Polki i cena aborcji

Są chwile na żarty i krotochwile. Są chwile zmęczenia, zwykłego nawet znużenia polityką. Zwłaszcza polityką kraju niby swojego, a przecież odległego, gdzie od lat wielu się już nie mieszka. Gdzie i tak decydować o jego losach będa ci, którzy tam pozostali i są. Jestesmy symbolicznie jego częścia, ale bardziej w wymiarze kulturowym niż politycznym. I tak być powinno. Promować, rozwijać samemu tutaj, polską kulturę i jej szlachetne wątki (nie zajmując się jednocześnie ukrywaniem lub zamiataniem pod dywan tych brzydkich, które też są) – to nasza droga. Droga w czasach normalnych.

Co zrobić jednak , gdy czasy normalne zdaje się jakby ukryły się w szafie, schowały za rogiem? Wtedy milczeć i udawać, że to nie nasze sprawy nie wolno. Tak, jak nie wolno nam milczeć teraz właśnie, gdy w każdym momencie kobiety w Polsce mogą być postawione wobec całkowitego zakazu aborcji. To wykracza poza sprawy  sporu ideowego, poza ramy religijne (chyba, że mieszkasz w państwie teokratycznym a nie w rzeczypospolitej/republice.  Pokoleniom kobiet zabrało setki lat powolne wyrwanie się z tego obłędu śmierci, kalectwa i potępienia moralnego. Gdyż prawda jest taka, że slogany pełnego zakazu aborcji są sloganami śmierci a nie życia.   Że były w dalekiej przeszłości, a w krajach pół dzikich (lub właśnie w dyktaturach wyznaniowych) są do dziś, narażaniem na śmierć i okaleczenie. Że kobiety umierają w czasie nie medycznego usunięcia niechcianej ciąży, zostawiając wielokrotnie w domu dzieci już posiadane, które nagle stają się sierotami.  Nie będę wdawał się tu w anachronistyczne dysputy, czy zarodek,  wczesny płód, to dziecko czy zlepek komórek, który dopiero skutkiem trudnej i nie zawsze skutecznej dalszej przemiany może się dopiero rozwinąć w osobę ludzką. Że olbrzymia ilość kobiet nawet pojęcia nie ma, że mogły mieć już w swym życiu niejedną taką naturalną ‘aborcję’ kiedy ich organizm nie przyjmuje tego nowego związku komórek i go usuwa.

Co warto i trzeba w takich momentach wykrzyczeć do państwa, które swe obywatelki tak chce zniewolić to po prostu zwykłe:  Polki to nie szkapy i krowy, które prowadzi się na sznurku do byka i ogiera. To nasze matki. Nasze siostry, żony, przyjaciółki. To LUDZIE, OBYWATELKI. Na zniewalanie ich zgody być nie może. Nigdy nie będzie. Tylko kobieta ostatecznie tą decyzje na całe życie może podjąć. Tylko osoba, która jest w tej ciąży. Jest pewna miła symbolika w popularnym powiedzeniu, że to cała wioska wychowuje d19399614_1969168466442475_2860928822064474706_nziecko.  I o ile jest ono stosowne w opiece socjalnej i sąsiedzkiej, jakiej rodzinom może i powinno społeczeństwo dostarczyć – rzeczywistość jest taka, że dziecko jest wychowywane przez rodziców lub rodzica. I na tych ludziach spoczywa tego ciężar. Więc społeczeństwo nie ma prawa decydowania o czyjejś ciąży. I nie jest tak, że kobiety w Polsce masowo domagają się ‘aborcji na żądanie’. Przeciwnie – jest raczej większość olbrzymia za poważnymi ograniczeniami aborcji związanym z wiekiem płodu  i później dziecka w łonie matki. Jak w różnych krajach sprawy tego wieku rozwiązano zależy już głównie od środowisk medyczno-naukowych. I to nic z tym zakazem kompletnym aborcji nie ma wspólnego.

Autentyczna polityka pro-rodzinna i dążąca do pozytywnego bilansu przyrostu naturalnego państwa nigdy nie jest zależna od praw aborcyjnych a od konkretnej pomocy dla rodzin.  Trzeba stworzyć sytuacje i warunki, by ludzie chcieli mieć więcej niż dwoje dzieci a nie zmuszać je do tego by dzieci mieli. A już szczególnie jakieś szaleńcze pomysły zmuszania do rodzenia dzieci, które szansy na przeżycie mieć nie będą, co medycyna natalna może dość dobrze dziś rozpoznać.

Zakaz aborcji jest zakazem dostarczenia kobiecie opieki zdrowotnej. A to już przestępstwo. Jeżeli w prawie polskim kobieta (jeszcze) jest uznawana za człowieka, a więc pełnego obywatela – ograniczanie jej dostępu do opieki medycznej jest łamaniem najbardziej kardynalnej zasady konstytucyjnej w Polsce: równości wobec prawa. Wybory religijne są już tylko wyborami moralno-etycznymi indywidualnymi. Nigdy nie mogą być zbiorowymi.  Bo wówczas godzą w kolejną kardynalną zasadę konstytucyjną: prawa do wolności religii. I do wolności od religii. Szaria czy muzułmańska czy katolicka dalej jest szarią. Tyle, że tu nie chodzi o jakieś szmatki na twarzach czy długie suknie a o coś wielokroć poważniejszego.

Nieszczęściem istniejącego w Polsce prawa aborcyjnego jest to, że jest złe z gruntu. Nazbyt restrykcyjne i obciążające najbardziej biedne materialnie kobiety. Tj. te które albo musza ponosić niewspółmiernie wysokie koszty wyjazdów na zabiegi do krajów o mniej restrykcyjnych prawach aborcyjnych albo do szukania pomocy właśnie w nielegalnych (więc niebezpiecznych dla ich zdrowia i życia), podziemnych aborcjach. Gdzie nie ma już  żadnej ochrony dla płodu/dziecka, a jedynym pytaniem, jakie jest zadawane jest najczęściej: za ile?  W momencie wprowadzenia zakazu aborcji ta cena byłaby za każdym razem zbyt wysoka.

Advertisements

Marzec 68′ w perspektywie 2018

by Bogumił Pacak-Gamalski

marzec

50 lat temu, w marcu 1968 roku wypędzono z Polski kilkanaście tysięcy Polaków żydowskiego pochodzenia.  Skazano ich na banicję. Czy to było dużo? Wyrzucenie z kraju jednego obywatela to powód na alarm. Wyrzucenie kilkunastu tysięcy to tragedia na skalę szekspirowską, homerycką. Jeśli te kilkanaście tysięcy to blisko połowa mniejszości narodowej, która liczyła ledwie  ćwierć wieku wcześniej miliony, to tej zbrodni do niczego nie da się porównać.

Jak do tego doszło, jakie były powody tych nieoczekiwanych decyzji partii komunistycznej (PZPR) w Polsce? Przyczyny bezpośrednie powstały  w 1967 roku w wojnie arabsko-izraelskiej.  Tzw. Demoludy (czyli i PRL) były silnie zaangażowane po stronie arabskiej, Zachód po stronie izraelskiej. Szokiem dla PZPR było wyczuwalne silnie  nastawienie Polaków na sympatie pro-izraelskie.  Popularnym było wówczas powiedzenie ‘ale nasi Żydzi dogrzali Arabom i Sowietom!”. Tym nastrojom nie potrafiło skutecznie przeciwdziałać  Biuro Polityczne Władysława Gomułki.

Moczar
Mieczysław Moczar, czołowa postać PZPR

Wykorzystał to słynny ‘narodowiec’ komunistyczny Mieczysław Moczar, który od lat marzył o przejęciu władzy i pozbyciu się Gomułki.  Moczar był trochę takim ówczesnym (tyle, ze komunistycznym a nie katolickim) Macierewiczem PZPR. Gomułki nienawidził nie tylko za wytrącenie mu pałeczki z ręki ale i za to, że nie zrobił po śmierci Stalina czystki w szeregach PZPR. Czystki, która miała pozbyć się elementu żydowskiego w partii. A tego elementu nienawidził jeszcze bardziej niż samego Gomułki. Był narodowcem-komunistą, tak jak po drugiej strony ideologicznej barykady narodowcem-katolikiem był Piasecki z PAX-u. Żydzi-komuniści zawsze bliscy byli ideom kominternowskim (skrzydłu międzynarodowego komunizmu)  lub – po potępieniu Międzynarodówki Komunistycznej w Moskwie- później skrzydłu ściśle pro-sowieckiemu.  Moczar te elementy wykorzystał i zaatakował Gomułkę, że chroni w partii i Polsce siły syjonistyczne. A syjonizm, po przegranej Arabów w wojnie izraelsko-arabskiej, stał się w latach 60. terminem bardziej znienawidzonym i wrogim niż nawet zgniły kapitalizm i imperializm zachodni.

Uśpiony, po tragicznej hekatombie Żydów polskich, anty-semityzm  był łatwo ciągle podatny na taką papkę propagandową. Sprzyjała ona  od lat szeptanej propagandzie ze środowisk ultrakatolickich narodowców i ‘narodowców’ komunistycznych, że cała gehenna i zbrodnie doby stalinowskiej w Polsce były przeprowadzane rękoma polskich Żydów.  W kraju, który poniósł tak olbrzymie straty w szeregach swoich elit intelektualnych i szeroko rozumianej szarej inteligencji  – opinia publiczna coraz łatwiej spoczywała w jedynych ‘wygranych’ klasach społecznych PRL: biedoty wiejskiej i niewyspecjalizowanej ani wykształconej rzeszy robotniczej. To te warstwy były najbardziej podatne na grubo ciosaną propagandę partyjną.  Gomułka wpadł w pułapkę Moczara i tą przynętę ‘syjonistycznego spisku’ połknął. Zresztą nie bez przyczyny określany mianem ‘betonu partyjnego’ ( nota bene określenie to ukłuł wybitny filozof materialistyczny i wówczas komunista Leszek Kołakowski) też szczerze nie znosił Polaków żydowskich, którzy na ogół zaliczali się do grona intelektualistów i inteligencji w szeregach partii komunistycznej. A już z kwestii czysto praktycznej – czyż nie było wygodniej zaatakować maleńkiej grupki narodowościowo-religijnej niż np. ten cholernie ciągle potężny Kościół Wyszyńskiego, lub Ślązaków lub Kaszubów czy Mazurów?! Lub całą inteligencję polską, która do prowadzenia państwa była jednak niezbędna!?

Zwłaszcza, że ta inteligencja, która wydawała się być kompletnie spacyfikowana i zastraszona – podniosła jednak głowy po zdjęciu ze sceny w Tatrze Narodowym prowokacyjnych (zdaniem ambasadora Sowietów)  „Dziadów” Mickiewicza. I poważne, bo na skalę ogólnopolską protesty tysięcy studentów polskich.

Najsilniej na tą nagonkę i na symboliczny atak na „Dziady’ i wolność twórczą zareagowały środowiska inteligencji naukowej i artystycznej, czyli czołówka intelektualna państwa. Co ciekawe, były to często środowiska lewicowe (Michnik, Kuroń, Kołakowski). Poparły je rzesze studenckie – tj. tych, których bezpośrednio nie dotknęły bezwzględne prześladowania doby okupacji i późniejszego terroru stalinowskiego. Zastraszona i zdziesiątkowana większość ‘szarej inteligencji’ mimo sympatii dla studentów i intelektualistów – siedziała cicho i nie wtrącała się. Obojętnie, lub wręcz wrogo, ustawiła się najpotężniejsza klasa robotniczo-chłopska.

 To było tło ‘czystki anty-żydowskiej’. Propaganda bardzo sprytnie wkomponowała protesty w pejzaż anty-polskiej i anty-socjalistycznej kreciej roboty syjonistów i do masowego poparcia dla studentów nie doszło. Przeciwnie, dość wyraźne było (naturalnie ściśle sterowane przez władze partyjne) wręcz wrogie nastawienie tej najliczniejszej i najważniejszej dla PZPR klasy robotniczej. Wielu naiwnych i ‘dobrzechcących’ badaczy tamtego okresu do dziś nie docenia tego faktu i minimalizuje postawy robotniczo-chłopskie w PRL-u lat 50., 60 i początków 70. Były one generalnie niechętne inteligencji polskiej, generalnie gotowe udzielić kredytu zaufania władzy komunistycznej. I prawda twarda jest też taka, że te lasy najliczniejsze ale i najbiedniejsze nigdy takiego awansu społecznego i klasowego nie przeżyły w Polsce 1918-1939. Ta Polska komunistyczna wyciągnęła je z nędzy. Nie do dobrobytu, raczej do biedy. Ale między nędzą a biedą jest duża różnica. Na krótki czas i jedyny w naszej historii stali się nagle klasą ‘panów’.  Na podobnej zasadzie jak w wiekach XVI-XVIII były nią rzesze biedaków szlachty zagonowej, którym wmówiono, że są ‘równymi wojewodzie obywatelami’.  Fakt, że PRL szybko zrezygnował z polityki aktywnej represji wobec Kościoła umożliwił im pogodzenie ateizmu komunistycznego z przywiązaniem do wiary katolickiej. Innym, do dziś bardzo niechętnie poruszanym tematem, jest kwestia przejęcia własności po-żydowskiej po Holokauście. Nie tej wielkiej, bankowo-industrialnej. Tej po-żydowskiej biedocie: pozostałych tysięcy domków-drewniaków, sklepików, warsztatów handlowo-rzemieślniczych. Nie wszystkie miasteczka i miasta były zrównane z ziemią jak getto warszawskie. Większość prowincji przetrwała nie tak najgorzej w strukturze materialnej. I te rzesze najbiedniejsze chętnie się tam wprowadziły. Więc resztek tego elementu żydowskiego było wygodnie się pozbyć. Nie kłuły w oczy. Jak przestali istnieć to jakby i cały temat umarł. Stare cmentarzyki po prostu zarastały trawą i krzakami. Tak, jak pamięć i sumienia.

Odzyskawszy suwerenność mogliśmy jednak sami zacząć w tych ‘zarosłych’ cmentarzykach grzebać. Odsłaniać coraz mniej wygodne wspomnienia, przykryte kurzem historii fakty. Wiele pięknych. Jeszcze więcej brzydkich. Niektóre – wierzę mimo wszystko, że nielicznych stosunkowo – zbrodnicze. Rzeczywistość wolna zmusiła nas do spojrzenia w lustro bez makijażu, bez retuszu. Nikt tego specjalnie nie lubi. Zwłaszcza po 50 latach oczyszczonej, wysterylizowanej wersji historii. Gdzie i lewica rządząca i opozycja niepodległościowa zmuszone były sytuacją polityczną do bronzowienia i złocenia wszystkiego, co z Polską w dobie II wojny światowej było związane. Tak, jak w XIX wieku potrzebna była wówczas a okazała się szkodliwa na dłuższą metę polityka kulturalna ‘ku pokrzepieniu serc’, tak podobne skutki miała gloryfikacja wszystkiego, co narodowe w latach 1940-1990. Powstała wersja historii popularnej ale nie zawsze i nie wszędzie pokrywająca się z historią rzeczywistą. Historia pisana na zamówienie oczekiwań społecznych.

To jest też w jakimś stopniu szeroka geneza roku 2018 i niesławnej nowelizacji Ustawy IPN.  I olbrzymiego, nieoczekiwanego przez partię rządząca międzynarodowego konfliktu, jaki ta ustawa wzbudziła. To na nowo przeorało społeczeństwo polskie. Z jednej strony oburzenie i protesty na świecie obudziły w rzeszach Polaków opór wobec tych protestów przez sprytne  (tak , jak w latach 1967-68) wpisanie tego w elementy ‘ataku na Polskę i Polaków’ i słynne (choć w rzeczywistości kompletnie podniesione do rangi , jakiej nigdy nie posiadały) określenia typu „Polish concentration camps’, ‘Holocaust przeprowadzany przez Polaków’, itd.  Ale tak, jak środowiska studencko-artystyczne tej taniej propagandzie rządowej przeciwstawiły się w 1968, tak tym razem o wiele szersze protesty wobec tej absurdalnej ustawy podniosły się z szerokich kręgów Polaków w kraju i z zagranicy. Wygląda na to, że politycy PiS na prawdę strzelili sobie w nogę i  ‘na złość mamie odmrozili sobie uszy’.

Nikt na taką skalę wewnętrznej (pomijam tu kwestie ostrego konfliktu polsko-izraelskiego i polsko-amerykańskiego, jaki ta Ustawa wywołała) polskiej dyskusji w Kraju i poza nim na te tematy nie wywołał, jak ta Ustawa. I może to jej, na długa perspektywę, jedyny pozytywny element.  I jej autentyczny element moralny, etyczny. Dużo ważniejszy dla nas samych, obywateli  polskich, niż jakiekolwiek materialne, ekonomiczne czy polityczne skutki bieżące. Wydaje mi się, że przekroczyliśmy pewną granicę rozumienia tej trudnej historii polskich stosunków polsko-żydowskich, z której nie ma już możliwości cofnięcia się w tył. Że polski anty-semityzm pokrył się na stałe wstydem i jakkolwiek nie zniknie ani dziś ani jutro – nigdy już z tej porażki ostatnich miesięcy się nie podniesie. I znowu – jest to ważne przede wszystkim dla nas, Polaków, obywateli Rzeczypospolitej.  Mało mnie nawet interesuje w tej chwili, jaki będzie miało to wszystko wpływ na stosunki polsko-izraelskie a już zupełnie bez znaczenia, jak to wpłynie na stosunki polsko-amerykańskie. I Izrael i USA na końcu i tak postąpią tak, jak będzie dla nich korzystnie. Polska jest w bardzo słabej pozycji rzeczywistego wpływu na decyzje amerykańskie, nie wiele więcej na decyzje izraelskie. Jedyne z czego skorzystać, jako państwo, może, to wyciągnąć lekcje, by tych stosunków nie psuć idiotycznymi i niepotrzebnymi ustawami i aktami.

640px-Tablica_Marzec_1968_Dworzec_Gdański
tablica na Dworcu Gdańskim w Warszawie skąd odprawiono z ‘biletem w jedna stronę’ tysiące polskich Żydów w 1968

Zaskakującym ale nader pozytywnym (wiem, że wiele osób zdziwi się, że to piszę) aktem było wystąpienie prezydenta Andrzeja Dudu w Warszawie w rocznicę Wydarzeń Marcowych.  Polityk, który jest współwinny tej Ustawy – powiedział tak wyraźnie i tak dobitnie, jak jakikolwiek do tej pory jego poprzednik na Urzędzie Prezydenckim RP nie potrafił. Powiedział: jako Prezydent Polski – przepraszam.

Prezydent powiedział  też to w zaprzeczeniu wcześniejszej wypowiedzi premiera Morawieckiego, który usiłował odciąć się od jakiejkolwiek odpowiedzialności Polski i Polaków za ‘Marzec’68.

Nie można nie zauważyć, że w pierwszych słowach przypomniał i podkreślił bardzo pozytywna rolę w tamtych dniach m.in. Adama Michnika. Osobowość , obok Lecha Wałęsy i Prezesa Rzeplińskiego, najbardziej chyba znienawidzoną przez obecną władzę  w Polsce.  Z oficjalnej strony Prezydenta RP przytoczę obszerne fragmenty jego przemówienia. Są bardzo ważne. To przemówienie , być może jako jedyne Andrzeja Dudy, przejdzie do historii Polski. I słusznie. Bo te przeprosiny były konieczne. Są sprawiedliwe i godne.  Za te ‘przepraszam’ panu dziękuję, panie Duda.

(fragmenty przemówienia Prezydenta RP w Warszawie w rocznice wypadków Marca’68)

Niepodległość bez cenzury – tego się wtedy domagali, tego się domagali od komunistów. Komuniści oczywiście nie mogli tego zaakceptować, dlatego w sposób bezwzględny zmiażdżyli protesty studenckie. Zmiażdżyli je w sposób dla niektórych straszliwy – dla tych, dla których skończyło się to więzieniem, jak dla osławionych w polskiej historii komandosów, dla Karola Modzelewskiego, dla Adama Michnika.

/…/

Dziękuję, że Państwo tutaj są, bo zawsze musimy o tym pamiętać. Te wszystkie akty odwagi, takie jak 1968 rok, dążenie do wolności, do suwerenności, takie jak 1980 i 1981 rok, takie jak później całe lata 80., konspiracji niepodległościowej, podziemia solidarnościowego, takie jak przełom 1989 roku – one wszystkie złożyły się na naszą wolność i niepodległość. I ci wszyscy, którzy zasłużyli się swoją wielką odwagą, co chcę z całą mocą podkreślić ‒ właśnie w 1968 roku – są postaciami dla polskiej wolności pomnikowymi.

/…/

I wreszcie, proszę Państwa, to jest – co bardzo mocno chcę podkreślić – ten słodki aspekt tamtych wydarzeń. Mimo że niektórzy ucierpieli, mimo że zostali skazani na karę więzienia, mimo że znaleźli się w kopalniach, mimo że relegowano ich ze studiów, to gdy patrzymy z perspektywy historii, powiemy: „Tak, to byli bohaterowie naszej wolności. Tak, to jest ten słodki aspekt tego momentu, że byli tacy, którzy mieli odwagę sprzeciwić się komunistom”.

I pod tym względem ten teren Uniwersytetu Warszawskiego i to miejsce jest miejscem uświęconym bohaterstwem i odwagą ówczesnej polskiej młodzieży, za co dziś – jako Prezydent – składam im głęboki ukłon i głębokie wyrazy szacunku. Jesteście bohaterami naszej wolności. Tak jak Solidarność lat 80., tak jak Żołnierze Niezłomni, jak bohaterowie 1956 roku – tak i Wy jesteście bohaterami naszej wolności, jesteście bohaterami dzisiejszej polskiej niepodległości. Niezależnie od tego, co dzisiaj myślicie, jakie są Wasze poglądy i co wypowiadacie. Dla polskiej wolności, dla polskiej niepodległości jesteście postaciami pomnikowymi.

Ale jest jeszcze drugi aspekt tamtego czasu – ten gorzki, ten niesłychanie smutny, nad którym cały czas i dzisiaj, i w przyszłości trzeba się pochylać z żalem. Niektórzy mówią, że dzisiejsza Polska powinna przeprosić za tamten antysemicki akt dokonany przez ówczesne władze. Za to, że byli tacy Polacy, którzy się do tego wtedy przyłączyli. Za to, że wypędzono z Polski – bo tak trzeba to powiedzieć – paręnaście tysięcy ludzi.

Proszę Państwa, tak jak za Grudzień 1970 roku, za to, że strzelano do ludzi w Gdańsku, w Gdyni, tak jak za Radom, Płock, Ursus 1976 roku, tak jak za kopalnię „Wujek” 1981 roku, jak za błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszkę, za ludzi pomordowanych przez komunistów ‒ dzisiejsza wolna Polska niepodległa, moje pokolenie nie ponosi odpowiedzialności i nie musi za to przepraszać.

Ale chcę z całą mocą podkreślić, że z wielkim żalem pochylamy głowy ‒ pochylam głowę z wielkim żalem także ja, jako Prezydent. I tym, którzy zostali wtedy wypędzeni, i rodzinom tych, którzy zginęli, chcę powiedzieć: proszę, wybaczcie, proszę, wybaczcie Rzeczypospolitej, proszę, wybaczcie Polakom, wybaczcie ówczesnej Polsce za to, że dokonano tego haniebnego aktu.

 

 Patrzę dziś na tę moją Polskę, na tę naszą Polskę dzisiejszych czasów XXI wieku i myślę sobie: co za żal, co za stratę ponosi dzisiejsza Rzeczpospolita, że Wy wszyscy, ci, którzy wyjechali, ci, którzy być może umarli przez tamten 1968 rok, że Was dzisiaj z nami nie ma. Że jesteście elitą inteligencji, ale w innych krajach. Że jesteście ludźmi sukcesu szanowanymi, ale w innych krajach. Że Wasza twórczość, Wasz dorobek naukowy, że Wasze wspaniałe osiągnięcia nie poszły na rachunek Rzeczypospolitej. Co za żal! Jakżeż mi jest przykro!

Byłem dzisiaj dosłownie przed momentem na Dworcu Gdańskim pochylić głowę, złożyć kwiaty pod tablicą. Stamtąd, skąd wyjeżdżaliście – Wy, Wasi rodzice. Rozmawiałem z Gołdą Tencer. Powiedziała do mnie: „Wie Pan, ja nie wyjechałam, ale największy żal, jaki chyba w nas jest, to żal za naszych rodziców”. I wtedy sobie, proszę Państwa, uświadomiłem: rany boskie, przecież wtedy wypędzono też tych, o których mówiłem, że walczyli o niepodległą Polskę 100 lat temu, że stali z bagnetem w ręku jako legioniści Rzeczypospolitej, że to ich przyjaciół gwiazdy Dawida znajdują się na nagrobkach żołnierzy Niepodległej, tych, którzy bronili Polski w 1920 i 1939 roku.

Szanowni Państwo, proszę ich o wybaczenie dla Polski, dla Rzeczypospolitej, dla tych, którzy wtedy to sprawili. I proszę ich, by tę prośbę o wybaczenie przekazali także swoim rodzicom – jak kto może: w myśli, w modlitwie. Polska moimi ustami o to wybaczenie prosi dla tamtych. Żeby zechcieli zapomnieć i żeby zechcieli przyjąć, że Polska tak bardzo żałuje, że ich dzisiaj w niej nie ma. (podkreślenie moje, autora artykułu).

Wyraźny wzrost antysemityzmu w Polsce. Niebezpieczne spotkania z demonami przeszłości.

Pomimo wielokrotnych oświadczeń czołowych przedstawicieli państwa i i partii rządzącej, które często odbierane są jako gołosłowne deklaracje  nie znajdujące potwierdzenia w rzeczywistości krajowej – zaniepokojone środowiska obywateli polskich żydowskiego pochodzenia wydały wspólne Oświadczenie. To ważny dokument. Trzeba dołożyć wszelkich starań by Polacy, gdziekolwiek są: w Kraju czy za granicą, potraktowali ten dokument z należytym szacunkiem i zastanowieniem się. Dobre imię Polski, jej wielowiekowa tolerancja nie mogą być oddane na pastwę ambicji politycznych jakichkolwiek polityków. Państwo Polskie ma obowiązek stawania w obronie wszystkich mniejszości narodowych w Rzeczypospolitej, która jest ich współwłasnością. Zwłaszcza tych mniejszości, które mają wielowiekowe tradycje w Polsce, tradycje patriotyczne, społeczne, socjalne, naukowe, kulturowe. To wyzwanie dla demokracji polskiej i dla wszystkich Polaków. Zwłaszcza dla liderów środowiskowych.  Dobremu imieniu Polski zagraża dziś – i powtarzam ponownie i w tym akapicie:  wbrew gołosłownym deklaracjom władz politycznych – w dużej mierze działalność rządu polskiego. W dekadzie, gdy odchodzą w przeszłość ostatnie generacje tych, którzy są Świadkami strasznej tragedii polskiego żydostwa w latach 2 wojny światowej nie wolno nikomu z nas nie zaświadczyć swą postawą, że to również niepowetowana tragedia i strata Polski. Że polscy Żydzi są nam tak samo ważni, bliscy i istotni, jak polscy Białorusini, polscy Ślązacy, polscy Kaszubi, polscy ewangelicy i polscy katolicy czy polscy ateiści. Ten przymiotnik ‘polski’ nie ma wartościowania. Jest jednoraki i równy dla wszystkich grup, które tworzą polską rodzinę dumnych Obywateli Rzeczypospolitej.

Poniżej tekst Oświadczenia żydowskich Organizacji religijnych i świeckich w Polsce.

Oświadczenie polskich organizacji żydowskich do opinii publicznej

[English translation below]

My, przedstawiciele polskich organizacji żydowskich, wyrażamy nasze oburzenie z powodu narastającego w kraju klimatu nietolerancji, ksenofobii i antysemityzmu. Mowa nienawiści wylewa się z internetu i rozpycha się w przestrzeni publicznej. Rozpowszechniła się w mediach, w tym i tych, które chcą nadal uchodzić za publiczne, i nie zdumiewa już także w słowach radnych, posłów, czy wysokich nawet urzędników państwowych. Ilość pogróżek i obelg, kierowanych pod adresem żydowskich instytucji i placówek, stale rośnie. Doceniamy to, że prezydent, premier  i przywódca partii rządzącej potępili antysemityzm. Ale póki słowa ich nie przekształcą się w czyny, brzmieć będą raczej jak deklaracja bezradności wobec napiętnowanego, a mimo to szerzącego się zła. Potrzebne są stanowcze działania.

Polscy Żydzi – w przeddzień 50. rocznicy marca 68 i 75. rocznicy Powstania w Getcie Warszawskim – nie czują się dziś w Polsce bezpiecznie. Jest rzeczą oczywistą, że obecne zagrożenia nie przypominają tych z przeszłości, i że – inaczej niż w wielu innych krajach współczesnej Europy – nie przybierają też formy bezpośrednich napaści. Ale brak fizycznej przemocy nie wystarcza przecież, by sytuację uznać za normalną. Oczekujemy od władz publicznych, by nie tylko przyznały, iż antysemityzm jest złem – ale że jest złem tu i teraz, że zagraża w Polsce dziś, i że musi być napiętnowany i ścigany. Brak przeciwdziałania ze strony władz odbierany jest bowiem jako przyzwolenie – i przez sprawców, i przez tych, w których czyny sprawców są wymierzone. Organizacje żydowskie gotowe są do szczegółowej, praktycznej współpracy z instytucjami publicznymi, od policji przez media po szkoły, by stawić temu tamę.

Wiemy też, że nie tylko my, a zapewne nawet nie my najbardziej, padamy ofiarą tego klimatu nienawiści. Wyrażamy naszą solidarność z wszystkimi w Polsce, którzy – jak Romowie, muzułmanie,  uchodźcy, osoby czarnoskóre, Ukraińcy, członkowie pozostałych mniejszości etnicznych, religijnych, seksualnych czy innych – doświadczają wrogości czy wręcz dyskryminacji. Czujemy gniew i wstyd, że w naszym wspólnym kraju kogokolwiek to spotyka. Jesteśmy, w ramach naszych szczupłych możliwości, gotowi współpracować z wami i waszymi organizacjami, by przeciwstawić się złu.

Obecna fala antysemityzmu nastąpiła w związku ze sporem o wchodzącą właśnie w życie nowelizację ustawy o IPN, którą uważamy za źle napisaną i szkodliwą dla swobody debaty historycznej. Ale jeżeli sporadycznie pojawiające się na świecie, godne potępienia, wzmianki o „polskich obozach” wymagają, zdaniem rządu i parlamentu, aż takiej reakcji prawnej, to co powiedzieć o szerzącej się w Polsce nietolerancji i nienawiści? Instrumenty prawne do ich zwalczania istnieją. Brak, jak dotąd, politycznej woli. Oczekujemy, że zostanie okazana.

Apelujemy zarazem do wszystkich, jakiej by nie byli narodowości czy wyznania, z którymi wspólnie udało nam się, na przestrzeni ostatnich 30 lat , zbudować – oparte na wzajemnym szacunku i prawdzie – zbliżenie polsko-żydowskie jakiego w dziejach naszej Ojczyzny dotąd nie było. Nie pozwólmy, by dzieło to zostało zmarnowane. To nie przeszłość nam zagraża, lecz niechęć do uczciwego się z nią rozliczenia. To nie konflikt polsko-żydowski nam grozi, lecz kolejna odsłona sporu o to, jaka ta Polska, wspólna nam wszystkim, ma być. Pozostańmy uczciwi, odważni i solidarni. Nie dajmy się podzielić.

Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP; Naczelny Rabin Polski; Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie; Gmina Wyznaniowa Żydowska w Katowicach; Gmina Wyznaniowa Żydowska w Krakowie; Gmina wyznaniowa Żydowska w Bielsko-Białej; Żydowski Instytut Historyczny im. E. Ringelbluma; Żydowskie Stowarzyszenie B’nai  B’rith; Żydowskie Stowarzyszenia Czulent; Fundacja Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego; Fundacja im. Prof. Mojżesza Schorra; Fundacja Shalom; Jewish Community Centre – JCC Warszawa; Towarzystwo Społeczno- Kulturalne Żydów w Polsce; Stowarzyszenie Dzieci Holokaustu; Stowarzyszenie Żydowski Instytut Historyczny; Stowarzyszenie Midrasz; JCC Kraków; Fundacja Hillel Polska; Stowarzyszenie Drugie Pokolenie – Potomkowie Ocalałych z Holokaustu; Stowarzyszenie Żydów i Kombatantów i Poszkodowanych w II wojnie światowej; Fundacja Żydowska „Chidusz”; Żydowskie Towarzystwo Gimnastyczno-Sportowe Makabi Warszawa;

 

Open statement of Polish Jewish organizations

We, representatives of Polish Jewish organizations, express our outrage over the growing wave of intolerance, xenophobia, and anti-Semitism in Poland. Increasingly, hate speech has escaped the confines of the Internet to infiltrate the public sphere. It has found its way into newspapers and television broadcasts, including those belonging to public media outlets.

We are no longer surprised when members of local councils, parliament, and other state officials contribute anti-Semitic speech to public discourse. The number of threats and insults directed toward Poland’s Jewish community is rising. While we appreciate verbal condemnations of anti-Semitism on the part of President Andrzej Duda, Prime Minister Mateusz Morawiecki, and Law and Justice party leader Jarosław Kaczynski, these politicians’ words ring empty and do nothing to stop the spread of evil without strong supporting actions.

On the eve of the fiftieth anniversary of the anti-Semitic events of March 1968 and 75 years after the Warsaw Ghetto Uprising, Polish Jews do not feel safe in Poland. In significant ways, present threats to Poland’s Jewish community are different from those we experienced in the past. Unlike many of Europe’s Jews today, we do not now face direct physical threats. Despite a lack of physical violence, however, our situation is far from normal.

It is unacceptable for Poland’s leaders to merely state that anti-Semitism is wrong without recognizing publically that it is a dangerous, growing problem in our country today. We receive authorities’ inaction as tacit consent for hatred directed toward the Jewish community and call upon Polish leadership to punish those whose actions threaten our wellbeing. As representatives of Polish Jewish organizations, we call on public institutions, police, media outlets, schools, and members of the Polish public to combat anti-Semitism, and we are eager to cooperate with them in this critical mission.

We know that Jews are not the only victims of Poland’s current hateful climate. We stand in solidarity with all people in Poland who experience hostility and discrimination, including Roma, Muslims, refugees, people of color, Ukrainians, and members of other national, ethnic, religious, and sexual minorities. As we witness and experience hatred, we feel anger toward and shame in our country.

The current wave of anti-Semitism arose in response to an amendment to the Act on the Institute of National Remembrance. We believe this law to be poorly constructed and detrimental to open discussion of history. If Poland’s government believes that even sporadic mentions of “Polish Death Camps” must be criminalized, certainly the rising intolerance and anti-Semitic hatred in our country should be subject to similarly serious measures. Our government possesses the legal instruments to combat hatred but lacks political will. We call upon our politicians to change course.

At the same time, we reach out to the partners of myriad backgrounds with whom we have built strong Polish-Jewish relations based on mutual respect and truth. Do not allow our collective work to be in vain. The past can no longer threaten us, so long as we grapple with its truths and move forward together. More than a break in relations between Poles and Jews, which have been growing stronger in the decades since Communism, we fear the growing chasm in understandings of our national character. Stand with us as honest, brave, united Poles. We shall not be divided.

 

List otwarty środowisk polonijnych

od Redakcji: poniżej publikujemy List Otwarty grup i organizacji polonijnych z Wielkiej Brytanii, Szwecji, Francji, Niemiec, Austrii, USA i Kanady w sprawie nowelizacji Ustawy IPN i szkód, jakie ona przynosi dobremu imieniu Polski

1 lutego 2018 roku Senat przegłosował ustawę grożącą trzema latami pozbawienia wolności osobie, która publicznie i wbrew faktom przypisuje Narodowi lub Państwu Polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za popełnione przez III Rzeszę Niemiecką zbrodnie nazistowskie”. 6 lutego 2018 roku, mimo apeli środowisk opozycyjnych w kraju oraz gremiów opiniotwórczych za granicą, Prezydent RP Andrzej Duda podpisał nowelizację Ustawy IPN, kierując fragment Ustawy do zależnego od obozu rządzącego Trybunału Konstytucyjnego z zapytaniem o jego konstytucyjność. Jednocześnie, mimo braku pewności czy jest on zgodny z zapisem Ustawy Zasadniczej, stosując rzadko używany kruczek prawny umożliwiający wykonywalność całej nowej Ustawy in corpore, bez oczekiwania na opinię Trybunału.
My, Polacy mieszkający za granicą w sposób szczególny odczuwamy reperkusje tych decyzji polskich władz. W ciągu kilku dni przez kraje, w których mieszkamy, przetoczyła się medialna burza, a społeczność międzynarodowa często mało sympatycznie spojrzała nie tylko na polską historię, ale nawet na nas, Polaków. W ciągu kilku dni zniweczone zostały wieloletnie starania polskich instytucji naukowych, kulturalnych i dyplomacji i – trwające nieustannie od czasów Jałty – starania i pracę nas, Polaków żyjących na obczyźnie, aby godnie reprezentować nasza Ojczyznę. Godnie reprezentować, czyli rozmawiać również na trudne tematy. Dlatego wyjaśnialiśmy za granicą specyfikę i złożoność wojennej historii Polski. Robiliśmy i robimy to nie tylko w ramach działalności zawodowej i społecznej, ale też w rozmowach ze znajomymi, sąsiadami czy współpracownikami. Mówiliśmy o Holokauście, o cierpieniach wszystkich Polaków, o polskich Sprawiedliwych. Nie unikaliśmy też odpowiedzi na pytania o odpowiedzialność niektórych Polaków za znajdujące potwierdzenie w różnych źródłach historycznych (w tym w świadectwach ocalonych z Zagłady) pogromy i zabójstwa żydowskich współobywateli.
Politycy partii rządzącej podkreślają, że chodzi o zwalczanie rzeczywiście mylnego i absurdalnego sformułowania “polskie obozy śmierci”. Obserwowana przez nas reakcja społeczności międzynarodowej w ciągu tych kilku dni najlepiej świadczy o tym, jak bardzo kontrproduktywna jest ta ustawa. Hasło “polskie obozy śmierci” stało się hitem sieci we wszystkich językach, a o antysemityzmie Polaków rozpisują się media i dyskutują ludzie na całym świecie.
Z naszych międzynarodowych doświadczeń wynika, że tylko edukacja oparta o rzetelnie prowadzone badania naukowe pozwala wyjaśnić i zrozumieć ciemne strony historii każdego narodu. Musiały się z nimi zmierzyć również kraje, w których mieszkamy. W naszej ocenie uznanie bolesnej prawdy o swojej historii oraz przekazanie nowym pokoleniom obiektywnego spojrzenia na jego przeszłość jest wyrazem dojrzałości i uczciwości narodu. Ta godząca w wolność słowa ustawa ma na celu zastraszenie badaczy oraz skierowanie ich pracy w stronę innych, mniej kontrowersyjnych” dziedzin badań. Wbrew temu, co utrzymują polskie władze, ustawa godzi również w działalność naukową i artystyczną; co prawda autor artykułu opublikowanego w czasopiśmie naukowym nie będzie podlegał karze, jednak jego publikacja w prasie dla szerokiej publiczności – już tak. Ponadto Instytut Pamięci Narodowej, a także jakiekolwiek stowarzyszenie lub organizacja pozarządowa będą mogły wytoczyć proces komukolwiek, w tym autorowi dowolnego artykułu naukowego, jeśli uznają, że interes tej organizacji został naruszony lub wręcz kuriozalnie zarzutem, że przedmiot badań nie jest oparty na faktach (sic). Badania doszukują się faktów, służą ich odkrywaniu i opisaniu lub negacji z braku faktów.
Straty wizerunkowe, których doznał nasz kraj na arenie międzynarodowej w ciągu tych kilku dni są poważne. Trudno też nie dostrzec antysemickich demonów, które pod pretekstem “obrony honoru narodu”, 50 lat po wydarzeniach Marca ‘68 znowu wyległy na ulice polskich miast. Marszałek Senatu, Stanisław Karczewski, zapowiedział apel do Polonii,by wsparła Polskę”. Polskę zawsze wspieraliśmy i wspierać będziemy, ALE ODMAWIAMY wsparcia działań obecnych polskich władz w tej dziedzinie. Nie zamierzamy wspierać prawa mającego na celu negowanie faktów i podważanie wyników pracy rzetelnych historyków w Polsce i za granicą, a także pozostającego w sprzeczności ze stanowiskiem wszystkich prezydentów Polski od 1990 roku. Przyłączamy nasz głos Polaków mieszkających za granicą do polityków, organizacji pozarządowych, naukowców i ocalałych z Holokaustu, którzy w kraju i na całym świecie wyrażają zdziwienie i oburzenie wobec tej kontrowersyjnej i pozbawionej sensu ustawy.
Podpisali i sygnowali przedstawiciele grup, organizacji
i środowisk demokratycznych Diaspory Polskiej:
Democracy is OK D.OK
ADDP Association Défense de la Démocratie en Pologne
KOD UK
Femini Berlin Polska
Manifest Wolnej Polki
Berliński Kongres Kobiet
Dziewuchy dziewuchom Francja
KOD Polonia Austria
Babski Londyn
Polish Feminists
Dziewuchy Polonia
KOD Polonia Nowy York
KOD Polonia Szwecja
FARSA
Dziewuchy dziewuchom USA
Wioletta Rebecka, Nowy York,
‘Stół Rozmów Polaków’ Vancouver, Kanada
KOD Niemcy
Obywatele Bez Granic, Montreal, Kanada
KOD Polonia Portugalia

KOMPAS Group Danmark R/A/M Polska

Dziewuchy dziewuchom Berlin, Niemcy

Mitte 21, Niemcy

Nowa opera narodowa

imagesZ bohaterskim błyskiem patriotycznego uniesienia, Prezydent Polski podpisał Ustawę o Prawdzie, czyli nowelizację Ustawy IPN. Aby się upewnić czy jest zgodna z Konstytucją RP wysłał ją do Departamentu 7-mego Komitetu Centralnego PiS (czyli Trybunału Konstytucyjnego 4 Rzeczypospolitej) o zbadanie. Mimo to podpisał podpisał nie czekając na wynik tej opinii. Najwyraźniej już ją znał zanim prośba o takową opinię wpłynęła do Trybunału 😉 . Nie będzie Niemiec, Żyd, Amerykanin i Ukrainiec pluł nam w twarz. A tymbardziej Polak!

Podobno Trump zastanawia się czy podobnej nie ustanowić Dekretem Prezydenckim na temat kłamstw i obrażania Ameryki – Latarni wolności i demokracji – w sprawie wojny wietnamskiej, wojny w Iraku, czy więzienia w Guantanamo Bay.
Kanada jakoś tylko szwankuje w tym nowym prawielnym marszu narodów sprawiedliwych (znaczy się: nastojaszczych): a to Ukraińców przepraszała za obozy internowania w czasie I wojny światowej, a to Japończyków za identyczne obozy w II wojnie światowej, a ostatnio od blisko 10 lat przeprasza Indian (nawet już ich tak nie nazywa, bo podobno nie są Indianami, gdyż nie przypłynęli tu żaglowcami z kapitanem Cookiem z Indochin…) za zagładzanie na śmierć, za wysyłanie kilku pokoleń dzieci do szkół zbiorczych, gdzie były bite, gdy odważyły się miedzy sobą w pogańskim, swoim języku rozmawiać, za kradzież przyznanych wcześniej traktatami ziem. Ale jak długo można przepraszać?! O tyle przyjemniej jest być dumnym przecież. Może by jaką ustawkę panie Justin Trudeau wprowadzić, co? Zamknąc im wszystkim gęby i bedzie wszystko dobrze i pięknie. Ostatecznie braliśmy całkiem pokaźny udział w wojnie przeciw Hitlerowi – nawet pod Monte Cassino, obok dzielnych aliantów polskich! Sam ten fakt powinien nas z wszelkich podejrzeń oczyścić i w końcu zamknąć ten temat z przeszłości na zawsze. Co to w końcu kogo obchodzi, co się kiedyś stało? Było i spłyło, ot i wszystko.
Parafrazując naszego poetę, krzyknijmy wszem:
Trzeba z żywymi naprzód iść,
po życie sięgać nowe…
A nie w przegniłych żalów kiść
z uporem stroić głowę.
Daremne jęki, próżny żal,
za utracone chaty, zabrane futro!
Nie cofniecie Nowego Życia fal.
Świat idzie w świetlane Jutro!
(tu powinno być słychać furkot dumnych, wysokich sztandarów ze starożytnym symbolem Oczyszczającego Ognia, a jakiś dorodny, przystojny niebieskooki młodzieniec winien zaintonować pieśń “Jutro należy do nas”) 
To tyle. Tak kończy się epilog Aktu I nowej opery narodowej pt. “Nowy Inteligentny Rząd w Warszawie”. Akt II po przerwie.
Widownia nie chce wychodzić z foteli, z zapartym tchem czekając na ciąg dalszy tej narodowej epopei. Mickiewicz siedzi w pierwszym rzędzie z rozwartą gębą, Słowacki w loży łka, jak dziecko a Gombrowicz dmucha bezsilnie w żagiel transatlantyku, Broniewski zaś (chowając ćwiartkę wódki Baczewskiego do kieszeni) podpiera z całej mocy drzwi, w które ktos wali kułakami … .
Piłsudski wdrapał się na na szczyt kopuły i dosiadł aż cztery Kasztanki galopując w niebiosa starej Rzeczypospolitej; na placu Saskim, poniżej, maszerują dzielne oddziały Brygady Świętokrzyskiej, którym salutują w zwartym szyku bohaterowie Wojsk Obrony Terytorialnej. Nad placem i gmachem Opery unosi się w przestworzach uśmiechnięta, rozpromieniona twarz Romana Dmowskiego. Wizja przesuwa się nad Ogrodem Saskim w kierunku Żelaznej Bramy …

171472
Pogrzeb Romana Dmowskiego w Warszawie. Narodowcy żegnają swego przywódcę. Rok 1939.

List Polaka do kanclerza Niemiec

poniżej podaję bez komentarza – ale z pełnym zrozumieniem emocji i logiki Autora – pełny list znanego artysty pióra, kamery i sceny, Stanisława Brejdyganta, do Angeli Merkel, Kanclerza Republiki Federalnej Niemiec. Tekst List podajemy ze szpalt “Gazety Wyborczej”.

List obywatela Rzeczpospolitej Polskiej do pani kanclerz Republiki Federalnej Niemiec

Chciałem Pani złożyć wyrazy najgłębszego szacunku i podziwu.

Szanowna Pani Kanclerz,

Mam długie życie za sobą i noszę w sobie żywą pamięć tego długiego życia. Urodziłem się i wychowałem w Warszawie. Całe moje dzieciństwo przypadło na tragiczne i okrutne (w tym mieście szczególnie) czasy okupacji niemieckiej. Umyślnie piszę, zgodnie z historyczną prawdą, niemieckiej, bo przecież to Niemcy okupowali mój kraj, a nie jacyś, jedynie, naziści. Mam zatem prawo Niemców bardzo źle wspominać. Oczami dziecka widziałem uliczną egzekucję. Mama próbowała zasłaniać mi oczy. Widziałem też płonące w środku miasta getto. I wiedziałem, że płoną tam ludzie. No a potem widziałem zagładę mego miasta, Powstanie Warszawskie. W tym Powstaniu bohatersko walczyła moja starsza, piętnastoletnia siostra. Jedna z nielicznych ocalała. Ale z rąk Niemców w tamtym czasie, zginęło dwóch braci matki, jeden torturowany w gestapo, drugi na barykadzie Powstania. Także w Powstaniu zginął brat ojca, wyższy oficer Armii Krajowej. Powtórzę, mam prawo Niemców źle wspominać. I wspominam źle, tamtych Niemców.

Ludzie ludziom zgotowali ten los

Myślę, że nic i nikt nie jest w stanie zdjąć z narodu niemieckiego odpowiedzialności za niewiarygodne zbrodnie, których dokonali Niemcy w czasie II wojny światowej. A jednak w mojej świadomości trwa najmądrzejsza, najgłębsza ocena Czasów Zagłady wyrażona w krótkim zdaniu sformułowanym przez polską pisarkę Zofię Nałkowską nazajutrz po wojnie w 1945 roku: „Ludzie ludziom zgotowali ten los”. Bo też w minionym XX wieku doświadczyliśmy największej w dziejach kompromitacji człowieczeństwa.

Moje, dość bogate jak widać, doświadczenie życiowe wskazuje na tak oczywistą prawdę jak ta, że rewanż, zemsta niczego nie załatwia, pogłębia jedynie tragizm kondycji ludzkiej. Dlatego dumny jestem, że to jako pierwsi polscy biskupi wyciągnęli rękę w geście pojednania do Niemców. Bo też był to wielki i mądry, prawdziwie chrześcijański gest

Przez kilkadziesiąt lat, jakie minęły od czasów wojny, wyrosły i w Polsce, i w Niemczech kolejne pokolenia. Różne demony, ale także dobre duchy kształtują w różnych okresach losy ludzi i dzieje narodów. Otóż, gdy mój naród przywrócił sens hasłu: „Za naszą i waszą wolność”, gdy Lech Wałęsa mądrze dowodził pokojową armią „Solidarności”, której działania przybliżyły moment zburzenia ładu jałtańskiego i doprowadziły do zburzenia berlińskiego muru, i gdy w tych działaniach nastąpiła przerwa, trudna próba oporu, stan wojenny w Polsce, wtedy ludzie dobrej woli z całego świata przyszli nam z pomocą.

I wówczas, kto wie, czy nie największe wsparcie przyszło do nas z Niemiec. I nie był to pierwszy przykład braterskiej współpracy i pomocy pomiędzy naszymi narodami, bo były też inne w różnych czasach. Najgłośniejszy zaś i najbardziej, powiedzielibyśmy dzisiaj, spektakularny po 1831 roku po upadku powstania listopadowego, kiedy to naszych uchodźców, „żołnierzy tułaczy”, z największym entuzjazmem witano i pomagano im w krajach niemieckich.

Od Ottona III do Jana Pawła II

No i wreszcie u progu XXI wieku nastąpiło w naszych dziejach coś najwspanialszego, co mogło się wydarzyć. Wstąpiliśmy do wymarzonej przez upartych wizjonerów i stworzonej przez błogosławionych Chrześcijańskich Demokratów (Schuman, Adenauer, De Gasperi) Unii Europejskiej.

Nareszcie koniec wojen i konfliktów, nareszcie oczekiwana przez wieki, od Ottona III do Jana Pawła II, Wspólna Europa. I my w niej, my, Polacy, i wy, Niemcy. Jeżeli użyję zwrotu „braterska współpraca”, to wiem, że zabrzmi to patetycznie. Może też przesadnie. Ale przecież wspólnota interesów także może być braterska. I mogła być. I była.

Świadczy o tym przecież dobrze funkcjonujący Trójkąt Weimarski, który niestety z winy mego obecnego rządu dziś nie funkcjonuje. Cóż, wiele pięknych, szlachetnych inicjatyw nie funkcjonuje dziś z winy obecnego mojego rządu, który to rząd, istotnie mający mandat większości w wyborach (a co to znaczy ów „mandat większości”, to najlepiej wiecie wy, Niemcy, którzy doświadczyliście upadku demokratycznej republiki w waszym kraj, u progu lat 30. za sprawą wolnych wyborów i „mandatu większości”) uważa, że może być władcą dusz naszych i sumień.

Otóż oświadczam, że nie może. Nasze sumienia i nasza świadomość nie chcą dopuścić, aby nasz naród, nieraz już przegrywający z innymi silniejszymi narodami, a także z nieubłaganymi prawami historii, kierowany przez nieodpowiedzialnych szaleńców po raz kolejny stoczył się w przepaść. A wiem, dziś jest blisko krawędzi.

Tandetna propagandowa zagrywka

Mój rząd wystąpił ostatnio z żądaniami od Niemiec reparacji wojennych. Nie wiem, czy mój rząd ma rację, nie wiem, skłonny jestem przypuszczać, że w swoim czasie, zaraz po wojnie, niemało nam się należało. Wiem, na przykład, jak egzekwowali „rachunek za wojnę” zwycięscy Brytyjczycy. Tylko że my wcale nie byliśmy, jak Pani dobrze wie, zwycięzcami w tamtej wojnie, mimo że niby należeliśmy do obozu zwycięzców.

Byliśmy wasalnym państwem wielkiego zwycięscy (na polach bitew, ale przede wszystkim w Teheranie i w Jałcie), czyli Związku Radzieckiego. Moja młodość i wiek dojrzały upłynęły, podobnie jak Pani młodość, w satelickim państwie, w tak zwanym bloku sowieckim. Zatem nie my – to ktoś za nas Polaków decydował. I zdecydował.

I stało się to, co się stało. Zatem nawet mało inteligentny człowiek, ktoś z niewielkim wykształceniem, nie może nie wiedzieć, że to, co czyni mój rząd obecnie, to jest humbug, tandetna, propagandowa zagrywka obliczona na poklask najbardziej nieświadomych rodaków. Cynizm w stanie czystym. Wszak już nieraz w trudnych dla tego reżimu momentach, podejmowano ten temat.

Był to dyżurny temat PRL-u, niezawodna zagrywka towarzysza Gomułki. Wstyd mi. Trudno opisać, jak bardzo mi wstyd. Wiem, że czyni Pani niemałe wysiłki, by pertraktować z obecnym rządem mego kraju. I wiem, że czyni Pani to bona fide, w dobrej wierze.

I wiem, że moi przywódcy nie rozmawiają, niestety, w dobrej wierze. Mam pełne prawo przypuszczać, że odwołując się, w sposób absolutnie cyniczny, do antyniemieckich fobii ludzi prostych, budząc niechęć, ba, nienawiść, prowadzą mój kraj i mój naród ku zagładzie. Bo wypchnięcie nas z Unii Europejskiej (co jest, niestety, obawiam się, złowrogą intencją prezesa rządzącej partii) oznaczałoby koniec niezawisłości Polski. Przyzna Pani, jak tragiczna jest świadomość przynależności do narodu, którego przywódcy zmierzają wprost, świadomie czy nieświadomie, ku zagładzie tego narodu.

Uratujcie Europę

A teraz powrócę do pierwszego zdania mego listu, do wyrazów szacunku i podziwu dla Pani. Otóż uważam, że jest Pani niezwykłym politykiem. Ratuje Pani bowiem godność polityki, nie odbierając jej walorów moralności. Dla małych, karłowatych politykierów polityka to jedynie gra. Zatem grają oni sobie. Za nas. I niby dla nas. I to jest przerażające, bowiem czynią to ludzie skończenie niemoralni. Dla Pani, wiem to, bo jest to czytelne, moralność jest ważna. To rzadkie, Boże, jak bardzo rzadkie!

W ostatnich kilkudziesięciu latach miała Pani niewielu poprzedników. Najważniejszy z nich, największy, to bohater mego życia Nelson Mandela. Prawdziwa wielkość człowieczeństwa. 24 lata w ciężkim więzieniu i wyjście z tego więzienia bez kropli nienawiści. Komisja Prawdy i Pojednania i krzesło dla strażnika więziennego, pośród prezydentów i monarchów, na uroczystości inauguracji jego prezydentury. Zatem On. A teraz Pani. Na pewno przy swym niewątpliwie dobrym sercu i światłym umyśle popełniła Pani błąd, otwierając, jakby to powiedzieć, zbyt szeroko wrota dla uchodźców. Ale, Boże, jakbym ja chciał mieć takiego przywódcę kraju jak Pani, kogoś, kto popełnia takie błędy! W imię miłosierdzia. I ludzkiej solidarności.

A nie, jak mój rząd, który wiedząc, jak obcy jeszcze nie tak dawno ratowali niezliczone rzesze mych rodaków, dziś bezwzględnie zamyka granice przed obcymi. Ba, nieformalny przywódca narodu judzi hasłami, które przypominają najgorsze czasy historii Pani narodu i uprawianą wówczas propagandę, przekonując o „zagrożeniu, chorobami, zarazą”. Powtórzę, nie jestem w stanie opisać wstydu, jaki mnie ogarnia. Za mój rząd. I za mych rodaków. Tych, którzy być może uwierzyli w te haniebne brednie.

Na koniec to, o czym jestem przekonany: jest Pani prawdziwym mężem stanu. Niech mi darują feministki, ale nie mogę znaleźć innego sformułowania, jeśli chcą takie znaleźć, niech spróbują. Otóż w tym miejscu chcę wyjaśnić to, co niby oczywiste. Polityk, nawet, powiedzmy, dobry polityk, to ktoś, kto jedynie „gra w tę grę”. Walczy o głosy wyborców. Schlebia im i oczywiście ich oszukuje. Mąż stanu, przede wszystkim, mówi prawdę. Czasem niemile widzianą. I wierzy w to, co mówi.

Przypomnę sławne słowa innego męża stanu Winstona Churchilla: „Ofiaruję wam pot, łzy i krew”. Wiem, że nie jest Pani łatwo, demokracja jest bezwzględna, trzeba zdobywać głosy. Ale ja wiem, że to Pani i tylko Pani jest jedynym w mojej ojczystej Europie mężem stanu. Cóż, liczę na młodego człowieka z Francji, na prezydenta Macrona. Oby nas nie zawiódł. Obyście obydwoje uratowali moją większą ojczyznę (bo ta mniejsza, najbliższa memu sercu, to Polska) Europę.

Pozwoli Pani, że zakończę angielskim zwrotem, bo po polsku tak listów się nie kończy, a ja właśnie tak chciałbym go skończyć: God bless you!

Stanisław Brejdygant – ur. w 1936 r., aktor, reżyser, scenarzysta, pisarz i dramaturg

96px-Stanislaw_Brejdygant
St. Brejdygant (fot. C. Piwowarskiego ze zbiorów Wikimedia Commons)

/Absolwent polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, wydziału aktorskiego Warszawskiej Szkoły Teatralnej i reżyserii w łódzkiej filmówce. Jako aktor występował na deskach teatrów warszawskich: Narodowego, Powszechnego, Nowego i Dramatycznego a także Teatru Bałtyckiego w Koszalinie, Teatru Polskiego w Poznaniu i Teatru Nowego w Łodzi. Jako reżyser pracował w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu i Teatrze Nowym Warszawie. Ma w swoim dorobku role szekspirowskie i w adaptacjach Dostojewskiego, a także w wielu innych. Jako reżyser wystawił m.in. Wiecznego małżonka i Idiotę Dostojewskiego oraz pięć oper (m.in. Damę Pikową Piotra Czajkowskiego). Ma w swoim dorobku kilka filmów, słuchowisk radiowych i widowisk plenerowych.  Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, był członkiem Zarządu Głównego ZASP-u, ZAiKS-u, PEN Clubu, ITI oraz Rady Pisarzy Trzech Mórz. Ojciec aktora Igora Brejdyganta i muzyka Krzysztofa Zalewskiego./

o spacerach, historii i współczesności … o białej róży i drewnianym krzyżu na Krakowskim Przedmieściu

Bogumił Pacak-Gamalski

 

P4100092.JPGLubią warszawiacy chadzać po Trakcie Królewskim. Ujazdowskimi, przez Nowy Świat ku Krakowskiemu. I ja nie raz cały ten szlak od Dolnych Łazienek aż pod Zamek odbyłem. Zawsze w tłumach cieni postaci i wydarzeń znanych z historii tego miasta i kraju. Obrazy Canaletta mijałem, obiady w salonie pani Kalergis, Orzeszkową spotykałem, Prusa, na Nowym Rynku wychodzącą z pensjonatu klasztornego młodą Konopnicką, za Marszałkiem pochylonym szedłem, gdy rano chodził do Ministerstwa Spraw Wojskowych z Belwederu, mijałem Witosa i Daszyńskiego, prezydenta Narutowicza, gdy jechał na otwarcie wystawy w Zachęcie, prezydenta Wojciechowskiego, gdy jechał na Most Poniatowskiego, młodego Baczyńskiego, gdy ze śmiechem wybiegał z bramy uniwersyteckiej… Widziałem przez mgłę historii sotnie kozackie pędzące w 1905 demonstrantów w tym samym miejscu, w którym milicja pędziła studentów w 1967.
Teraz widzę na filmach i zdjęciach tysiące policjantów, ludzi wciąganych do wozów policyjnych …

Trakt Smoleński

Chodziłem tym Traktem Króli i Prezydentów,
spacerowałem od Belwederu, przez parki kolejne
ku gmachom Ministerstwa,
śladami smutnego Pana w maciejówce
na głowie i Polsce w sercu.
Potem dalej nieco, gdzie skręcało
się w Wiejską, gdzie chodził
poważny wiejski gospodarz
z podkrakowskiej wsi, gdy
rolę krajową przyszło mu chędożyć.
Za kościołem św. Aleksandra Trakt
zwęża się w kupiecką uliczkę nowo-światową,
kawiarnianą, aż do bram uniwersyteckich.
Pani – w sukniach długich, z parasolką – Orzeszkowa,
tam spacerowała, pan Prus przechadzał się do sklepu
kolonialnego pana Wolskiego.
Pałac Namiestnikowski złe chwile przypominał,
więc szybko go mijam, by nahajką kozacką
przez plecy nie być pogłaskanym.
Ot i znowu, policja jawna i tajna kordonami
go otoczyła, mały człowiek w czarnym surducie
z uporem policmajstra i wiarą Czarnej Sotni
w świętość Ławry Poczajowskiej,
mówi, że kto w Boga wierzy – wierzy w Cara.
Już widać fasadę św. Anny i katolickiego
Szweda z krzyżem w dłoni na kolumnie.
I czerwoną fasadę Zamku Królewskiego.
Ale do placu ze Szwedem kolumnowym
dostać się nie sposób. On swojej kolumny
krzyżem i szablą broni, a kolumny jazdy kozackiej
bronią dojścia do Zamku. Policmajster – dowódca Sotni –
w czarnym surducie sortuje obywateli
na prawilnych i tych mniej, pół-szwedzkich prawie.
Ławra Poczajowska rozwija sztandar najświętszy
Bojarów Wyklętych: Boh, Cześć i Car.

/B. Pacak-Gamalski, 11 sierpnia , 2017/