, że jesteśmy lepsi. Nie lepsi od innych. Lepsi od siebie. I mu uwierzyliśmy bez względu na fakt czy było to racjonalne i logiczne. Ale argumenty pozytywne ludziom dodają skrzydeł. Negatywne przypominają o naostrzeniu szabli, naładowaniu pistoletu.

Kaczyści (tak to możemy , jako pewien specyficzny ruch określić, ponieważ nie mając wspólnej i spójnej ideologii łączy ich głównie przywódca: Jarosław Kaczyński) , podobnie, jak Trump w USA, Erdogan w Turcji mają pewną wspólną cechę: nie zadawalają się zwycięstwem i nie uznają wspólnej pracy nad dobrem wszystkich po tym zwycięstwie. Wygrać to za mało. Po zwycięstwie trzeba ukarać pokonanych, trzeba im pokazać ‘ich miejsce’, zniszczyć wszystko prawie, co przed nimi ‘tamci’ dokonali. Nie szukać wspólnego mianownika a przeciwnie: od sumy odciąć, odjąć minusem tą część, która była im przeciwna. csm_rzeplinski_3875aa1ff3Nastały czasy, jak to określił wybitny konstytucjonalista europejski, prof. Andrzej Rzepliński, systemu posibilistycznego w Polsce. Posybilizm to taka potoczna od łacińskiego (possibilis) i angielskiego zwrotu ‘possible’. Czyli – możliwy, możliwe. Konstytucja może pewnych rzeczy w państwie zabraniać: ale w państwie realistycznym, racjonalnym. W państwie posibilistycznym – wszystko jest możliwe. Obecny Trybunał Konstytucyjny jest zorganizowany w sposób poza konstytucyjny. Formalnie nie można było tego tak zrobić. Ale zrobiono – i to bez ogłaszania, że Konstytucja jest nieważna. Następuje pewien dualizm lub wielowymiarowość rzeczywistości. Everything is possible. I znowu porównanie do ‘twitterowej dyplomacji’ prezydenta Trumpa: coś jest ujęte w prawo federalne, do pewnych rzeczy prezydent USA nie może wprowadzać zmian samodzielnie (dekretami). Ale konstytucja nie przewidziała, że kiedyś będzie Twitter! I stąd miast dyplomacji departamentu Stanu, miast konwencji międzynarodowych wynegocjowanych latami w pocie czoła – tweat tweat, tweat i wszystko jest do góry nogami. Atmosfera niepewności, niestałości. Też broń z arsenału polityki negatywnej.

Ale nie tylko Jarosława Kaczyńskiego można porównać do Donalda Trumpa (w narzędziach politycznych, nie w osobowościach! Trump to sybaryta, a Kaczyński raczej asceta,). Podobnego porównania można użyć wobec opozycji  tu i tam. Zawiodła. Jest bez wizji przeciwstawnej. I nie ma (oj, jak nie lubię tego określenia – ale jest w polityce czasem niezbędne) przywódcy, lidera.  Dawniej można by użyć jeszcze zwrotu ‘wodza’ ale dziś to raczej archaiczne i wręcz ośmieszające określenie. Chodzi o osobę, która pod pewnym ogólnym sztandarem pozytywnych odwołań i wizji potrafi skupić wokół siebie ludzi o odmiennych poglądach, zapatrywaniach, celach. Ale z jedną wspólna chęcią powrotu rzeczywistego czasu historycznego. Czasu dnia dzisiejszego. Chcących wysiąść z pociągu, który jedzie do tyłu. Polski wszystkich obywateli. Bez wyraźnych lub ustawowych praw nadzwyczajnych.  I trochę pozytywnie podniecającej. Ciekawszej. Weselszej. Nie nastawionej ustawicznie contra a raczej pro.  Zawiodła też trochęZakodowani_007 (bez niedoceniania olbrzymich zasług dla ratowania demokracji i porządku konstytucyjnego w Polsce) główna siła społecznej, spontanicznej opozycji: Komitet Obrony Demokracji. Być może tej masy nie można było utrzymać w ryzach pewnej dyscypliny i stałego zaangażowania. Nikt (poza politykami, oczywiście) nie chce być ‘zawodowym’ demonstrantem, manifestantem. Każdy chce po prostu normalnie żyć. No i konflikt personalny na szczeblach najwyższych KOD poważnie zranił ten ruch i wyrosłą z niego organizację. Bardzo sprytnie wykorzystany przez całkowicie zawłaszczony przez państwo aparat propagandowy. Wielkim zwycięstwem KOD było jednak pokazania Polakom, że protest jest możliwy. Czasem nawet skuteczny. Że Polska, mimo wszystkich ograniczeń, jest ciągle państwem o ustroju demokratycznym i jest członkiem Unii Europejskiej, która te podstawowe prawa gwarantuje i potrafi ich dociekać. Nie jestem pewny, czy bez KOD byłoby możliwe osiągnąć tak silne i masowe protesty ograniczania praw kobiet (tzw. Czarny Protest), czy nawet obecny, dramatyczny Protest Głodowy młodych medyków-rezydentów doszedłby do skutku, nie wspominając o walce w obronie niezależności polskich sądów – od Trybunału Konstytucyjnego poczynając – co było główna zasługą KOD w Polsce i na świecie.  I cała masa innych grup aktywnie dziś zaangażowana w walkę o prawa obywatelskie. To wszystko pośrednio a czasami bezpośrednio jest pokłosiem działalności KOD właśnie. Kolejnej legendy polskiego społecznikostwa.

Łatwo, przyznaje, jest ulec wizji negatywnej. Nie wymaga to specjalnej pracy i wysiłku. Ulec gorzkiej konstatacji, że jesteśmy społeczeństwem niskim, zapyziałym, zacofanym, sobkami i egoistami zapatrzonymi tylko we własny garnek (‘…niech na całym świecie wojna, byle polska wieś spokojna …”), nie wymaga to wysiłku intelektualnego. Ale gdyby to była prawda nie byłoby POW w latach przed i trakcie I wojny światowej, nie byłoby polskiej szkoły spółdzielczości  w Międzywojniu, nie byłoby Żegoty, nie byłoby KORu i „Solidarności” w 1980-1989, nie byłoby KOD też. Nie wymieniam ani AK ani ruchów partyzanckich i wojskowych – bo to walka o życie, o przetrwanie. Mówię o ruchach społecznych, których celem było dobro wszystkich a nie siebie i najbliższych. Nie trzeba może stale ‘niezłomnych’, wielkich, tragicznych, nawet ‘wyklętych’. Trzeba po prostu ludzi poczciwych, dobrych.

A takich jest najwięcej. I potrzebują dziś liderów, potrzebują kogoś, jakąś grupę, która poprowadzi ich nie na szaniec a do urny wyborczej. I zaproponuje im: nie głosujcie na Polskę wielką; nie głosujcie na Polskę małą. Spróbujmy raz zagłosować na Polskę normalną. Sympatyczną dla Polaków i dla sąsiadów. Nie przeciw czemuś lub komuś. Dla.

  • Ale tego nie można osiągnąć używając wszystkich dostępnych środków walki politycznej. Przede wszystkim trzeba w słowniku opozycji demokratycznej wymazać wszelkie odniesienia do ‘dobrego” i ‘gorszego sortu’. Jest jeden sort: obywatele Polski. Odróżniać satyrę od argumentu racjonalnego, politycznego. Pani Pawłowicz nie jest złą posłanką ponieważ jest samotna lub mało atrakcyjna. Jest złą poprzez to , co robi w Sejmie, jako posłanka. Kaczyński nie jest fatalnym liderem dla Polski, bo wygląda śmiesznie na skrzynce na Krakowskim Przedmieściu ponieważ jest niski, ani dlatego, że może jest osobą homoseksualną (na 100% nie jest gejem, co już wyjaśniłem) – jest fatalnym, bo Polskę cofa a nie prowadzi do przodu, bo ją izoluje na arenie międzynarodowej, pozbawia solidnych sojuszników. A przede wszystkim dlatego, że Polaków dzieli. I to jest jego wada największa. Koronnym argumentem winna być kwestia wręcz ‘być albo nie być’ Polski w przyszłości. W każdym razie takiej Polski, jaką chcielibyśmy, by nasze dzieci i wnuki odziedziczyły. Tą kwestią jest członkostwo Polski w Unii Europejskiej. Nie ma znaczenia, że nikt z przywódców PiSu nie powiedział jasno, że dążymy do wyjścia z Unii.  Cała działalność polityczna i ustawodawcza przeprowadzana przez PiS jest w dużej części w sprzeczności z duchem Karty Atlantyckiej a często i z literą prawa Unii. To nie może trwać w nieskończoność. Jestem pewny, że nie będzie.   Gdy tylko jako-tako wypracują się zasadnicze punkty negocjacji z Wielka Brytanią – Europa zwróci się w kierunku powstrzymania erozji traktatów i konwencji europejskich w państwach członkowskich. Dwa kolce to głównie tylko Węgry i Polska. Z czego Polska dużo ważniejsza i dużo przez to niebezpieczniejsza dla Unii. Status quo Unia zostawić sobie samemu nie może. Wszelkimi metodami będzie chciała Polskę, jako członka utrzymać. Ale nie wszystkimi i nie za każdą cenę.  Sojusz francusko-niemiecki na to nie pozwoli. I większość innych krajów też. Nawet za cenę wymuszonych zmian traktatowych. Ostatecznie dla Polaków najważniejsza jest Polska – takie wrażenie odnosi się w Brukseli i większości stolic europejskich. Dla Berlina i Paryża, raczej też dla większości innych stolic: najważniejsza jest Europa. Młode pokolenie Niemców, Francuzów, Hiszpanów, Holendrów, Włochów nie wyobraża sobie świata w zamkniętych granicach krajowych. Oni są już Europejczykami. Z moich rozmów i obserwacji tego samego pokolenia w Polsce odnoszę wrażenie, że ma podobne aspiracje. To im trzeba wyraźnie powiedzieć. Niech mają świadomość wyborów.13001294_1080214845404011_8774310758556996483_n Tak – Europa to jedność kulturowo-cywilizacyjna. Ale to też jedność polityczna. A jedność polityczna nie jest dana raz na zawsze. To decyzje polityczne i ich konsekwencje. Polska ma duży potencjał gospodarczy, ekonomiczny i polityczny. Ma go w Unii. Samotnie jej potencjał jest tak mały, że znaczenia żadnego mieć nie będzie.

 

Sprawa polska a Rewolucja Francuska

by: Bogumił Pacak-Gamalski

 

 

Danton, słynny działacz i lider Rewolucji Francuskiej – postać tragiczna i krwawa jednocześnie – powiedział, że “rewolucja, jak Saturn, pożera własne dzieci”. Co i jemu samemu na końcu (wraz z wieloma innymi przywódcami tej francuskiej i wielu innych rewolucji) się przydarzyło.

W pewnym symbolicznym stopniu rewolucją było powstanie KODu w Polsce w 2015. Pierwszego ruchu ogólnospołecznego nie opierającego się na ideologii i światopoglądzie politycznym a skierowanego do wszystkich obywateli. Jedynym celem była obrona szeroko rozumianej demokracji. Ale demokracji nie XIX ani nawet XX wieku, a demokracji na kształt i na miarę wieku XXI. Nowoczesnej. Obywatelskiej. Tzn. nie w oparciu o nacje, a o obywatelstwo państwowe. Pozbawionej kolorytu (zwłaszcza ciemnych jego barw) etniczności, płci, wyznaniowości, seksualności. Demokracji wolnych obywateli państwa, którego niewzruszalnym fundamentem jest praworządność i absolutnie przestrzegany podział władz: politycznej, legislacyjnej i sądowej.

Ale, jak Danton smutnie zauważył, ruchy masowe są podatne na wstrząsy wewnętrzne. Poprzez własne rozdarcie i chęć podkreślenia jednej lub kilku opcji nad innymi; przez silne konflikty personalne i przez sprytnie sterowane działanie sil zewnętrznych – tych ostatnich zwłaszcza wtedy, gdy ruch jest skierowany przeciw rachowaniom władzy. Tak też i stało się w KODzie. Może nie mogło stać się inaczej. Może Danton, faktycznie nie rzucił po prostu literackiego powiedzenia a odkrył pewną prawidłowość dziejów? Nigdy pewnie się nie dowiemy, a nawet jeśli, to i tak nie zmieni to przeszłości. Przeszłości nic i nikt nie zmieni. Ona już była. Kropka. Co jest ważne, to fakt aby w pewnym momencie być, przez znajomość historii, mądrzejszym i zatrzymać upływ krwi, rozpocząć leczenie i wrócić do celów działania. Najgorszym jest szukanie nowych konfliktów. Jak ktoś gdzieś zdoła ugasić pożar – natychmiast zaczynać drugi gdzie indziej. Na samym końcu zostaje tylko pogorzelisko. Nie służące nikomu. Skoro już historyczne sentencje przypominamy, to jedną jeszcze warto wspomnieć. Starszą od Rewolucji Francuskiej o całe millenia. W 279 roku poprzedniej ery, król Epiru, Pyrrus, po krwawym zwycięstwie nad Rzymianami miał powiedzieć, że jeszcze jedno takie zwycięstwo i będzie zgubiony. Ergo pojęcie ‘zwycięstwa pyrrusowego’.

Demokracja to nie jest moja racja. To w ogóle nie ‘racja’. Niczyja. To zbiór dóbr powszechnych wszystkim dającym szerokie wolności i wszystkich trochę ograniczające. W XIX i XX wieku demokracja często używała pojęcia tolerancji. Czyli zgody na inność, ale zgody, która była pewną łaską władzy politycznej (władcy lub większości rządowej), przyzwoleniem, pobłażliwością. Demokracja XIX wieku opiera się na afirmacji inności. Na prawie a nie na łasce. Na normie a nie na pobłażaniu.

Po wyborach na I Krajowym Zjeździe KODu pozostały pewne pęknięcia, pewne frakcje. To jest też normalne i ‘OK’. Ale ściśle krajowych i ściśle związanych z pozycją lidera krajowych władz KOD ‘pęknięć’ nie wolno przenosić na sceny polonijne.  One nas bezpośrednio nie dotyczą. Naszym celem jest afirmacja idei KOD, a nie jego personaliów.  Tutaj nie ma nadmiaru liderów i kolejki o nieistniejącą praktycznie władzę. Potrzeba po prostu szczerych animatorów demokratyzacji w szeregach Polonii.  Nie będziemy stawiać  symbolicznych ‘gilotyn’. I nie będziemy uznawać czy nie uznawać legalnie wybranych władz ruchu w Polsce. Będziemy pracować i z Kijowskimi i z Łozińskimi. Tak długo, jak będzie trzeba dla Polski i dla nas. Dla nas tu – w Polonii, która tez wymaga reorganizacji i wkroczenia w XXI wiek. Dla większości z nas smętny kujawiak czy dziarski mazur to już za mało, by wszystko tym pokryć i rzewnie się rozpłakać.  Trzeba codziennego działania polonijnego, które Polsce nowoczesnej i nowoczesnemu Polakowi, gdziekolwiek by nie mieszkał, sprawiało satysfakcje i dumę z tego, co sobą reprezentujemy. I tradycji nie trzeba odrzucić. Z tradycji trzeba po prostu wybrać to, co było słuszne, piękne i godne. A nie wszystko było. Nigdzie wszystko nie było. Nie mamy czego się tak strasznie wstydzić. Ale nie mamy znowu jakichś nadzwyczajnych powodów do wypinania piersi o wszystko i za wszystko. Przez chwilkę bądźmy zwykłymi, normalnymi ludźmi. Powszednimi. Nie przeklętymi, nie wyklętymi, nie wybranymi. Normalnymi. To całkiem fajne uczucie.

To – zupełnie niezamierzenie – wielki prezent dla nas od PiSu. Dzieląc nas, wprowadzając waśnie i wrogość między obywatelami – zmusza nas do szukania jedności. Im bardziej skłócać się będziemy w Polonii – tym większe będzie zadowolenie emisariuszy PiSu w Kanadzie i innych krajach osiedlenia i zamieszkania Polaków.

Przy wielkich zadaniach stojących przed KODem i innymi ruchami pro-demokratycznymi w Polsce (niezależne sądownictwo, niezależność mediów, ratunek środowiska naturalnego przed jej totalnym niszczeniem przez politykę rządu, obrona praw kobiet przed ich ‘islamizacją anty-aborcyjną’, obrona szkół i edukacji polskiej przed jej infantylizacją, walka o wolność twórczą polskiej sztuki i kultury) naszym głównym wyzwaniem w Polonii jest wejście w XXI wiek.  Robienie tego właśnie, co w Polsce jest obecnie cenzurowane lub niedopuszczane do swobodnego przekazu:  wolna i otwarta prasa  tradycyjna i elektroniczna; różnorodność opinii i postaw szanowana przez organizacje i wspierana w możliwości jej prezentacji, wspieranie ruchów pro-demokratycznych w kraju przez wskazywanie dobrych przykładów i rozwiązań demokratycznych w naszych miejscach zamieszkania; otwarta i szczera dyskusja historyczna bez różowych i bez czarnych okularów.  Może to się wiązać z pewnymi sankcjami. Głownie finansowymi. Tak, od lat większość polskich organizacji przyzwyczaiła się do finansowego wspierania różnych projektów przez konsulaty, przez Senat RP, przez Tow. Łączności z Polonią.  Niektórzy wpadli wręcz w uzależnienie się od tej pomocy.  Nie było w tym nic złego, tak długo, jak nie było to związane z pewnymi przyrzeczeniami bądź wyraźnie określonymi oczekiwaniami od dawcy dotacji. Nie ma nic nienormalnego, gdy stara ojczyzna wspiera propagacje jej kultury przez grupy zagraniczne. W końcu służyło to i pootrzymywaniu związków z krajem pochodzenia i propagację polskiego dorobku cywilizacyjnego w kraju osiedlenia. Ale dziś to może być (i jest wielokroć) pewien kaganiec ‘wierności poddańczej’. A na to nikt pozwolić sobie nie może. My nie możemy.  Aby te cele osiągnąć niezbędna jest jedność grup pro-demokratycznych za granicą. Rezygnacja z mojej, ‘najlepszej racji’. 40 blisko milionowa Polska może sobie na waśnie wewnątrz-organizacyjne pozwolić. Zasoby ludzkie do wypełnienia luk są nieprzebrane. My, na Obczyźnie, takich zapleczy nie mamy. Zanim się więc podzielimy na ‘murarzy’ i ‘stolarzy’,  na ‘wytrwałych’ i ‘zmiennych’ – zastanówmy się czy nas na takie eksperymenty stać. Odnoszę wrażenie, że nie. Jeszcze nie w tej chwili, jeszcze nie teraz. Na razie : ,każda ręka na pokład’!

 

4 Czerwca – święto wolności w Polsce – 2017

Poniżej publikujemy Uchwałę I Walnego Zjazdu Krajowego Stowarzyszenia KOD.

 

Uchwała Krajowego Zjazdu Delegatów Stowarzyszenia Komitet Obrony Demokracji z dnia 27.05.2017 w sprawie 4 czerwca – Święta Wolności i Praw Obywatelskich 4 czerwca 1989 roku, w pokojowy i demokratyczny sposób, Polacy obalili system komunistyczny trwający od ponad 40 lat. Tym zwycięstwem otworzyli drogę do nadziei innym narodom naszego regionu! Zburzenie muru berlińskiego, uznawane w wielu krajach za symbol upadku komuny, miało miejsce dopiero w listopadzie 1989 roku i było konsekwencją wcześniejszych wydarzeń w Polsce. Świętujemy wiele powstań i wydarzeń patriotycznych, lecz to właśnie czwarty czerwca jest jednym z niewielu, a może jedynym, które przyniosło Polakom zwycięstwo bez daniny krwi. Zwyciężyliśmy dzięki mądrości i konsekwencji! Zwyciężyliśmy nie tylko dla siebie, ale dla Europy! Władysław Frasyniuk, jeden z legendarnych przywódców opozycji antykomunistycznej, powiedział o tym święcie: „To taki współczesny dzień niepodległości. Powinniśmy pokazać szacunek dla tej daty. To był moment kiedy nawet komuniści wiedzieli, że to koniec systemu, że idzie duża zmiana. […] 4 czerwca to najlepsza okazja, by pokazać, że Polacy nie oddadzą wolności.” Europie dziś szczególnie potrzeba nadziei na nowe odrodzenie. Uwierzmy w to sami i przypomnijmy światu: znów nadzieja może przyjść z Polski. Świętujmy dzień 4 czerwca w sposób radosny, dumni z naszego wielkiego zwycięstwa! Świętujmy ten dzień również w poczuciu odpowiedzialności za dziedzictwo wolności, jaki otrzymaliśmy. Niniejsza uchwałą Krajowe Zebranie Delegatów Stowarzyszenia Komitet Obrony Demokracji wzywa i apeluje do swoich członków, ale i do wszystkich Polaków: Świętujmy dzień 4 czerwca jako wspólny, ponad wszelkimi podziałami dzień odzyskania wolności od komunistycznego reżimu. Niech to będzie dzień naszej Wolności i Praw Obywatelskich! Niech to Święto zapala radosny płomień dumy w naszych sercach! Niech budzi świadomość, że dziedzictwo wolności jest darem, o który warto walczyć! I trzeba go strzec.

Marsz Zła w Warszawie

by Bogumił Pacak-Gamalski

onr11

(zdjecie i fragment artykułu Ewy Karban-Jastrzębskiej z  serwisu prasowego KOPDUJ24.PL)

“Trzeba mieć prawdziwą odwagę, aby wyjść na ulice kiedy płynie lawa pomyj. I próbować postawić jej tamę. Nasz czas naznaczony jest doświadczeniem totalitaryzmu. Jest przyzwolenie na kłamstwo i zgoda na przemoc. Weszliśmy w rzeczywistość, która już była i przyniosła gorzkie owoce. Trzeba być zwyczajnym tchórzem, aby udawać, że nic się nie stało. Trzeba być pozbawionym wyobraźni, aby sądzić, że pozostanie to bez wpływu na przyszłe losy miejsca, w którym żyjemy. Bo dziś, przez miasto przeszła fala zła.

29 kwietnia brunatne koszule wyległy na ulice Warszawy. Noszący je ludzie wznosili okrzyki nienawiści, świętując w ten sposób rocznicę, która budzi demony. Ich równy marsz i śpiewy, ich buta i duma rodzą najgorsze skojarzenia. Oto nieodrodni potomkowie idei, która połączyła bezrozumne tłumy i pchnęła je do zbrodni na ludzkości. W historii mogą przejrzeć się jak w lustrze. A potem budzić się z krzykiem. Ale jeszcze nie czas, aby to pojęli.”

Trzeba mieć odwagę aby protestować… . To prawda, choć nie protestować nie można.
29 kwietnia 2017 roku w samym sercu Warszawy przeszedł ponury, przerażający marsz polskich faszystów spod znaku ONR.  Nie pierwszy raz w wolnej Polsce ale pierwszy w tak wymownej, pełnej pychy i własnej siły symbolice. Ochraniany przez polską, warszawską policję.  Ze zdumieniem oglądałem relacje filmowe z tego Marszu Zła i przecierałem oczy nie ufając temu, co widzę. W Warszawie. W mojej Warszawie. W Warszawie, która za sprawa faszystów innej, niemieckiej narodowości prawie zginęła na zawsze. Prawie przestała istnieć zamieniona w zwały dymiącego gruzu. W Warszawie, którą faszyzm systematycznie, dom po domu, ulica po ulicy, dzielnica po dzielnicy wysadzał w powietrze, palił. Gdzie nie ma nic za Żelazną Bramą, choć były tam barwne, gwarne ulice, co by przypominało nawet na moment Jej mieszkańców, którzy wraz z dymem getta warszawskiego zamienili się w popiół historii. Naszej, polskiej. Bolesnej. Która nigdy nie wróci. Warszawie, gdzie młody Krzysztof Kamil wraz z kwiatem młodej, warszawskiej inteligencji legli jak nie milknący krzyk od kul wrażego faszyzmu hitlerowskiego. W tej Warszawie skąd wywożono ciężarówkami polską inteligencję do lasu w Palmirach, by już nigdy z tego lasu nie powrócić. Tego lasu i tych grobów, które jako młody chłopiec przyjeżdżałem oglądać ze smutkiem. I mieć  zaciśnięte , dziecięce piąstki i powtarzać przez jeszcze bardziej zaciśnięte zęby: nigdy już faszyści do Warszawy nie wrócą, nigdy!
Palmiry_ostatnia_droga
Warszawianki prowadzone na rozstrzelanie w Palmirach
A wrócili. Nasi, właśni. Polscy. Co jest tym boleśniejsze, tym trudniejsze do zrozumienia. Choć – czy rzeczywiście jest w ogóle możliwe do zrozumienia? W kraju, który jak żaden bodaj inny najbardziej i najdłużej wycierpiał i wykrwawił się pod faszystowskim buciorem… . Kim są, skąd się wzięli? Bandą bezmyślnych, zaślepionych złoczyńców. Bandą pozbawiona skrupułów i moralnych drogowskazów. Pod przywództwem ludzi groźnych, niebezpiecznych. Wrogów Polski. Tak – wrogów. Bo jeśli Polska może istnieć, jako polska – musi być wolna, suwerenna, demokratyczna. Bez tego nie ma wolnej Rzeczypospolitej. Może być Generalna Gubernia, może być Królestwo Polskie rosyjskiego cara, może być PRL sowieckie – nie może być Wolna i Suwerenna.
Marsz ONR 29 kwietnia w Warszawie był marszem brunatnych koszul i buciorów deptających groby pomordowanych w Palmirach, groby nieznane żołnierzy Powstania w Getcie warszawskim, i groby  w kamienicach, na podwórkach, w kanałach, na barykadach kwiatu Warszawy wojennej, kwiatu Miasta Niepokonanego: powstańców warszawskich z 1944 roku.
Nigdy, nigdy faszystom jakiejkolwiek nacji,a zwłaszcza polskiej, Warszawy nie oddamy. Nigdy. Bo to tak, jakbyśmy zgodzili się na nowo zamordować tych wszystkich, którzy ja od wieków bronili. Aby była uśmiechnięta, radosna, swobodna. Wolna.

Spodziewać się można było protestów naszych, w Kanadzie. Naszych zacnych (?) organizacji, stowarzyszeń, KPK. Nie znalazłem. Choć z kimkolwiek nie rozmawiałem był tym  Marszem Zła oburzony. Ja wiem i rozumiem, że my się ‘do polityki mieszać nie powinniśmy’. Ale są momenty, że nie mieszanie się do polityki – jest polityką. Złą. Karkołomną. Przynosząca Polsce szkodę. Nasze dzieci i nowe pokolenie polonijne tu urodzone muszą wiedzieć z jakiej Polski mogą być dumnie, z jakiego dziedzictwa narodowego rodziców i dziadków sięgać po wzory. A dziś lepiej niż kiedykolwiek przedtem wiemy, że nie z każdego.

Nie wszyscy wstydliwie jednak milczymy. Poniżej załączam List Otwarty do Prezydenta RP, Andrzeja Dudy od dziesiątków Polaków skupionych od Montrealu po Vancouver w grupach sympatyków Komitetu Obrony Demokracji. Jedne liczą po parędziesiąt, inne po kilkanaście osób. Inni na spotkaniach prywatnych szeptem wyznają: ‘jesteśmy z wami, popieramy’.  Smutne, że dożyliśmy znowu czasów, gdy takie deklaracje znowu się szeptem wypowiada …  To jednak już inny temat. Ważne, że naszego, z Kanady, głosu nie zabrakło w morzu oburzenia i protestu wobec tej profanacji  narodowej, jaka był ten Marsz ONR w Warszawie.

Wśród protestujących wobec maszerujących faszystów zauważyć łatwo było ludzi trzymających w poprzek ulicy długie transparenty z napisem “Granica Przyzwoitości”.

Tej granicy nikt nie powinien przekraczać. Bez względu na poglądy polityczne. Co słusznie w tym Liście podkreślono.

Pan

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej

Andrzej Duda

Warszawa, Polska

 

Panie Prezydencie

Państwo Polskie, po odzyskaniu upragnionej wolności i suwerenności w 1918, szukało różnych, często dziwnych, dróg do kształtowania tej II Rzeczypospolitej. Wszak po ponad 120 laty niewoli nie mogła być i w rzeczy samej nie była tym samym, identycznym państwem, jakim była I Rzeczypospolita. Byliśmy jednak, mimo zaborów, ciągle częścią Europy i europejskich systemów filozoficznych i politycznych. Podobnie, jak w wielu innych krajach europejskich niektórzy, na szczęście nieliczni, szukali tej nowej drogi na manowcach rodzimego faszyzmu. Po zawaleniu się ustalonego od stuleci porządku legalistyczno-państwowego błądzono w ideach innych. Jedną z nich był rodzący się faszyzm narodowościowy. Władze państwowe II Rzeczypospolitej dość szybko i zdecydowanie rozwiązały organizację najbardziej radykalną spośród faszyzujących grup polskich – ONR. Być może dzięki temu uniknęliśmy stoczenia się w ciemności wyborów: włoskiego, hiszpańskiego czy portugalskiego. Nawet stosunkowo łagodny – wszak też mimo to zbrodniczy – faszyzm węgierski ominął nasza ojczyznę. Nikt jednak nie mógł nawet przewidzieć lub przewidzieć nie potrafił, jaką drogę wybierze faszyzm naszych najbliższych sąsiadów: niemiecki. Byli tacy i są ciągle, niestety, którzy usiłowali sugerować, że hitleryzm nie jest spadkobiercą faszyzmu europejskiego. My, Polacy – wiemy, że hitleryzm to naturalna i logiczna konsekwencja ideologii faszystowskiej. Cała Europa padła ofiarą tej kulminacji zła faszyzmu, jakim był niemiecki nazizm i hitleryzm. Ale nikt bodaj nie padł tak krwawo, tak tragicznie, jak Polska.

Symbolem tej ofiary, tego straszliwego, nieporównywalnego z jakimkolwiek innym okresem naszej historii, losu była Warszawa i jej hekatomba. Warszawa symbolizowana przez dwa zrywy Jej mieszkańców: Powstanie Żydów warszawskich w Getcie: beznadziejne, militarnie bez znaczenia a bezapelacyjnie wielkie zwycięstwem ducha nad ciemnością; i Powstanie Warszawskie, wszystkich warszawiaków. Powstanie, które mimo wieloletnich, a dziś już czysto akademickich, sporów o jego sens – w swej klęsce stało się polskimi Termopilami. Warszawa stała się Spartą wszystkich polskich polis. W walce z faszyzmem i próbie zawładnięcia własnym Domem zanim włamie się do niego komunizm. Wiemy, co stało się potem. Wiemy, jak to Miasto płonęło tygodniami, dom po domu, ulica po ulicy … . Mieście, gdzie obok tysięcy innych, padł młody Krzysztof Kamil Baczyński. A nim padł od faszystowskiej kuli , zdążył był napisać:

I wyszedłeś, jasny synku, z czarną bronią w noc,

i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut – zło.

Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.

Czy to była kula , synku, czy to serce pękło?

Tak umierała Warszawa pod naporem faszystowskiej pogardy wobec człowieka. Po to by nigdy już Jej ulicami faszyści butnie nie stukali obcasami czarnych buciorów w Jej bruk.

Panie Prezydencie – w związku ze strasznym i przerażającym Marszem Polskiego Faszyzmu ulicami Warszawy – Miasta Niepokonanego – mówimy głośno NIE!

Nie ma miejsca w ulicach, alejach warszawskich na Marsze Faszystów. Nigdy nie będzie. Nie w tym Mieście, które z rąk tej zbrodniczej ideologii opływało krwią i cierpieniem na skalę niespotykaną. Warszawska Policja musi stać w obronie demokracji, tolerancji i wolności polskiej – nie w obronie polskiego faszyzmu. Hańba tym, którzy na to wyrazili zgodę. Wyrażamy nasze najgłębsze oburzenie tym strasznym Marszem Nienawiści i zgodą polskich władz na tego typu manifestacje zła. To Granica Przyzwoitości, której przekroczyć nie wolno nikomu. Hasła tych faszystowskich środowisk o ‘Wielkiej Polsce” są zbyt bliskie, zbyt niebezpiecznie bliskie, hasłom ‘Deutschland über alles’. A przecież nikt normalny nie określi dziś hitleryzmu, jako odmiany niemieckiego patriotyzmu. Tak, jak polski faszyzm nie może być odmianą polskiego. Faszyści nie mają prawa nigdy więcej stukać swoimi buciorami w bruk warszawskich ulic.

My, Polacy zamieszkali w Kanadzie, którym ojczyzna naszej młodości zawsze będzie bliska i ważna, zwracamy się do Pana, sprawującego Najwyższy Urząd Rzeczypospolitej Polskiej o jednoznaczne potępienie tego Marszu Zła i podjęcia kroków by nigdy więcej. By żadna polska pisarka nie musiała nigdy powtarzać słów Zofii Nałkowskiej: ludzie ludziom zgotowali ten los.

Mogą nas dzielić przekonania polityczne, nawet światopoglądy – nie mogą nas dzielić imponderabilia polskie.

 

W imieniu naszych członków skupionych w grupach lokalnych KOD_Polonia_Canada w Calgary, Montrealu, Toronto i Vancouverze oraz bratniej grupy autonomicznej KOD-Ottawa:

  • Koordynatorzy KOD_Canada: Anna Bocheńska, Bogumił Pacak-Gamalski, Marek Tucholski; za KOD-Ottawa: Bogumiła Kopcewicz i Piotr Sobierajski;
  • reprezentujący Grupy lokalne: Toronto – Bożena Krzyżanowska, Calgary – Małgorzata Gasperowicz, Montreal- Lucja Dziedzic, Vancouver – Agnieszka Bylicki i Tamara Szymańska-Golik.

Członków indywidualnych z miejscowości, gdzie nie istnieją zorganizowane Grupy Lokalne KOD reprezentują bezpośrednio Koordynatorzy KOD_Canada. List i jego treść dyskutowany był we wszystkich Grupach i nikt nie wyraził sprzeciwu wobec jego treści lub odmowy podpisania Listu. W sposób jasny reprezentuje uczucia głębokiego oburzenia wszystkich naszych członków i sympatyków wobec tego Marszu Zła ONR w Warszawie.

 

 

Pamiętanie o żołnierzach wyklętych. A może nie zapominać i nie mieszać z tym pamięci o żołnierzach szanowanych, podziwianych czyli o dziwnej ‘polityce historycznej’ rządu RP w 2016.

by Bogumił Pacak-Gamalski

Zacznijmy od sprawy sprzed prawie pół roku. O obchodach rocznicy Powstania warszawskiego i konflikcie weteranów Armii Krajowej z ministrem Obrony Narodowej, Antonim Macierewiczem.  Pan minister zagroził, że w czasie Apelu Poległych musi być odczytany Apel Smoleński. Przypomnijmy, że Apel Poległych w Wojsku Polskim to uroczysty i formalny, określony szczegółowo regulaminem wojskowym,  sposób uhonorowania pamięci Polaków poległych w obronie ojczyzny. Apel Smoleński zaś dotyczy osób, które zginęły skutkiem wypadku lotniczego. Nie w działaniach wojennych, nie na polu bitwy. W rozmowach ze Światowym Związkiem Żołnierzy AK i oficjalną grupą byłych Powstańców warszawskich minister Macierewicz odrzucił żądanie weteranów o nie włączanie Apelu Smoleńskiego, jako zdecydowanie nie mającego z obchodami nic wspólnego.  Stwierdził wyraźnie, że Kompania Honorowa Wojska Polskiego dostała rozkaz odczytania Apelu Smoleńskiego i tego rozkazu nie zmieni. Rozgoryczeni byli żołnierze Powstania zasugerowali więc, że pierwszy raz  w historii obchodów rocznicy Powstania nie życzą sobie udziału Kompani Honorowej WP i że rolę tej Kompani wypełni w takim razie poczet Harcerzy Polskich. W związku z szykującym się skandalem i oburzeniem warszawiaków i patriotów w reszcie kraju – Macierewicz zgodził się na dalsze rozmowy, gdzie  miał zaoferować delegatom b. żołnierzy AK i leciwej grupie Powstańców kompromis. Jak się okazało kompromis w rozumieniu pana ministra Obrony Narodowej polegał na postawieniu na swoim i odczytaniu Apelu Smoleńskiego. Spotkało się to z wielkim rozgoryczeniem sędziwych Powstańców i większości warszawiaków. Tak nie potraktowano żołnierzy Armii Krajowej od czasów pierwszych dekad PRL.

Kolejnym policzkiem wobec pamięci bohaterów walk o niepodległość w czasie II wojny światowej była powolna i coraz bardziej uwypuklana gloryfikacja tzw. ‘żołnierzy wyklętych’. Określenie to zwykło się używać wobec osób i ugrupowań, które zorganizowały zbrojne grupy na terenie głównie ziem południowo-wschodnich nowego państwa ludowego. Były to grupy bardzo różnorodne, nie stałe i wywodzące się z rożnych środowisk. Celem zasadniczym była próba kontynuacji walki zbrojnej z komunistycznym Korpusem Bezpieczeństwa Publicznego  (popularnie określanymi złowrogim zwrotem ‘ubowcy) oraz jednostkami armii sowieckiej, których w Polsce po 45 była cała masa. Wielokroć w organizacji tego nowego, zdecydowanie nie popieranego przez dowództwo krajowe ani londyńskie Armii Krajowej ruchu, były ugrupowania radykalnej prawicy  i polskich ruchów faszystowskich. Tych, których ‘bohaterstwo’ i aktywność partyzancka w latach wojny nie była zbyt widoczna. Byli ludzie, którzy po prostu nie potrafili się w nowej rzeczywistości politycznej odnaleźć w jakikolwiek sposób. Którzy, jak wielu wówczas, uznawało tą sytuacje za przejściową. Czekali na, ich zdaniem nieunikniony, prędki konflikt zbrojny Zachodu z Rosja sowiecką. Byli tacy, którzy nie chcieli dostać się w łapy tzw. ‘sprawiedliwości ludowej’ PPR. Ich akcje bywały bardzo różne i często bardzo kontrowersyjne. Czy służyły interesom i dalekowzrocznym planom niepodległościowym Polski? Trudno dać jednoznaczną odpowiedź. Ale raczej nie. Często były powodem akcji odwetowym tak tegoż niesławnego Korpusu Polski komunistycznej, jak i żołnierzy sowieckich. Najbardziej na tym ucierpiała miejscowa ludność. W końcu ginęli Polacy: i po jednej i po drugiej stronie. Znaczenia militarnego nie miało to żadnego. Napadano też na wioski i gospodarstwa w celu zdobycia niezbędnego zaopatrzenia żywnościowego. Dokonywano samosądów. A samosądy były w latach okupacji karane przez wojskowe sądy AK i nie były częścią eposu Polski Podziemnej. Miały też miejsce ohydne i antypolskie akcje mordów etnicznych na obywatelach Rzeczpospolitej Polskiej innego niż katolickie wyznania (głównie prawosławnych i unitów) i innego niż polskie pochodzenia etnicznego (polscy z dziada pradziada Białorusini, Litwini, generalnie ludność wywodząca się korzeniami z plemion ruskich (nie rosyjskich, to osobne określenia i osobne historycznie zagadnienia). Były nawet próby dochodzeń przez polski rząd na Obczyźnie i organy polityczno-wojskowe Rządu Londyńskiego. Nie mogły być doprowadzone do końca z braku możliwości przeprowadzenia wizji lokalnych i przesłuchiwań świadków. Procesy wytaczane przez Polskę komunistyczną nie były zainteresowane dochodzeniem prawdy ani sprawiedliwością a zwykłą zemstą. Cały ten temat był naładowany dynamitem emocji historycznej i patriotycznej. Nigdy nie przeprowadzono do dziś pełnych badań historycznych ani dokładnych procesów sądowych. Komuniści nie przechowywali rzetelnych dokumentacji na ten temat. Zresztą temat ten był im bardzo niewygodny. Trudno ‘żołnierzy wyklętych’ jednoznacznie potępić. Niemożliwe jest ich jednoznacznie umieścić w panteonie bohaterów polskich. Być może kiedyś zrobi się jakieś całościowe a nie wyrywkowe na ten temat badania.

Ale używanie tego owianego zła i dobrą legendą fragmentu polskiej historii do kształtowania własnych celów politycznych jest ze wszech miar szkodliwe i warte potępienia. Nie wolno pod jakimkolwiek pozorem łączyć epopeję wojenną legalnych i niezłomnych żołnierzy Polskich Sil Zbrojnych na Zachodzie i żołnierzy Polski Podziemnej podległych legalnym władzom wojskowym i Delegaturze Rządu RP z samodzielnymi grupami zbrojnymi, które się zawiązały po 1945. Na pewno byli wśród nich młodzi i naiwni, którzy głęboko wierzyli, że służą sprawie wolności Polski; byli tacy których parła osobista i zbiorowa żądza (jakże zrozumiała dla tych, którzy przeszli okupację sowiecką po 1939 i zdradzie AK przez Rosję w akcji “Burza” na Wileńszcyźnie i w innych wschodnich województwach RP) zemsty na komunistach; byli i tacy – niestety – którymi kierowała ideologia polskiego faszyzmu i marzenie o Polsce czystej etnicznie i wyznaniowo. Niektórzy z nich znaleźli później schronienie w potężnej organizacji PAX pod rządami Piaseckiego, przedwojennego falangisty. Organizacji, która działała za zgodą władz tejże komunistycznej Polski, o czym dziś się chętnie zapomina. Poważnego znaczenia politycznego te grupy zbrojne nie miały i sukcesu w tej mierze jakiegokolwiek nie odniosły. Wpływu na losy Polski – też nie. Uznania międzynarodowego – zupełnie nie.  Zostawić temat należy historykom, zwłaszcza tym, których wiek i generacja nie jest emocjonalnie aż tak z tamtymi dniami związana. Pod jakimkolwiek pozorem nie jest to temat do badania, rozwiązania, uwypuklania lub ukrywania przez polityków. Najmniej przez nich.

wywiady z weteranami Powstania Warszawskiego w sprawie skandalu Apelu Smoleńskiego

 

 

Oświadczenie KOD-Vancouver, oddziału KOD_Canada

26 lutego miały miejsce tzw. obchody dziwnego, nieznanego wcześniej ani w Polsce, ani zagranicą, ‘Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych’.  W  Vancouverze zorganizowano je w polskiej parafii p.w. św. Kazimierza i w hali SPK na ul. Kingsway.  My, niżej podpisani Obywatele Polski i członkowie Polonii kanadyjskiej wyrażamy swój sprzeciw wobec tego typu manipulacji historycznej.

O ile zrozumieć można religijną uroczystość pamiętania o zmarłych bez względu na ich zasługi lub grzechy, o tyle obchody tego ‘Dnia’ w salach SPK wydają się bardzo dziwne, zważywszy na historyczny charakter tej wyjątkowo zasłużonej organizacji oddanej służbie nigdy nie wyklętych żołnierzy PSZ i legalnej Polski Podziemnej.

W ramach ksenofobicznej i faszyzującej tzw. “polityki historycznej” uprawianej przez obecny rząd w Polsce, dokłada się dużych kosztów oraz wysiłków w celu upamiętnienia i uhonorowania działalności grup paramilitarnych na ziemiach polskich po 1945, wrzucając wszystkich do jednego, pojemnego worka ‘walki z komunizmem’.  A nie wolno zapomnieć, że zbrojna działalność partyzancka była rozkazem Naczelnego Dowództwa i Rządu Polskiego w Londynie zakazana z chwilą zakończenia II wojny światowej, a jednostki Armii Krajowej rozkazem wojskowym rozwiązane.  Zasadniczym powodem było ocenienie takich walk, jako beznadziejnych i uniknięcie walk bratobójczych oraz akcji odwetowych wojsk komunistycznej Polski i ich sowieckich zwierzchników.  Czyli ochrona narodu i państwa przed dalszymi stratami.

Jak wiemy – wbrew tym rozkazom i wytycznym, nie wszyscy broń złożyli. Wśród tych straceńców i może nawet romantycznych, samobójczych bohaterów, znalazły się jednak jednostki i grupy, które dopuszczały się akcji zbrodniczych w świetle prawa zarówno polskiego jak i międzynarodowego. Miały miejsce akcje czysto rabunkowe, zdarzały się morderstwa wojenne na jeńcach sowieckich, zdarzały się straszliwe zbrodnie czystek etnicznych na obywatelach polskich innego pochodzenia etnicznego lub innego wyznania religijnego. Był to okres tragiczny w naszej historii. Nie można go jednoznacznie opisać lub ocenić. I do tej pory nikt solidnie takich badań i analiz nie przeprowadził. Ale nagły pęd do utożsamiania, stawiania znaku równości, między wysiłkiem zbrojnym bohaterskich żołnierzy Armii Krajowej i innych jednostek podległych legalnym władzom Polski Podziemnej, Delegaturze Rządu RP i Naczelnemu Wodzowi Polskich Sil Zbrojnych, a tragicznymi decyzjami indywidualnymi dowódców i grup po 1945 roku jest niemoralny i nieprawdziwy historycznie. Może to być też po prostu szkodliwe, jeśliby de facto prowadziło do apoteozy zbrodni i gwałtów, jakich niektórzy się dopuszczali.

Jednocześnie te dziwne uroczystości stoją w jawnej sprzeczności z niespotykanymi upokorzeniami, jakich doznawać musieli i doznają autentyczni bohaterowie tamtych dni: żołnierze i nieliczni pozostali przy życiu oficerowie i żołnierze AK. Pamiętajmy o obrzydliwym potraktowaniu sędziwego, przebywającego w szpitalu generała Ścibor-Rylskiego, o fatalnym lekceważeniu i wręcz szantażowaniu reprezentantów Światowego Związku Żołnierzy AK przed ostatnimi obchodami rocznicy Powstania Warszawskiego w ubiegłym roku.

 Jest dla nas szokujące, że świadomi (bo czy możliwe, że nieświadomi?!) tych faktów działacze i władze obecnego Stowarzyszenia Kombatantów Polskich w Vancouverze, zgodzili się w tych dziwnych obchodach Dni Pamięci wziąć udział. To urąga genezie powstania tej wspaniałej Organizacji międzynarodowej, pamięci jej twórców, członków i działaczy: żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych pod dowództwem legalnego Rządu RP i Naczelnego Wodza oraz żołnierzy AK, którzy składali wojskowa przysięgę i w swej nierównej walce respektowali polskie i międzynarodowe konwencje i umowy wojenne. Bo byli żołnierzami Rzeczypospolitej.  II Rzeczypospolita to nie były Dzikie Pola na Zadnieprzu w XVII – to było demokratyczne państwo prawa. A Jej żołnierze od września 1939 do 1945, tak poza granicami ojczyzny, jak i ci z szeregów AK i Batalionów Chłopskich byli żołnierzami na służbie nie tylko wolności ale i prawa polskiego i międzynarodowego.

członkowie KOD-Vancouver: J. Buczek, A. Bylicki, D. Dolecki, E. Michalska, M. Michalski, J. Muc, J. Kowalski, W. Kuczyński, W. Lalonde,  T. Orłowski, B. Pacak-Gamalski, J. Surma, T. Szymańska-Golik,R. Wand

 

Brak szacunku władzy dla sądów skutkuje brakiem szacunku społeczeństwa dla praw stanowionych przez władzę

Stanowisko Zarządu Głównego KOD w Polsce wobec ostatnich ataków rządu RP i partii rządzącej w Sejmie na sądownictwo w kraju.

logo_zastrzeżony (1)

(tekst ze strony internetowej KOD www.ruchkod.pl pod datą 13 lutego 2017)

Zarząd Główny Komitetu Obrony Demokracji, po zapoznaniu się z opiniami Sądu Najwyższego, Krajowej Rady Sądownictwa, Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa i opiniami polskich specjalistów prawa publicznego, wyraża stanowczy sprzeciw i potępia działania Rządu, których celem jest unicestwienie ostatniej ostoi praworządności w Polsce – niezależnego i bezstronnego sądownictwa.

Wartości takie jak praworządność, demokracja i równość, nie stanowią celów samych w sobie. Umożliwiają one budowanie więzi społecznych, w których żyją nasze dzieci, rodziny, rodzice i my sami. Pozbywszy się Trybunału Konstytucyjnego, atak wymierzony w sądy powszechne, administracyjne i Krajową Radzę Sądownictwa trzeba uznać za atak na praworządność, demokrację i równość – gwarancje wolności – które są wyznacznikiem naszej cywilizacji.

Komitet Obrony Demokracji powstał po to, aby wspólnymi siłami przeciwstawić się tego rodzaju zapędom rządu, który jednoznacznie nadużył i sprzeniewierzył się mandatowi demokratycznemu, uzyskanemu w wyborach.

Zarząd Główny Komitetu Obrony Demokracji dziękuje działaczom KOD-u, którzy dotychczas, oddolnie, zorganizowali szereg wspaniałych inicjatyw w obronie ustroju państwa opartego na podziale władzy – najważniejszej sprawie! Jesteśmy gotowi służyć wsparciem w kolejnych wydarzeniach.

Tymczasem prosimy o dołączanie do wydarzenia ”Nie pozwólmy na zmianę ustroju państwa! ”, które jest obywatelską inicjatywą, ale jest popierane przez KOD https://www.facebook.com/events/144657956042267/
Będziemy na nim promować wszystkie KODowe oraz niekodowe akcje dotyczące sądownictwa.

Zarząd Główny KOD-u wzywa jednocześnie wszystkie organizacje pozarządowe i obywatelskie do wspólnej walki o zachowanie ostatniej bariery chroniącej demokratyczne państwo prawne.

Pragniemy również podkreślić, iż z chwilą zniesienia rządów prawa, z chwilą, w której sędziowie sądów powszechnych stracą gwarancje niezawisłości poprzez upolitycznienie ich struktur, nikt nie będzie mógł wymagać od Polek i Polaków, aby bezkrytycznie przestrzegali prawa, uchwalanego w Parlamencie poza całkowitą kontrolą. Gdy rządy prawa zawieszone są w próżni, to samo dzieje się z obowiązkami i – co najważniejsze – prawami obywatelskimi, Konstytucją zagwarantowanymi. W nadchodzących tygodniach damy temu wyraz. Wspólnie!

Zarząd Główny KOD-u